12.10.2016
 Przez kilka ostatnich dni na moją tablicę na Facebooku wrzucałem fragmenty pewnej książki - wywołały one spore kontrowersje wśród moich internetowych (i nie tylko) znajomych. Wśród komentarzy padały pytania: "skąd Ty to bierzesz?", "skąd są takie cuda?" i tak dalej. Przyszła pora na odsłonięcie kurtyny! Przed Wami recenzja książki pod tytułem: "Sekrety szeptuch Ludowe sposoby uzdrawiania", której autorem jest Vadim Tschenze. Yep - to z tego dzieła pochodzą wszystkie cytaty.

 Autor książki jest uzdrowicielem duchowym i szamanem, który co prawda mieszka w Szwajcarii, ale urodził się i wychował w rosyjskiej rodzinie. Vadim ma bardzo szerokie zainteresowania - oprócz magii szeptuch zajmuje się także m.in. "szamańskim uzdrawianiem duchowym, jak i pojęciem karmy, jej przezwyciężaniem oraz układem planetarnym. Stworzył również szamańską metodę autokorekty".

 Autor zdecydowanie nie pieści się z czytelnikami i pierwsze mocarne kawałki (zwane też w niektórych kręgach rakami) serwuje już w przedmowie. Można tam mianowicie znaleźć taki oto fragment:

W dzisiejszych czasach sposób działania takich rytuałów można wyjaśnić za pomocą fizyki kwantowej, danych cech elementu i teorii przewodzenia impulsu.

Nie pytajcie mnie co to zdanie znaczy, bo nie wiem - koledzy fizycy też nie wiedzą co autor miał na myśli.

Część 1. Kim są szeptuchy?

Duchowi uzdrowiciele wykorzystują przeróżne metody terapii. [...] Najważniejszy jest jednak fakt, iż wspólnym mianownikiem wszystkich tych metod jest WYŁĄCZNIE zdolność do samoleczenia  ciała oraz duszy, stanowiąca czynnik, na bazie którego pracuje każdy uzdrowiciel.

Cóż, nie wiem na jakiej bazie pracują współcześni uzdrowiciele, ale szeptuchy na pewno nie wpasowują się w ten opis. Gdyby ludzie posiadali cudowną zdolność do samoleczenia to uzdrowiciele duchowi i lekarze raczej nie byliby potrzebni :> Metody szeptuch bazują na mocy pochodzącej od Maryi, Jezusa i Świętych Pańskich. Oprócz tego istotna jest także osobista moc uzdrowiciela, która znajduje się w jego krwi - jeżeli krew uzdrowiciela jest "silniejsza" niż krew pacjenta i choroba, która w nim siedzi stan chorego poprawi się. Oczywiście o tym, kim de facto są Ci Święci i insze istoty pojawiające się w tekstach można dyskutować i dyskutować... pisałem o tym zresztą na blogu niejednokrotnie.


Kim są właściwie szeptuchy? Od początku istnienia Państwa Rosyjskiego wielką popularnością cieszyły się kobiety zwane czarownicami czy też magicy oraz mężczyźni zajmujący się ziołolecznictwem. Określano ich mianem "Povetucha". Ludzie ci zamieszkiwali wsie i przyjmowali potrzebujących w swoich domach. Nauki tych ludzi były znane pod pojęciem "lecznicze metody szeptuch".

1) Szeptuch nie określano mianem czarownic. Owszem - z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że jestem czarownikiem uprawiającym magię ludową, ale na wsi nikt tego tak nie określi.

2) Magicy to zupełnie inna sprawa i w ogóle bym ich do tego nie mieszał.

3) Podlaskie szeptuchy słabo znają się na ziołach - wykorzystują niektóre z nich, ale w celach rytualnych, nie można więc nazwać tego klasycznym ziołolecznictwem. Czasami rzeczywiście różne "funkcje" przenikały się ze sobą, ale nie była to reguła i należałoby o tym pamiętać.

4) Słowo Повитуха (powitucha) oznaczało kobietę, która zajmowała się odbieraniem porodów i uczeniem młodych matek jak opiekować się dzieckiem i spełniać wszystkie obowiązki matki. Zadaniem powituchy było też przeprowadzenie wszystkich rytuałów związanych z chrztem i przyjęciem dziecka do społeczności. Najczęściej roli tej podejmowały się kobiety starsze, które nie miesiączkowały, pochodziły z porządnych rodzin i były szanowane przez lokalną społeczność. Najlepiej jeśli obowiązki te wykonywała wdowa, ale jeśli kobieta miała męża to powinien on być porządnym chłopem - nie zdradzać po krzakach i nie chlać na umór. Patronką tych kobiet miała być Salomea - żona Zebedeusza. W czasie porodu recytowano specjalne teksty, w których pojawiało się jej imię i które miały zagwarantować bezproblemowy poród. Rozciąganie tego określenia na mężczyzn, czy magików jest po prostu nieporozumieniem.


Zgodnie z filozofią szeptuch człowiek znajduje się w tzw. Matriksie. Oscyluje jako komórka we wszechświecie, gdzie następuje ciągła odnowa komórek. "Zdrowe" komórki systemu (tutaj jako dobrzy ludzie) są wspomagane i stale ulepszane, zaś nad "chorymi" komórkami (tutaj jako egoistyczni i wyrachowani ludzie) krąży określone fatum.

W zasadzie nie wiem nawet jak to skomentować... Matriks to zupełnie nie ta bajka, a opis kiepsko przystaje do rzeczywistości. Jedynie w baśniach dobro zawsze wygrywa, jest zawsze wynagradzane, a zło zawsze spotyka kara. W realnym świecie jak wiadomo wielu zbrodniarzy miało i miewa się nadal całkiem dobrze, a tzw. "dobrzy ludzie" klepią biedę.

W wierzeniach ludowych istniało co prawda przekonanie, że "nie ma zbrodni bez kary", ale niejednokrotnie nikt nie czekał na to, aż Natura, czy inne Siły Wyższe należycie ukarzą zbrodniarza. Zresztą, nie ma się co rozpisywać:


Ot i tyle w temacie ;]


Również matrioszka, rosyjska zabawka, wykonana z drewna, stanowi element sztuki uzdrawiania szeptuch. Umożliwia ona bowiem przekazywanie energii oraz wpływa na spełnianie marzeń. [...] Matrioszki w Rosji są niezwykle popularne i od lat są nieodłączną tradycją tego kraju. Uchodzą za najstarszy symbol słowiański, przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Dla niezorientowanych - ów "najstarszy symbol słowiański", czyli matrioszka, pochodzi z XIX wieku, dokładniej mówiąc z 1890 roku. Był to okres kiedy w Imperium Rosyjskim bardzo modny był powrót do ludowości i poszukiwanie korzeni. Jednym z czołowych przedstawicieli owego "stylu rosyjskiego" był Siergiej Maliutin, który stworzył szkic matrioszki inspirując się pewną japońską lalką. Pierwszą lalkę, na podstawie szkiców Maliutina, stworzył Wasilij Zwiezdoczkin. Nie jest to tajemna wiedza - wystarczy odpalić Wikipedię i poszukać. O lalkach spełniających życzenia pisałem już na blogu; robi się je zupełnie inaczej niż matrioszki.

 W dalszej części tego rozdziału autor opisuje przyczyny różnych dolegliwości. Na moim FB wylądował fragment dotyczący zaparcia, które zdaniem autora, może wynikać z konserwatyzmu. Następnie przechodzi do wymieniania dolegliwości, które mogą zostać wyleczone przy pomocy "leczniczych metod szeptuch". Z tego fragmentu wynika m.in., że uzdrowiciele zajmują się leczeniem raka, Parkinsona i chorób genetycznych oraz wrodzonych, które są karmicznymi dolegliwościami wynikającymi z przeszłości.

 Kolejne strony zawierają "rytuały Baby Walji", która była babcią autora i ludową uzdrowicielką. Czytając owe opisy dowiemy się m.in., że "Baba Walja była analityczką" (ciekawe, czy miała też kozetkę), "swoje teorie opierała również na zasadzie karmy. Była bowiem przekonana, iż wszystkie problemy i dolegliwości są związane z tą materią" i twierdziła, że "czakra serca pachnie różami". Co ciekawe w tekście znajdują się też opisy autentycznych ludowych rytuałów, które mają sens. Problem w tym, że są one przerobione na modłę New Age'ową. Ciężko powiedzieć, czy skażenie NA dotknęło już Babę Waliję, czy po prostu autor dodał sporo od siebie i przerobił na swoją modłę rzeczy, których pierwotnego znaczenia nie rozumiał.

 Zbliżamy się do końca pierwszej części książki (przed nami jeszcze cztery), ale autor nie zamierza nas oszczędzać i serwuje kolejne harde kawałki.

Za każdym razem mam nieomylne wrażenie, że rytuały szeptuch są w dużej mierze powiązane z szamańskimi procesami, jak i z obrzędami druidów. Druidzi żyli ponad 2000 lat temu w Irlandii i Brytanii. Stanowili duchową elitę celtycką, których mitologia miała również wiele wspólnego z rytuałami.

Szczególnie interesujące i godne opowiedzenia są dawne rytuały druidów, które moja babcia odprawiała w wyjątkowych przypadkach. Do tego celu potrzebowała okrągłego, niebieskiego, szklanego naczynia. Do jego środka wkładała czarną bądź niebieską świecę. Obowiązuje tutaj bowiem ta sama zasada, jak w przypadku Halloween, kiedy 31 października do wydrążonej dyni wkłada się świece.

W czasach obecnych można spotkać wiele monumentów celtyckich, które stanowią pozostałości przeszłości. Są to megality bądź Stonehenge, które zostały zbudowane w czasach druidów i były przez nich szczególnie czczone i szanowane. Zadziwiające jest, że moja babcia w swoim ogrodzie również posiadała kamienną budowlę.

Z cytatów płynie jasny i logiczny wniosek, że powinienem zmienić nick na Neo Vermoramix, który połączy ze sobą Matrix i druidów :>

 Ciąg dalszy nastąpi - muszę przerwać, bo mózg mi się ugotuje od tego morza bredni ;]
11.12.2016
 Wiem, że dawno na blogu nie pojawiło się nic nowego, ale to nie oznacza, że blog jest martwy i nic więcej się na nim nie ukaże (nie, nie - ci wszyscy, którzy skrycie marzą "niech on już skończy!" mogą zacząć rwać sobie włosy z głowy). Melduję też, że cieszę się dobrym zdrowiem i jeszcze nie umarłem :>  Po prostu ostatnio cierpię na brak czasu, bo ciężko jest pogodzić pracę na pełen etat, z byciem czarownikiem na pełen etat, uczyć się, uczyć innych, prowadzić bloga, przeglądać grupy na FB/fora i wyrobić się ze wszystkim w ciągu doby.

 Na grupach rodzimowierczych i słowiańskich zewsząd atakuje Wielka Lechia i Lechici, którzy byli nadludźmi, mieli wiedzę wszechświata w małym palcu i nauczyli Żydów pisać i czytać. Nie pytajcie mnie o co w tym wszystkim chodzi, bo nie wiem, a ponieważ postawa "nie wiem to się wypowiem" jest mi obca, więc nie napiszę zbyt wiele na ten temat.

 Przy okazji Lechitów na tapetę trafia też głagolica i język starosłowiański. Jeden z czytelników mojego bloga pytał mnie o to czym ten język starosłowiański jest, bo jedna z wróżek występujących w telewizji na swoim kanale na YT pisała o tym, że szeptuchy robią czary w tym języku. Spieszę więc poinformować (zarówno czytelnika jak i te wszystkie rzesze użytkowników FB, którzy o tym języku piszą), że język starosłowiański nie istnieje. Mówiąc najprościej: staro- jest zarezerwowany dla najstarszej postaci pisanej danego języka. Cały problem polega na tym, że kiedy pojawiły się najstarsze znane nam zabytki pisane, jednolitego języka słowiańskiego już nie było (zdążył się podzielić).

 Owszem - czasami można spotkać się ze sformułowaniem "język starosłowiański" w literaturze, ale wtedy terminem tym określa się język staro-cerkiewno-słowiański (s-c-s). Nie jest to jednak zbyt fortunne, bo sugeruje, że mamy pisane świadectwa jakiegoś języka, którym mówili wszyscy Słowianie, a to nieprawda.

 Zostaje nam jeszcze ta nieszczęsna głagolica, czyli najstarsze (znane nam obecnie) pismo słowiańskie. Jego stworzenie przypisuje się Cyrylowi i to w zasadzie tyle co można napisać o jego pochodzeniu. O tym skąd wzięły się poszczególne litery tego alfabetu napisano sporo naukowych rozpraw, ale źródła kształtów niektórych liter nie udało się ustalić. Niektóre znaki mają więcej niż jedno możliwe pochodzenie. Pod uwagę bierze się m.in. pochodzenie od liter łacińskich, greckich, koptyjskich, czy hebrajskich. Podobnie jest zresztą z nazwami liter- nie wiemy skąd wzięły się niektóre z nich. Dlatego też trzeba uważać na to, co piszą różni ludzie na różnych blogach na ten temat. Wiele bzdur już widziałem, z kosmicznymi energiami i karmą włącznie :>

 Przeglądałem ostatnio blog poświęcony głagolicy, który był pełen takich kwiatków. Zdziwiło mnie to, że zawierał on informacje niedostępne w popularnej literaturze tematu (czyli np. w Bartuli), a jednocześnie był pełen głupot. Mocarna lektura.

 Najbardziej rozbroiło mnie pytanie na jednej z grup - "jak przetłumaczyć coś na głagolicę?". Tłumaczy się na ogół coś (teksty/wypowiedzi ustne) z jednego języka na drugi. Głagolica jest alfabetem, który był/jest stosowany do zapisu różnych języków, więc ciężko cokolwiek na nią przetłumaczyć.

 Po tym jakże długim wstępie językowym pora na temat główny... językowy. Będzie mianowicie o tym tekstach guseł i ich tłumaczeniu.

 W moim arsenale są zaklęcia w cerkiewnosłowiańskim, rosyjskim, chachłackim, bułgarskim, serbskim, chorwackim, słoweńskim. Parę romskich też się znajdzie. Całkiem sporo, ale to języki w mniejszym lub większym stopniu do siebie podobne, więc jest nieco łatwiej.

 Czasami jednak podobieństwa mogą bardzo mylić: np. wyraz гора w języku rosyjskim oznacza górę, a w bułgarskim las. Inna jest za to wymowa - Rosjanin przeczyta to jako [gara] z akcentem na drugie "a", a Bułgar jako [gora]. Analogicznie jest z językiem cerkiewnosłowiańskim - Rosjanin przeczyta ten sam tekst nieco inaczej niż Ukrainiec. Różnica jest de facto jedna i niby kosmetyczna, ale czasami może wpływać na rozumienie tekstu. Oczywiście pod warunkiem, że obaj przeczytają tekst zgodnie z oficjalną redakcją (której najczęściej uczą się na lekcjach prawosławnej religii), a z tym różnie bywa.

 Babki wiejskie to zupełnie inna para kaloszy - niektóre z nich czytają fragmenty Biblii w czasie obrzędów. Często jest to Biblia cerkiewnosłowiańska, ale widziałem też rosyjskie i ukraińskie wersje. Różne wersje wymowy też słyszałem - niektóre babki czytają je zgodnie z wersją językową tekstu (czyli odpowiednio - cerkiewnosłowiański, rosyjski, ukraiński). ale są też takie, które czytają po chachłacku. Gwary te w zasadzie nie mają standardu pisanego, więc czasami mam wrażenie, że to co babka czyta i to co stoi w książce to dwie zupełnie różne rzeczy.

 Analogiczna sytuacja dotyczy wszystkich modlitewników i tzw. zeszytów,. w których niektóre babki miały spisane zaklęcia. Zapisanie "ze słuchu" tekstu bywa trudne, potem zdarza się tak, że podczas czytania wymowa po raz kolejny ulega zmianie.

 Oczywiście można pokusić się o przetłumaczenie wszystkiego na polski i używać rytualnie tylko jednego języka. Jest to trudne, bo zaklęcia są czasami rymowane, często mają swoisty rytm, który ułatwia wejście w odmienny stan świadomości. Podczas tłumaczenia nie da się tego odtworzyć bez zmiany treści i trzeba arbitralnie orzec, czy bardziej zależy nam na wierności oryginalnemu tekstowi, czy jednak na rytmie. Poza tym są takie sformułowania, czy też zbitki wyrazowe (te ostatnie mają często za zadanie nadać rytm), których po prostu nie da się zgrabnie przetłumaczyć na polski. Problem ten dotyczy też pewnych słów - na blogu np. używam rosyjskich/chachłackich nazw dolegliwości, bo sporą część z nich można przetłumaczyć na polski tylko opisowo - wygodniej zachować jednowyrazowe nazwy oryginalne.

 Podsumowując (metajęzykowy operator zapowiadający podsumowanie): słowiańskie języki - trudne języki; język starosłowiański nie istnieje; nie czytać głupot o głagolicy; Wielka Lechia atakuje!
9.10.2016
 Teksty z cyklu "anatomia gusła" powstały póki co dwa (linkink). Jakoś tak wyszło, że pierwszy tekst traktował o formułach kończących ;) Kolejny był o tekstach rytualnych. Przyszła pora zająć się tym co należy robić na samym początku.

Wybór miejsca

Patrząc na podlaskie babki widać pewien schemat - gusła odprawia się najczęściej w domu, zwykle jest to kuchnia. Czasami z powodów logistycznych (np. brak miejsca) wykorzystuje się inne pomieszczenie w domu, dobrze jeśli sąsiaduje ono w jakiś sposób z kuchnią, niemniej jednak nie jest to wymagane.

 Gusła może też oczywiście odprawiać na zewnątrz. Babka z Rutki ma przed domem słynną ławeczkę, na której sadza swoich pacjentów. Działanie na zewnątrz, w jej wypadku, często jest konieczne ze względu na gusła, których używa. Czasami trzeba udać się do jakiegoś miejsca, które słynie np. z cudownej uzdrawiającej wody. Innymi magicznie istotnymi miejscami są progi w domu oraz rozstaje dróg.

 Na Bałkanach rytuały odprawiane w domach także powinny mieć miejsce w kuchni. Najważniejszą częścią tego pomieszczenia jest niewątpliwie piec wraz z kominem. Wynika to z wierzeń, że różne przyzywane istoty przychodzą w czasie rytuału właśnie przez komin. W dzisiejszych czasach piece zostały zastąpione przez kuchenki gazowe, więc czarownice i czarownicy musieli się do tego dostosować. Współcześnie rytuały nadal odprawia się w kuchni, czasami w głównym pokoju domu.

 Część rytuałów odprawiano (i odprawia się nadal) na zewnątrz. Poza domem przeprowadzono przede wszystkim ceremonie grupowe, często z udziałem całej wsi. Ważnymi rytualnie miejscami są też rozstaje dróg i cmentarze. Czasami gusła odprawia się także w miejscach, gdzie stoją przydrożne drewniane krzyże oraz pod nietypowo wyglądającymi drzewami (wykręconymi, ułamanymi etc).

 Za miejsca mocy uznaje się też różne formacje skalne - może to być naga skała posiadająca jakiś dziwny kształt (np. przypominająca ząb), naturalne niecki i jaskinie albo kamienne mosty. Przykładem takiego miejsca są prerasty (link).


Ołtarz

sprawa jest w zasadzie prosta, bo ołtarza po prostu nie ma ;) Niemniej jednak gdzieś trzeba rozłożyć wykorzystywane w czasie gusła klamoty.

 Jeżeli czaruje się w kuchni to wówczas narzędzia rozkłada się na kuchennym stole. W innych pomieszczeniach wybiera się stół położony najbardziej centralnie (czasami się go po prostu przestawia na środek pokoju). W warunkach polowych narzędzia rozkłada się na jakiejś płaskiej powierzchni - czasami jest to jakiś kamień, ale najczęściej klamoty wędrują na ziemię. 

 Miejsce rozłożenia narzędzi można czymś przykryć albo i nie. W przypadku stołu często się tego nie robi, w plenerze lepiej użyć jakiegoś kawałka tkaniny, często jest to chusta.

 Rozłożenie narzędzi na "ołtarzu" może być całkowicie dowolne, ale są też różne "systemy" rozmieszczania instrumentarium. To, gdzie co zostanie położone zależy najczęściej od tego jakich narzędzi się używa oraz od tego, która ręka jest dominująca. 

Magiczny krąg

Kolejna rzecz, której najczęściej w guśle nie ma ;)

 Jeżeli rytuał odbywa się w domu to magiczny krąg po prostu nie jest potrzebny. Wynika to z przekonania, że z każdym odprawionym gusłem miejsce działania niejako oczyszcza się samo i nabiera mocy. Kręgi wykorzystuje się w sytuacjach, gdy miejsce odprawiania jest niesprzyjające albo osoba potrzebująca pomocy przychodzi z trudną i nietypową sprawą.

 Na Podlasiu widziałem wykorzystanie kręgu kilka razy. W jednym przypadku osoba uzdrawiana siedziała na krześle, wokół niej znajdował się krąg zbudowany z lnianych pakuł. Osoba przeprowadzająca obrzęd znajdowała się poza kręgiem. Po zakończeniu guślenia pakuły zostały spalone w ogniu. 

 Na Bałkanach zakreśleniu kręgu nie towarzyszą jakieś szczególne czynności - może on być zakreślony narzędziem, zaznaczony sznurem/łańcuchem, usypany z czegoś, wykopany etc. Czasami towarzyszą temu rytualne teksty - dłuższe lub krótsze. Można też np. wziąć trochę ziarna do ręki, obejść miejsce dookoła i potem wysypać je poza kręgiem mówiąc, że niechciane istoty będą mogły wejść do środka dopiero po policzeniu wszystkich ziarenek. 

 Jeżeli zakreśla się krąg pojawia się kolejna kwestia - czy robić to w kierunku zgodnym, czy przeciwnym do ruchów wskazówek zegara. Wbrew pozorom to bardzo ważna kwestia - jedna z kłótni o kierunek procesji skończyła się ustąpieniem biskupa z urzędu i kryzysem na linii państwo-religia ;)

 Prawa strona jest aktywna, męska, zewnętrzna, a lewa jest odpowiednio - żeńska, wewnętrzna i pasywna. Dodatkowo prawą stronę wiąże się z Bogiem i życiem, a lewą z magią, nadnaturalnymi istotami i zmarłymi. Daje to pewne wskazówki do tego, w którą stronę zakreślać krąg w zależności od tego co chcemy uzyskać. Istnieje też praktyka aby krąg zakreślać tak samo jak procesja okrąża cerkiew podczas obrzędu jej poświęcenia - dwukrotnie w prawo i jednokrotnie w lewo. 

 W bałkańskich rytuałach zbiorowych, w których często udział brała czarownica i spora część wsi krąg stanowią zgromadzeni ludzie. Często zamiast po prostu stać w kółku tańczyli oni trzymając się za ręce albo łapiąc za paski. Tańcem wykorzystywanym w takich obrzędach jest kolo, znany w niektórych rejonach także jako oro. Taniec ten ma pierdyliard wersji i odmian, można to zobaczyć na YT (np. tutaj link). W takich sytuacjach kierunek tańczenia (prawo/lewo) dobierało się do konkretnego rytuału. 
8.22.2016
 Odchwaszczając skrzynkę mailową z tony śmieci trafiłem na wiadomości z pewnej listy mailingowej (tak kiedyś to było modne - zanim powstała fejszgroza i jej rosyjska wersja VK), na którą wieki temu zaprosił mnie zagraniczny znajomy. Postanowiłem zajrzeć i zobaczyć co w trawie piszczy. Większość maili dotyczyła tematów magii miłosnej i kręciła się wokół problemu "czy jestem przeklęty/przeklęta?", ale było kilka ciekawych tematów.

 Jeden z nich został zainicjowany przez pewnego usera, który wrzucił skompilowany przez siebie rytuał i poprosił o stwierdzenie, czy to coś dobrego i czy będzie w ogóle działać w takiej formie.

 Sam rytuał składał się z ludowego gusła, jednej z modlitw z tzw" Molitiewnika Rozy Kriesta" (z łacińskimi elementami). Ten modlitewnik był swego czasu plagą - ktoś wrzucił rosyjskie tłumaczenie na jedną ze stron www, ludziom wydawało się, że to takie ludowopodobne i korzystali z tego garściami. Ostatnim elementem było zakreślenie kręgu (z Boginią i Bogiem w roli głównej) oraz wezwanie Niksy, Paraldy i tak dalej.

 Posypały się pytania z różnych stron (zapowiedzi niechybnej bolesnej kary ze strony różnych istot takoż). Padło między innymi pytanie o to, po co używać takiego, a nie innego zakreślenia kręgu i wezwania żywiołów, skoro są na to ludowe teksty (ok używa się ich rzadko, bo większość guseł to proste rzeczy pomijające element kręgu, ale konstrukt jako taki jest) , a istoty opiekujące się/władające ogniem czy wodą mają swoje konkretne imiona. Inny użytkownik zapytał autora, czy w ogóle wie czym jest ten cały Modlitewnik Różokrzyża i czy zna łacinę.

 Odpowiedzi były równie ciekawe. Otóż okazało się, że autor rytuału ludowe teksty nawet zna, ale nie bardzo wie o co w nich chodzi, a łaciny nie zna. Modlitwę z modlitewnika sobie wziął, bo mu pasowała do intencji, a że był tam fragment po łacinie to cóż - skopiował razem z kawałkiem po rosyjsku, bo uznał, że na pewno jest na temat. Poza tym trzeba być nowoczesnym, bo babcie co sobie czarowały, nie umiały czytać/pisać to już przeżytek. 

 Postanowiłem więc włączyć się do dyskusji i po prostu zapytałem autora wątku jaki cel ma zamiana tekstu, którego nie rozumie, na tekst którego też nie rozumie i w którym w dodatku obok bliżej nieokreślonych bóstw są istoty, z którymi nigdy dotychczas nie pasował i JHWH na dodatek. 

 Trochę smutny obraz się z tego wszystkiego wyłania. Czasami mam wrażenie, że tradycja jest dla niektórych osób skostniałym monolitem, który służy jedynie do tego, żeby go kontestować i budować swoją świadomość w opozycji do czegoś. Tradycja nie polega na tym, że trzeba mieszkać na wsi, chodzić w chustce na głowie, walonkach i wierzyć, że mleko kwaśnieje, bo sikają do niego krasnoludki. 

 Ludowe zaklęcia bazują na pewnej konstrukcji świata - ludzie opisywali to co dzieje się wokół nich na podstawie tego co widzieli, tego co wiedzieli i co im przekazano. Stworzyli najlepszy opis na jaki było ich stać. To, że z perspektywy dzisiejszych czasów pewne elementy tego opisu wyglądają ekhem dziwnie nie zmienia faktu, że gusła, które na takim opisie bazują są skuteczne także dzisiaj. Zmiany, które się zadziały przez te wszystkie lata sprawiają, że trzeba na to spojrzeć nieco inaczej - szerzej. Zobaczyć całość, clou, ducha i ideę, która to wszystko wypełnia i napędza. To się (moim zdaniem) nigdy nie przeterminuje, bo pewne wartości są i będą uniwersalne bez względu na czas.

 Tradycja to nie tylko konkretna wiedza (w tym wypadku są to rytuały i folklor, rozumienie różnych symboli, które występują w tekstach i nie tylko), czy sposób praktyki. Patrzenie na to jako na zbiór zasad, które ograniczają, stanowią mur i tłamszą indywidualność i inwencję jest spłycaniem tematu. Porównałbym je raczej do okularów, które na nos zakłada krótkowidz - dzięki nim jest w stanie zobaczyć wszystko ostrzej, dostrzega więcej szczegółów.

 Tradycja to także pewien sposób patrzenia na różne rzeczy i interpretowania - tego się człowiek z książki nie nauczy, bo to rzeczy, które przychodzą wraz z praktyką własną oraz poprzez obserwację i słuchanie tego co mówią bardziej zaawansowani. 
7.02.2016
 Ostatnio popełniłem kilka bardziej psychologicznych tekstów, które umieściłem na FB. Z racji tego, że na fejsie to wszystko gdzieś tam ginie na "ścianie" pod naporem treści różnych wrzucam je tutaj, żeby był do nich łatwiejszy dostęp. Póki co teksty są trzy - pewnie powstaną kolejne, które także trafią na bloga.

Zauważyłem, że w internetach (i nie tylko) funkcjonuje pewien problem w kwestii nazewnictwa nieświadomy/podświadomy.

W dużym skrócie:
Twórcą terminu "podświadomośc" był francuski neurolog i psycholog Pierre Janet. Jego zainteresowania naukowe obejmowały między innymi przyczyny występowania histerii oraz kwestie związane z pamięcią pourazową. Janet uważał, że po wystąpieniu traumy następuje odszczepienie uczuć i przeniesienie ich do podświadomości, którą uważał za patologiczny twór powstający na skutek osłabienia integracji świadomości. W jego przekonaniu podświadomośc mogła czasami tworzyć alternatywną osobowość.

W przypadku teorii Freuda mówi się o nieświadomości, przeświadomości i świadomości. Używanie terminu podświadomość jest tu w zasadzie błędem. Charles Rycroft w swoim "A Critical Dictionary of Psychoanalysis" pisze o tym, że termin podświadomość nie pojawia się w pismach psychoanalitycznych. Dalej idzie Peter Gray mówiąc, że to po prostu błąd popełniany przez osoby, które nie czytały Freuda.
Rycroft był znanym angielskim psychoanalitykiem, a Peter Gray to autor jednego z bardziej znanych podręczników psychologicznych na amerykańskim rynku.

Sam Freud o terminie "podświadomość" pisze w co najmniej dwóch dziełach - w "Studiach nad histerią" i "Wstępie do psychoanalizy". W "Studiach..." pisze o tym, że jedyną godną zaufania antytezą jest ta między świadomością, a nieświadomością ("The only trustworthy antithesis is between conscious and unconscious"). We "Wstępie do psychoanalizy" pisze natomiast tak:
"Chciałbym też, byście przyznali, że nasze określenia: nieświadomy, przedświadomy, świadomy przesądzają znacznie mniej i łatwiej dają się usprawiedliwić niż inne, które zostały zaproponowane lub też są w użyciu, jak podświadomy, obok świadomości itp"

Tak naprawdę to o nieświadomości Freud też nie pisał ;) W swoich pismach używał terminu, który na polski powinno się tłumaczyć jako "nieświadome". Przetłumaczenie "das Unbewusste" jako nieświadomość to już pewna interpretacja tego o czym pisał ojciec psychoanalizy.

Freud pojmował nieświadomość nieco inaczej niż Janet - nie jako alternatywne ja, bedące odbiciem ja świadomego, ale jako coś co kieruje się innymi zasadami (m.in. bezczasowością i brakiem przeczenia).

Inaczej jest z Jungiem, bo on co prawda używał terminu "podświadomość", ale terminem tym określał tzw. głębszą warstwę nieświadomości indywidualnej. Krótko mówiąc u Junga mamy:
- świadomość,
- nieświadomość indywidualną, dzielącą się na przedświadomośc i podświadomość.
- nieświadomość zbiorową.



Dzisiaj postanowiłem napisac kilka słów na temat archetypów.

Wszystko zaczęło się od Freuda (tak, wszystko zaczyna się od Freuda, ale to nie on spowodował Wielki Wybuch i powstanie świata), ale z ideą archetypów kojarzy się przede wszystkim Jung.
Zdaniem Freuda w naszej nieświadomości znajdują się jedynie popędy. Ojciec psychoanalizy wyróżniał dwa podstawowe grupy popędów - Eros, czyli popęd do życia (w tej grupie znajduje się m.in. popęd seksualny) i Tanatos, zwany też popędem śmierci. Od teorii popędów tak naprawdę zaczęła się psychoanaliza. Co prawda od czasów Freuda sporo się zmieniło, ale niektóre aspekty teorii popędów są aktualne do dzisiaj.
Z teorią popędów związany jest, opisany przez Freuda (m.in. na podstawie jego własnych doświadczeń) kompleks Edypa. W przypadku chłopców zakłada on, że mniej więcej między trzecim, a piątym rokiem życia chłopiec pożada swojej matki odczuwając jednocześnie wrogość w stosunku do ojca. Zdaniem Junga Freud opisując kompleks Edypa odkrył jednocześnie, że rozwój psychiki ma podłoże archetypowe.

Jung rozwinął teorie Freuda - oprócz instynktów w nieświadomości, jego zdaniem, znajdowały się także archetypy. Jung twierdził, że archetypy to uniwersalne wartości kultury, uniwersalny sposób myślenia i odczuwania. Wynikiem działania archetypów miało być tworzenie przez ludzi idei zawartych w róznych mitologiach świata i pewne uniwersalne formy zachowania.

Wzajemne powiązanie archetypów i popędów Jung tłumaczył na podstawie widma światła. Widmo to składa się z różnych kolorów - skrajnymi są ultrafiolet i podczerwień. Podczerwień to instynkty, a ultrafiolet to archetypy.
Archetypy posiadają konkretne cechy. Są to m.in.:
1) dwubiegunowość - łączą aspekty pozytywne i negatywne w jedną całość;
2) reprezentują prawa zbiorowe;
3) manifestują się one spontanicznie i nieprzewidywalnie;
4) ich treść jest wieloznaczna;
5) mają funkcję mitotwórczą i kulturotwórczą;
6) są metaforami.

Istnieje 6 podstawowych archetypów:

1) Cień - jest to symbol zwierzęcej natury człowieka, popędów odziedziczonych po naszych biologicznych przodkach, ciemnej strony mocy, grzechu, śmierci. W kulturze chrześcijańskiej Cień jest reprezentowany przez diabła. W baśniach za Cień można uznać postać smoka. Jest to przeciwnik naszego ego. Nie można postrzegać Cienia jako coś jedynie złego, bo prymitywne cechy, które on uosabia ubogacają naszą psychikę. Odrzucenie Cienia nie spowoduje, że on sobie zniknie. Będzie się przejawiał na rózne sposoby i w różnych okolicznościach - prędzej czy później (np. w stanie pobudzenia) wszystkie cechy, które chcemy ukryć wylezą na światło dzienne. Odrzucenie cenia spowoduje także, że wszystkie negatywne cechy tkwiące w nas będziemy przypisywać osobom w otoczeniu ("wszyscy wokół są winni, nie ja"). W psychologii nazywa się to mechanizmem projekcji ;

2) Anima - jest to symbol żeńskiego pierwiastka znajdującego się w psychice mężczyzny. Anima może być zarówno słodką dziewicą, boginią jak i demonem, czy prostytutką. Przykładem Animy może być np. Andromeda, czy Beatrycze. Jej cechy posiada też np. Andromeda, Afrodyta, czy Ariadne. Czasami objawia się w postaci zwierząt i przedmiotów (krowa, kot, jaskinia). Anima występuje pojedynczo (obrazy wielu kobiet w jednej postaci) co ma współgrać z poligamią mężczyzn;

3) Animus - symbol męskiego pierwiastka u kobiet. W mitologii cechy Animusa posiada Herkules, Ares, Prometeusz, Apollo czy Eros. Może on też występować jako orzeł, byk, wieża, rozmaite bronie i wszystko co w swoim kształcie przypomina fallus. Animus rzadko jest pojedynczy (bo kobiety są raczej monogamiczne) - można powiedzieć, że jest to grupa pojedycznych personifikacji męskich cech.
Jeżeli dana osoba nie jest w stanie pogodzić się ze swoim Animusem/Animą będzie projektować różne cechy na ludzi wokół, często na swojego partnera, którego bedzie obwiniać za swoje błędy. Taka projekcja wymaga bardzo dużej ilości "energii psychicznej". Zintegrowanie Animy/Aminusa powoduje zniknięcie projekcji i uwolnienie tych pokładów energii daje nam możliwość dalszego rozwoju psychiki.

4) Stary Mędrzec - jest to tzw. "personifikacja duchowej zasady". Symbolizuje tzw. ponadczasową mądrość. Jest to wiedza wynikająca z doświadczenia życiowego, którą ojciec przekazuje swojemu synowi. W mitologii Starym Mędrcem jest m.in. centaur Chiron, Hefajstos. W przypadku ludów pierwotnych Starym Mędrcem może być szaman, wódz czy prorok.

5) Wielka Matka - Wielka Matka Ziemia zwana też z łaciny Magna Mater. Jest ona symbolem życia, duchowej matki. To archetyp natury, która daje życie i jednocześnie je odbiera. Jej symbolem jest Ewa, Matka Boska, wszystkie boginie ziemi. Współcześnie Wielka Matka to także tzw. Matka Polka. Archetyp ten ma być związany także z ideą powrotu do natury i ekologią.

6) Jaźń - jest to znajdujący się głeboko w nieświadomości archetyp pełni. Jung określa go jako tzw. punkt centralny, w którym łączą się przeciwieństwa. Odnalezienie tego punktu centralnego i jego integracja sprawia, że człowiek staje się doskonały i przeżywa prawdziwą przemianę. Jaźń to Bóg, Absolut, Zeus, Budda, Allah, iskierka boska wewnątrz nas samych.

Archetypami zajmowała się także tzw. psychologia postjungowska. W jej ujęciu archetypy stają się bardziej konkretne. Najbardziej znane są typy męskości Moore'a/Gilette (król, wojownik, mędrzec, kochanek), cztery typy kobiecości Toni Wolff (Matka, Hetera, Amazonka, Pośredniczka) oraz archetypy wewnętrznego bohatera.
Twórcą koncepcji archetypów wewnętrznego bohatera jest Pearson, która twierdzi, że sposoby radzenia sobie z problemami i wykonujemy podstawowe zadania mają swoje źródło w archetypach. Wyróżnia ona tzw. fazę zerową oraz 5 archetypów. Archetypy te Pearson wyodrębniła na podstawie tego do czego dązymy oraz w jaki sposób radzimy sobie z problemami życia.

Fazą zerową jest tzw. niewinne dziecko. Jak wiadomo dziecko pragnie bezpieczeństwa, miłości i opieki ze strony dorosłych. U człowieka dorosłego także można spotkać cechy niewinnego dziecka - to dzięki nim wierzymy w rozmaite ideały.

Sierota - dąży przede wszystkim do bezpieczeństwa, odpuszcza samodzielną walkę z problemami. Czeka aż inni rozwiąża jego problemy za niego. Jest uzależniony od pomocy ze strony osób postronnych, skupia się przede wszystkim na narzekaniu na swój biedny los. Epatuje swoim cierpieniem chcąc skupić na sobie uwagę, co ma pomóc w uzyskaniu pomocy. W bardziej dojrzałym wydaniu unika niepotrzebnego ryzyka. Archetyp Sieroty ma tłumaczyć m.in. kwestię uzależniania się od różnych substancji - Sierota czuje ból i chce się go pozbyć dzięki różnym substancjom, które niwelują cierpienie choć na krótki czas.

Męczennik - w niedojrzałym wydaniu jest masochistą, który poświęca siebie aby uratować innych (np. narzekające na swój los sierotki). Odczuwanie przyjemności jest dla niego źródłem poczucia winy. Dojrzały męczennik jest altruistą, który pomaga słabszym, rozumie ich słabości , jest człowiekiem odpowiedzialnym.

Wędrowiec - jego celem jest samodzielność i niezależność. Lubi eksperymenty, ale w obliczu problemów ucieka, wydając "na pożarcie" innych. Niedojrzały Wędrowiec to stereotypowy hipis, który bardzo ceni swoją wolność i ma tendencje do uciekania, gdy jest ona zagrożona. Dojrzały Wędrowiec potrafi funkcjonować w grupie i szanuje prawa innych osób, które się na nią składają. Jednocześnie dobrze radzi sobie w samotności.

Wojownik - dąży do siły. Szuka przeciwności losu i okazji do walki. Nie rezygnuje w przypadku porażki. Jednocześnie nie jest chętny do pomocy słabszym, gardzi nimi, bo sam nienawidzi własnych słabości. W dojrzałym wydaniu jest świadomy swoich słabości, potrafi też pomagać słabszym i uczy ich jak mają być silniejsi i walczyć z przeszkodami.

Czarodziej - jest symbolem wiary w moce tajemne i magię. Dorzuca polaryzację na czarne-białe, dobre-złe, bo potrafi wszystkie te przeciwieństwa połączyć w sobie. Źrodłem jego siły jest wiara i intuicja. Jest wizjonerem, który potrafi przewidzieć przyszłe zdarzenia. Swoje cele realizuje poprzez działania magiczne, czy sztukę. Dojrzały czarodziej ma władzę nad swoim losem, jest uduchowiony, jest symbolem harmonii.

To jakie archetypy rozwiniemy rzutuje m.in. na tzw. "samorealizację". Prawdziwą samorealizację daje rozwinięcie trzech archetypów.




Jednym z ważnych pojęć w psychologii Junga jest Persona. Termin pochodzi z greki (prosopon), następnie trafił on do łaciny w znanej nam formie (persona). Słowo to oryginalnie oznaczało nie tylko charakter, czy osobę, ale także maskę.

W swoich dziełach Jung opisuje personę w taki sposób - "Persona jest zespołem funkcji powołanym do życia z powodu przystosowania lub koniecznej wygody, który nie jest identyczny z indywidualnością jednoski i odnosi się wyłącznie do stosunku wobec obiektów umieszczonych na zewnątrz".

W innym dziele pisze tak: "Persona to kompromis jednostki ze społeczeństwem, polegający na akceptacji jej taką, jaką zdaje się być".

Generalnie można powiedzieć, że persona to taki mediator, który komunikuje ego danej osoby ze światem zewnętrznym i umożliwia jej życie w społeczeństwie. Funkcjonowanie w grupie ludzi wymaga przyjęcia pewnych reguł, pewne elementy psychiki muszą zostać ukryte (nie pokazuje się ich na zewnątrz, bo łamie to konwenanse). Trzeba się przystosować o to właśnie daje persona.

Persona może być różna i działać różnie - w skrajnej sytuacji jest to sztywna maska, która sprawia, że człowiek wydaje się być sztuczny, bezbarwny. Niedostosowana persona może być widoczna na wiele różnych sposobów - przejawem takiego problemu może być infantylnie ubrany dojrzały mężczyzn albo kobieta, która odmładza się przy pomocy zdobyczy medycyny estetycznej i wygląda przez to groteskowo (są znane osoby wyglądające jak plastikowe lalki, których twarz nie jest w stanie wyrazić żadnej emocji). Sztywna zaprzeczająca persona sprawia, że ludzie przestają być indywidualni, stają się klonami.

Jung pisał o tzw. personie dojrzałej - nadal jest to maska, ale bardziej autentyczna. O tym kiedy persona jest dojrzała pisał m.in. Pascal i na nim będę się tutaj opierał.
Jego zdaniem są 3 wyznaczniki dojrzałej persony:

1) indywidualność i niepowtarzalność - dojrzała perosna wyraża jednostkę taką jaka ona jest w rzeczywistości. Mimo tego, że nosimy maskę, bo dostosujemy się do społeczeństwa nadal pozostajemy sobą - widać nasze indywidualne cechy, a przez to jesteśmy bardziej autentyczni.

2) umiarkowana konwencjonalność - chodzi o to, że różne zasady należy respektować świadomie, a nie sztywnie i sztucznie. Czasami mówi się o kimś, że jest sztywny jakby połknął kij - to właśnie wyraz nadmiernego stosowania zasad. Dojrzała persona umie też dostosować swoje zachowanie do sytuacji - inaczej zachowujemy się w pracy, a inaczej w gronie znajomych, czy rodziny.

3) Zgodność z uwarunkowaniami - Pascal pisze tutaj o kwestiach wyglądu fizycznego, płci, wieku, rasy itd. Wspomniany przeze mnie wyżej pęd do młodości wbrew naturze, który może skończyć się powstaniem lalki Barbie pasuje właśnie do tego punktu.

Persona pełni cztery podstawowe funkcje:

1) obronną - chroni osobę przed naciskami z zewnątrz, przed napiętnowaniem i różnymi opiniami społeczeństwa. Założenie maski powoduje, że człowiek staje się poniekąd anonimowy, nie wystawia się "na odstrzał". Znany uczniowski trick mówi o tym, że jeśli ktoś ubierze się na lekcje nijako to wtopi się w tłum i być może nie zostanie przez nauczyciela zapytany;

2) komunikacyjną - persona daje nam pewne wzorce komunikacji - dzięki temu to co mówimy jest akceptowane przez otoczenie, a nasz przekaz nie szokuje osób, do których jest kierowany. Oczywiście łatwo można iść w przesadę - nikt z nas nie lubi osób, które rzucają frazesami. Analogicznie wygląda sytuacja z politykami, którzy wygłaszają populistyczne teksty i bawią się w demagogię chcąc sterować tłumem.

3) asymilacyjną - w czasie komunikacji (werbalnej i niewerbalnej) odbieramy od otoczenia różne sygnały, które następnie musimy sobie przyswoić i wbudować je do swojej psychiki. To właśnie funkcja asymilacyjna persony umożliwia nam przeprowadzenie tego procesu. To w jaki sposób jednostka asdymiluje i transformuje wynika z tego jakim jest typem psychicznym. Jung wyróżniał 4 typy: percepcyjny, intuicyjny, uczuciowy i intelektualny.

4) integracyjną - persona integruje rózne elementy psychiki, znosi napięcie między biegunami przeciwstawnymi.


Istnieją różne sposoby rozwoju persony - jednym z nich jest rytuał.

Życie ludzkie od zarania dziejow jest pełne różnych rytuałów - religijnych i świeckich. Świadczyć to może o tym, że rytuał jest ważny z psychologicznego punktu widzenia. Rzeczywiście tak jest, bo łączy on różne funkcje persony ze sobą i ubogaca ją dodając jej nowych elementów.

Ciekawe wnioski daje analiza niektórych rytuałów i tego co z nich powstało. Przykładem jest teatr grecki, który wyrósł z praktyk religijnych. Z teatrem greckim wiąże się, opisywane przez Arystotelesa, doświadczenie katharsis, czyli oczyszczenia.
Maski noszone przez aktorów starożytnych na scenie miały nie tylko funkcję ochronną - chodziło także o świadomośc zbiorową, tworzenie różnych skojarzeń i asymilację różnych treści dzięki przeżywaniu tego co działo się na scenie.

Rytuał pełni funkcję ochronną - w czasie jego przezywania nasza psychika uzyskuje nowe informacje, które mogą ją ubogacić. To, że wszystko dzieje się zbiorowo ułatwia przyjęcie tych informacji, stwarza coś w rodzaju przyjaznego środowiska. to, że rytuale uczestniczy grupa nie zmienia faktu, że jego przeżywanie jest indywidualne - każdy dostaje ważne dla niego treści i może je przyjąć wewnątrz siebie.

Rytuał też integruje - integruje świadomość i nieświadomość, elementy racjonalne i nieracjonalne, emocje i intelekt, indywiduum i zbiorowość.

Jednostka może wnieść do rytuału własną indywidualność - w takiej sytuacji rytuał się zmienia, ewoluuje w nową jakość. Może się okazać, że rytuał nabiera nowego znaczenia, inaczej zmienia jednostki, które w nim uczestniczą. Wiąże się z tym pewne niebezpieczeństwo - jeśli zmiany pójdą w niewłaściwym kierunku rytuał może stać się antyrytuałem - parodią samego siebie. Doskonałym przykładem są komunistyczne rytuały świeckie, których źródłem były między innymi rytuały religijne.

Podejście do rytuału zależy od tego czy dana osoba jest ekstra, czy intrawertyczna. "Czyste" podejście zdarza się rzadko - na ogół widzimy połączenie obu tych aspektów.

Intrawertyk ma tendencję do rytualizacji całego swojego życia. Dla intrawertyka rytuałem może być np. punktualność albo droga do pracy (stała trasa). Stosuje on rytuały sztywno i nie decyduje się na ogół na ich modyfikację.
Przeciwnie podchodzą do sprawy ekstrawertycy - są po prostu bardziej płynni. Ich rytuały to tak naprawdę pewien schemat, który należy wypełnić tym co dzieje się aktualnie - wrażeniami, uczuciami.

Tak naprawdę dobry rytuał powinien (moim zdaniem) łączyć ze sobą oba podejścia. Z jednej strony istnienie pewnych stałych elementów ułatwia koncentrację w czasie rytuału (bo nam to wszystko nie ucieknie nie wiadomo gdzie). a z drugiej wprowadzenie elementów bardziej swobodnych (gdzie każdy może zrobić czy powiedzieć to co w danej chwili uważa za ważne) pozwala rytuałowi oddychać i sprawia, że staje się on bardziej żywy.
5.27.2016
 Po dłuższej przerwie postanowiłem napisać kilka słów na temat bałkańskich praktyk ludowych - tym razem przyszła pora na Bułgarię.

 Na terenie Bułgarii uzdrowicieli ludowych określa się mianem bajacz/bajaczka (liczba mnoga to odpowiednio: bajaczi dla mężczyzn i bajaczki dla kobiet). Nazwa pochodzi od bułgarskiego czasownika "baja" oznaczającego "mówić" (tak naprawdę oznacza to tyle co "ja mówię" - w języku bułgarskim nie ma bezokolicznika). W większości przypadków nie kryją się ze swoimi zdolnościami i wiedzą przed ludźmi wśród których żyją. Zatajanie profesji na ogół związane jest z negatywnym podejściem Cerkrwi do tego typu praktyk. Negatywna ocena Cerkwi wynika między innymi z faktu, że uzdrowiciele przedkładają ludową tradycję nad cerkiewne zasady i kanony.
Wielu uzdrowicieli było i jest jednocześnie pieśniarzami, znawcami legend i opowiadaczami bajek.

 Uzdrowicielami są na ogół kobiety, zwłaszcza starsze - jest to związane z przekonaniem, że kobiety przed pierwszą miesiączką i po menopauzie posiadają pewien rodzaj magicznej czystości. Kobieta miesiączkująca, mogąca zajść w ciążę, posiadająca dzieci ma do wypełnienia inne zadania. Niemniej jednak wiele kobiet zaczyna uczyć się magii jeszcze przed pierwszą miesiączką i praktykują ją nieprzerwanie aż do śmierci (w "stadium" matki też).
W przypadku mężczyzn zaleca się aby inicjacja odbyła się przed pierwszym kontaktem seksualnym. Niektórzy dopuszczają taki warunek także w przypadku kobiet (tzn. że można inicjować kobietę już miesiączkującą, ale jeszcze dziewicę), inni silnie podkreślają wagę pierwszej miesiączki. Wynika to ze starego przekonania, że kobieta może począć dziecko bez udziału mężczyzny, o ile oczywiście miesiączkuje.
Kolejne dwie różnice między płciami mają już charakter bardziej rytualne i są pewnym uproszczeniem - teoretycznie mężczyźni skupiają się przede wszystkim na uzdrawianiu i w swoich rytuałach bardziej skupiają się na działaniu niż tekstach. Istnieją rytuały zastrzeżone dla konkretnej płci, których nie mogą oprawiać przedstawiciele płci przeciwnej (na ogół zresztą nie wiedzą jak to zrobić). Niektóre czynności wymagają udziału kobiety z konkretnym "darem" - jeśli we wsi nie było nikogo odpowiedniego wybierano starszą kobietę, posiadającą wnuki, która miała dobrą opinię wśród mieszkańców.
Obecnie tego typu różnice zacierają się, kryterium wieku też nie jest rygorystycznie przestrzegane, podobnie zresztą jak kryterium doboru uczniów w obrębie rodziny.

Przykładem rytuału z "podziałem na role" jest kurban. Ma on na celu sprowadzenie szczęścia, pomyślności, bogactwa, oraz ochronę przed nieszczęściami i wypadkami. Można go także odprawiać z okazji Nowego Roku, początku wiosny/lata, po zapoczątkowaniu budowy domu albo po przeprowadzce do nowego; ma też działanie uzdrawiające. Jest on dedykowany Świętym (patronom danej rodziny/wsi) czy też zmarłym przodkom. Polega on na zabiciu odpowiednio dobranego zwierzęcia: na święta cerkiewne i w celach leczniczych - białej owcy; na święto patrona/budowę domu/przeprowadzkę - czarnej kury lub czarnego barana. Po zabiciu mięso gotuje się i spożywa, a krew może zostać spalona wraz z resztkami zwierzęcia lub użyta do leczenia/skropienia świętego miejsca/malowania twarzy/leczenia. Zwierzę zabija kobieta; dzieleniem mięsa na części, zbieraniem krwi i jej dalszym ewentualnym wykorzystaniem zajmują się mężczyźni.

 Do rozpoczęcia uzdrowicielskiej praktyki niezbędna jest inicjacja. Wiedza przekazywana jest ustnie, ale ten typ nauczania nie jest bezwzględnie konieczny. W czasie badań etnograficznych część uzdrowicieli odmawiała zacytowania magicznych formuł, nie mieli jednak oporów przed ich zapisaniem, o ile oczywiście potrafili czytać. Wynika to z faktu, że słowa magicznych formuł mają szczególną moc i nie należy ich wypowiadać bez potrzeby. Przekazywaniu magicznych formuł uczniom towarzyszyły rozmaite rytuały - między innymi plucie na czoło lub do buzi.

 Przekazywanie wiedzy odbywa się przede wszystkim w obrębie rodzin. Wynika to z przekonania, że dar posiada konkretna rodzina i tylko w jej obrębie może być on dalej przekazywany. Oczywiście istniały i istnieją obecnie odstępstwa od tej zasady (kiedyś rzadsze, teraz częstsze). W takim wypadku należy przekazać moc rytualnie. Przekonanie, że po wyuczeniu kogoś należy zaprzestać działalności (bo traci się moc) jest obecnie coraz częściej kwestionowane. Na pewno pomimo posiadania "dorosłych" już uczniów nie traci się posiadanej mocy i zdolności.

 Najrzadszym przypadkiem inicjacji jest przekazanie mocy i wiedzy przez istoty "nadprzyrodzone" - na ogół są to leśne wróżki. Innym przykładem takiej inicjacji jest nabycie mocy po wydarzeniu w wyniku którego ktoś otarł się o śmierć. Osoby inicjowane w ten sposób działają na ogół intuicyjnie - często nie są w stanie wytłumaczyć dlaczego robią coś w ten konkretny sposób. Po prostu wiedzą, że trzeba to zrobić tak, a nie inaczej i już.

 Najczęściej przekazywanie tradycji odbywa się między dwiema osobami. Najbardziej prawilna wersja zakłada, że dziedziczenie odbywa się w linii prostej zgodnie z płcią. Uczenie kogoś spoza rodziny i "na krzyż" jest dozwolone, takie inicjacje są uznawane za ważne, ale nie jest to najbardziej pożądany model. Wynika to z faktu, że jedynie w przypadku przekazywania męzczyzna->mężczyzna/kobieta->kobieta przekaz jest pełny. Mężczyzna uczący kobietę nie może jej nauczyć rytuałów zastrzeżonych dla mężczyzn, nie będzie też ona znała rytuałów "kobiecych" (chyba, że znajdzie kobietę, która ją tego nauczy). Uczenie kogoś spoza rodziny wiąże się z czymś w rodzaju duchowej adopcji - wraz z mocą przekazana zostaje "krew" danego rodu, więc trzeba bardzo rozważnie wybierać osoby, które przyjmuje się w ten sposób do rodziny.
3.11.2016
 Ostatnio zewsząd atakują mnie anioły w wersji ezoterycznej, postanowiłem więc napisać jak to wygląda z perspektywy ludowej. Perspektywa ta bazuje na chrześcijaństwie (w tym wypadku konkretnie na prawosławiu), ale zawiera też elementy tej religii obce.

 Anioły przedstawia się najczęściej jako młodych mężczyzn ze skrzydłami, ubranych w świetliste (czasami złocone) szaty i z różnymi atrybutami w dłoniach. Ikonografia taka bazuje w pewnym stopniu na Biblii, jest stara i dość zachowawcza. Naturalnie dopuszcza pewną inwencję własną, ale renesansowe/barokowe cherubinki są w tym wypadku czymś nie do pomyślenia. 

 W ludowej ikonografii oprócz klasycznych przedstawień pojawiają się elementy nieakceptowane przez nauki Cerkwi. W folklorze naszych południowych sąsiadów istnieje przekonanie, że anioł może przyjąć także postać żebraka proszącego o pożywienie, czy nawet niektórych zwierząt (ot chociażby motyla, gołębia, czy np. jelenia o złotym porożu). Istnieje także przekonanie, że wiatry to tak naprawdę latające wokół ziemi anioły. Ich zadaniem, oprócz pośredniczenia między Bogiem, a ludźmi miało być także "wyprowadzanie" Słońca na nieboskłon, transportowanie wody do nieba (służyła do tego tęcza), latanie wokół boskiego tronu i śpiewanie o boskiej chwale. Po analizie źródeł można dojść do wniosku, że anioły mają jakąś cielesną formę, a nawet zmysły (bałkańskie przekonanie, że chmury ganiają dwa anioły: jeden ślepy, drugi głuchy).

 Anatomia i fizjologia aniołów była istotnym tematem w rozważaniach prawosławnych teologów. Pomysły w tej kwestii były różne i podłużne:
  • anioły nie mają ciała, bo są bytami duchowymi, ale mogą przyoblekać się w ciała, aby pokazać się ludziom,
  • są duchowym wiatrem i niematerialnym ogniem w jednym, zajmują pewne miejsce w przestrzeni (to takie sformułowanie wytrych - nie mają ciała, ale nie mogą być w kilku miejscach na raz),
  • są ogniami i płomieniami Bożymi, mającymi zdolność ruchu,
  • są płomieniami i duchami, ale podlegają ograniczeniom czasu i miejsca, więc można powiedzieć, że posiadają jakieś duchowe ciała,
  • pojawiają się przed ludźmi w swojej naturalnej postaci / pojawiają się w postaci, która nie jest ich naturalną postacią, ale jest widoczna i zrozumiała dla ludzi.
 Przekonanie, że anioły posiadają jakąś formę ciała, pociąga za sobą kolejne pytania: czy anioły posiadają płeć, a jeśli tak to, czy mają narządy rozrodcze, czy nie. Internety są pełne dyskusji na temat hemafrodytycznych aniołków i pewnej książki, w której aniołki piją, palą, piorą się ile wlezie i są stałymi klientami domów uciech. W ludowej perspektywie aniołki są raczej męskie - to czy mają kuśki pozostaje tajemnicą, bo nikt póki co nie odważył się sprawdzić co chowają pod szatami.

 Po zebraniu do kupy różnych źródeł okazuje się, że ludowa lista aniołów, do których można się modlić i które można wzywać w magicznych gusłach jest zaiste imponująca. Oczywiście niektóre imiona przewijają się częściej, inne rzadziej, możemy także natknąć się na anioły wymyślone (nie wiadomo, czy istnieje to naprawdę, czy nie, ale pomodlić się zawsze warto).

 Upraszczając można ograniczyć liczbę tych najbardziej popularnych do siedmiu. Każdy z owych siedmiu archaniołów opiekuje się jednym z dni tygodnia.

  1. poniedziałek: Michaił (Michajło, Michajła) - dowódca armii anielskiej, nazywany też archistrategiem. Miał być opiekunem dusz zmarłych, w czasie Sądu Ostatecznego jego zadaniem ma być ważenie dusz oraz strażnikiem Edeu. Zwracano się do niego o pomoc przy porodach, w bezsenności, w gorączce, klątwach, urokach. O ochronę prosiły go osoby będące u władzy oraz żołnierze. Istnieje kilka różnych przedstawień ikonograficznych Michaiła, na ogół trzyma on w dłoni pręt (oznaka władzy) lub miecz. Popularne przedstawienie pokazuje jego walkę ze smokiem. Ikonografia bałkańska przedstawia go także w momencie, gdy miażdży dłoń chciwego starca. Inną ciekawą wizją jest tzw. Michaił Wojewoda - archanioł siedzi na czerwonym koniu (pod jego kopytami widać popękaną ziemię), w jednej ręce trzyma Ewangelię, w drugiej miecz albo krzyż;
  2. wtorek: Gawriił - jego zadaniem było modlenie się o dobrobyt dla całej ludzkości. Był też aniołem śmierci oraz zwiastowania. Uważano go także za opiekuna narodu wybranego. Przedstawia się go z liliami, czasami z okrągłym lustrem, świecą, czy np. kielichem. Zwracano się do niego w celu uleczenia drgawek u dzieci, klątw, uroków, chorób bydła/koni, ochrony przed nieszczęściami. Na terenach Serbii wierzono, że jego rolą jest także odpędzanie zmarłych i demonów;
  3. środa: Rafaił: przypisywano mu tradycyjnie zdolności uzdrawiania. Miał pierwszeństwo w leczeniu tzw. triasawicy przed innymi archaniołami. Na ikonach ma białą szatę, a w rękach krzyż i glob. Czasami przedstawiany także z rybami. Był patronem między innymi obfitych połowów. Miał chronić miejsca kultu, a także domy przed kradzieżą i złymi mocami;
  4. czwartek: Uriił - uważany za anioła światła i grzmotu. W prawej ręce trzyma nagi miecz, w lewej płomień (symbol gorliwości). Wiązany z nauką, zdobywaniem wiedzy;
  5. piątek: Selafiił(Salafił) - archanioł modlitwy. Ze źródeł wynika, że jego zadaniem jest wspieranie ludzi w modlitwach do Boga. Przedstawiany w modlitewnej postawie (spuszczone oczy, ręce skrzyżowane na klatce piersiowej);
  6. sobota: Jegudiił - patron pracy, modlili się do niego wszyscy ci, którzy ciężko pracowali. Przedstawiany z koroną (nagroda za trud) i biczem z trzema sznurkami (kara dla leniwych). Prawdopodobnie to własnie on prowadził Izraelitów do Kanaanu pod postacią obłoku i słupa ognia;
  7. niedziela: Warachiił - dawca błogosławieństw. Wyprasza u Boga błogosławieństwa i pomoc dla rodzaju ludzkiego. To własnie on miał zanieść Saarze i Abrahamowi wiadomość o narodzinach Izaaka. W dłoniach trzyma tkaninę, na której znajdują się kwiaty. 
Znam praktyków, którzy czterech pierwszych archaniołów traktują jako opiekunów ognia, wody, ziemi i powietrza. Nie jest to tradycyjne, bo ogień, woda i ziemia mają swoich opiekunów, którzy mają konkretne imiona, niektóre żywioły mają po 2 opiekunów (męskiego i żeńskiego). Nieco inaczej jest w przypadku powietrza - mamy tu do czynienia z wiatrami, które są zantropomorfizowane, mają męskie imiona i są traktowane jako byty posiadające pewne demoniczne elementy.

 Oprócz tej siódemki wspomnianej wyżej można ułożyć długą listę różnych innych aniołów, odrzucanych przez Cerkiew, do których można zwracać się z różnymi problemami. Na owej liście znajdzie się m.in. Awoił (związany z przysięgami, leczeniem gorączki, zdejmowaniem klątw), Jelisiej, Awdiełaj, Afanaił, Raguił, Taraił, Ugasaiił.

 Na koniec, tak w ramach ciekawostki: w jednym z tekstów pojawiają anioły, których imiona pochodzą od czasowników patrzeć i wracać. Najwidoczniej ktoś do rdzeni czasownikowych dodał końcówkę -ił, która jest charakterystyczna dla anielskich imion. Swego czasu dyskutowałem na ten temat ze znajomym, zastanawialiśmy się jak to jest pracować z wymyślonymi aniołami, o których wiadomo tyle co nic. Kolega nawet próbował (ja się nie zdecydowałem) i efekty określał jako bardzo ciekawe. 

Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl