8.22.2016
 Odchwaszczając skrzynkę mailową z tony śmieci trafiłem na wiadomości z pewnej listy mailingowej (tak kiedyś to było modne - zanim powstała fejszgroza i jej rosyjska wersja VK), na którą wieki temu zaprosił mnie zagraniczny znajomy. Postanowiłem zajrzeć i zobaczyć co w trawie piszczy. Większość maili dotyczyła tematów magii miłosnej i kręciła się wokół problemu "czy jestem przeklęty/przeklęta?", ale było kilka ciekawych tematów.

 Jeden z nich został zainicjowany przez pewnego usera, który wrzucił skompilowany przez siebie rytuał i poprosił o stwierdzenie, czy to coś dobrego i czy będzie w ogóle działać w takiej formie.

 Sam rytuał składał się z ludowego gusła, jednej z modlitw z tzw" Molitiewnika Rozy Kriesta" (z łacińskimi elementami). Ten modlitewnik był swego czasu plagą - ktoś wrzucił rosyjskie tłumaczenie na jedną ze stron www, ludziom wydawało się, że to takie ludowopodobne i korzystali z tego garściami. Ostatnim elementem było zakreślenie kręgu (z Boginią i Bogiem w roli głównej) oraz wezwanie Niksy, Paraldy i tak dalej.

 Posypały się pytania z różnych stron (zapowiedzi niechybnej bolesnej kary ze strony różnych istot takoż). Padło między innymi pytanie o to, po co używać takiego, a nie innego zakreślenia kręgu i wezwania żywiołów, skoro są na to ludowe teksty (ok używa się ich rzadko, bo większość guseł to proste rzeczy pomijające element kręgu, ale konstrukt jako taki jest) , a istoty opiekujące się/władające ogniem czy wodą mają swoje konkretne imiona. Inny użytkownik zapytał autora, czy w ogóle wie czym jest ten cały Modlitewnik Różokrzyża i czy zna łacinę.

 Odpowiedzi były równie ciekawe. Otóż okazało się, że autor rytuału ludowe teksty nawet zna, ale nie bardzo wie o co w nich chodzi, a łaciny nie zna. Modlitwę z modlitewnika sobie wziął, bo mu pasowała do intencji, a że był tam fragment po łacinie to cóż - skopiował razem z kawałkiem po rosyjsku, bo uznał, że na pewno jest na temat. Poza tym trzeba być nowoczesnym, bo babcie co sobie czarowały, nie umiały czytać/pisać to już przeżytek. 

 Postanowiłem więc włączyć się do dyskusji i po prostu zapytałem autora wątku jaki cel ma zamiana tekstu, którego nie rozumie, na tekst którego też nie rozumie i w którym w dodatku obok bliżej nieokreślonych bóstw są istoty, z którymi nigdy dotychczas nie pasował i JHWH na dodatek. 

 Trochę smutny obraz się z tego wszystkiego wyłania. Czasami mam wrażenie, że tradycja jest dla niektórych osób skostniałym monolitem, który służy jedynie do tego, żeby go kontestować i budować swoją świadomość w opozycji do czegoś. Tradycja nie polega na tym, że trzeba mieszkać na wsi, chodzić w chustce na głowie, walonkach i wierzyć, że mleko kwaśnieje, bo sikają do niego krasnoludki. 

 Ludowe zaklęcia bazują na pewnej konstrukcji świata - ludzie opisywali to co dzieje się wokół nich na podstawie tego co widzieli, tego co wiedzieli i co im przekazano. Stworzyli najlepszy opis na jaki było ich stać. To, że z perspektywy dzisiejszych czasów pewne elementy tego opisu wyglądają ekhem dziwnie nie zmienia faktu, że gusła, które na takim opisie bazują są skuteczne także dzisiaj. Zmiany, które się zadziały przez te wszystkie lata sprawiają, że trzeba na to spojrzeć nieco inaczej - szerzej. Zobaczyć całość, clou, ducha i ideę, która to wszystko wypełnia i napędza. To się (moim zdaniem) nigdy nie przeterminuje, bo pewne wartości są i będą uniwersalne bez względu na czas.

 Tradycja to nie tylko konkretna wiedza (w tym wypadku są to rytuały i folklor, rozumienie różnych symboli, które występują w tekstach i nie tylko), czy sposób praktyki. Patrzenie na to jako na zbiór zasad, które ograniczają, stanowią mur i tłamszą indywidualność i inwencję jest spłycaniem tematu. Porównałbym je raczej do okularów, które na nos zakłada krótkowidz - dzięki nim jest w stanie zobaczyć wszystko ostrzej, dostrzega więcej szczegółów.

 Tradycja to także pewien sposób patrzenia na różne rzeczy i interpretowania - tego się człowiek z książki nie nauczy, bo to rzeczy, które przychodzą wraz z praktyką własną oraz poprzez obserwację i słuchanie tego co mówią bardziej zaawansowani. 
7.02.2016
 Ostatnio popełniłem kilka bardziej psychologicznych tekstów, które umieściłem na FB. Z racji tego, że na fejsie to wszystko gdzieś tam ginie na "ścianie" pod naporem treści różnych wrzucam je tutaj, żeby był do nich łatwiejszy dostęp. Póki co teksty są trzy - pewnie powstaną kolejne, które także trafią na bloga.

Zauważyłem, że w internetach (i nie tylko) funkcjonuje pewien problem w kwestii nazewnictwa nieświadomy/podświadomy.

W dużym skrócie:
Twórcą terminu "podświadomośc" był francuski neurolog i psycholog Pierre Janet. Jego zainteresowania naukowe obejmowały między innymi przyczyny występowania histerii oraz kwestie związane z pamięcią pourazową. Janet uważał, że po wystąpieniu traumy następuje odszczepienie uczuć i przeniesienie ich do podświadomości, którą uważał za patologiczny twór powstający na skutek osłabienia integracji świadomości. W jego przekonaniu podświadomośc mogła czasami tworzyć alternatywną osobowość.

W przypadku teorii Freuda mówi się o nieświadomości, przeświadomości i świadomości. Używanie terminu podświadomość jest tu w zasadzie błędem. Charles Rycroft w swoim "A Critical Dictionary of Psychoanalysis" pisze o tym, że termin podświadomość nie pojawia się w pismach psychoanalitycznych. Dalej idzie Peter Gray mówiąc, że to po prostu błąd popełniany przez osoby, które nie czytały Freuda.
Rycroft był znanym angielskim psychoanalitykiem, a Peter Gray to autor jednego z bardziej znanych podręczników psychologicznych na amerykańskim rynku.

Sam Freud o terminie "podświadomość" pisze w co najmniej dwóch dziełach - w "Studiach nad histerią" i "Wstępie do psychoanalizy". W "Studiach..." pisze o tym, że jedyną godną zaufania antytezą jest ta między świadomością, a nieświadomością ("The only trustworthy antithesis is between conscious and unconscious"). We "Wstępie do psychoanalizy" pisze natomiast tak:
"Chciałbym też, byście przyznali, że nasze określenia: nieświadomy, przedświadomy, świadomy przesądzają znacznie mniej i łatwiej dają się usprawiedliwić niż inne, które zostały zaproponowane lub też są w użyciu, jak podświadomy, obok świadomości itp"

Tak naprawdę to o nieświadomości Freud też nie pisał ;) W swoich pismach używał terminu, który na polski powinno się tłumaczyć jako "nieświadome". Przetłumaczenie "das Unbewusste" jako nieświadomość to już pewna interpretacja tego o czym pisał ojciec psychoanalizy.

Freud pojmował nieświadomość nieco inaczej niż Janet - nie jako alternatywne ja, bedące odbiciem ja świadomego, ale jako coś co kieruje się innymi zasadami (m.in. bezczasowością i brakiem przeczenia).

Inaczej jest z Jungiem, bo on co prawda używał terminu "podświadomość", ale terminem tym określał tzw. głębszą warstwę nieświadomości indywidualnej. Krótko mówiąc u Junga mamy:
- świadomość,
- nieświadomość indywidualną, dzielącą się na przedświadomośc i podświadomość.
- nieświadomość zbiorową.



Dzisiaj postanowiłem napisac kilka słów na temat archetypów.

Wszystko zaczęło się od Freuda (tak, wszystko zaczyna się od Freuda, ale to nie on spowodował Wielki Wybuch i powstanie świata), ale z ideą archetypów kojarzy się przede wszystkim Jung.
Zdaniem Freuda w naszej nieświadomości znajdują się jedynie popędy. Ojciec psychoanalizy wyróżniał dwa podstawowe grupy popędów - Eros, czyli popęd do życia (w tej grupie znajduje się m.in. popęd seksualny) i Tanatos, zwany też popędem śmierci. Od teorii popędów tak naprawdę zaczęła się psychoanaliza. Co prawda od czasów Freuda sporo się zmieniło, ale niektóre aspekty teorii popędów są aktualne do dzisiaj.
Z teorią popędów związany jest, opisany przez Freuda (m.in. na podstawie jego własnych doświadczeń) kompleks Edypa. W przypadku chłopców zakłada on, że mniej więcej między trzecim, a piątym rokiem życia chłopiec pożada swojej matki odczuwając jednocześnie wrogość w stosunku do ojca. Zdaniem Junga Freud opisując kompleks Edypa odkrył jednocześnie, że rozwój psychiki ma podłoże archetypowe.

Jung rozwinął teorie Freuda - oprócz instynktów w nieświadomości, jego zdaniem, znajdowały się także archetypy. Jung twierdził, że archetypy to uniwersalne wartości kultury, uniwersalny sposób myślenia i odczuwania. Wynikiem działania archetypów miało być tworzenie przez ludzi idei zawartych w róznych mitologiach świata i pewne uniwersalne formy zachowania.

Wzajemne powiązanie archetypów i popędów Jung tłumaczył na podstawie widma światła. Widmo to składa się z różnych kolorów - skrajnymi są ultrafiolet i podczerwień. Podczerwień to instynkty, a ultrafiolet to archetypy.
Archetypy posiadają konkretne cechy. Są to m.in.:
1) dwubiegunowość - łączą aspekty pozytywne i negatywne w jedną całość;
2) reprezentują prawa zbiorowe;
3) manifestują się one spontanicznie i nieprzewidywalnie;
4) ich treść jest wieloznaczna;
5) mają funkcję mitotwórczą i kulturotwórczą;
6) są metaforami.

Istnieje 6 podstawowych archetypów:

1) Cień - jest to symbol zwierzęcej natury człowieka, popędów odziedziczonych po naszych biologicznych przodkach, ciemnej strony mocy, grzechu, śmierci. W kulturze chrześcijańskiej Cień jest reprezentowany przez diabła. W baśniach za Cień można uznać postać smoka. Jest to przeciwnik naszego ego. Nie można postrzegać Cienia jako coś jedynie złego, bo prymitywne cechy, które on uosabia ubogacają naszą psychikę. Odrzucenie Cienia nie spowoduje, że on sobie zniknie. Będzie się przejawiał na rózne sposoby i w różnych okolicznościach - prędzej czy później (np. w stanie pobudzenia) wszystkie cechy, które chcemy ukryć wylezą na światło dzienne. Odrzucenie cenia spowoduje także, że wszystkie negatywne cechy tkwiące w nas będziemy przypisywać osobom w otoczeniu ("wszyscy wokół są winni, nie ja"). W psychologii nazywa się to mechanizmem projekcji ;

2) Anima - jest to symbol żeńskiego pierwiastka znajdującego się w psychice mężczyzny. Anima może być zarówno słodką dziewicą, boginią jak i demonem, czy prostytutką. Przykładem Animy może być np. Andromeda, czy Beatrycze. Jej cechy posiada też np. Andromeda, Afrodyta, czy Ariadne. Czasami objawia się w postaci zwierząt i przedmiotów (krowa, kot, jaskinia). Anima występuje pojedynczo (obrazy wielu kobiet w jednej postaci) co ma współgrać z poligamią mężczyzn;

3) Animus - symbol męskiego pierwiastka u kobiet. W mitologii cechy Animusa posiada Herkules, Ares, Prometeusz, Apollo czy Eros. Może on też występować jako orzeł, byk, wieża, rozmaite bronie i wszystko co w swoim kształcie przypomina fallus. Animus rzadko jest pojedynczy (bo kobiety są raczej monogamiczne) - można powiedzieć, że jest to grupa pojedycznych personifikacji męskich cech.
Jeżeli dana osoba nie jest w stanie pogodzić się ze swoim Animusem/Animą będzie projektować różne cechy na ludzi wokół, często na swojego partnera, którego bedzie obwiniać za swoje błędy. Taka projekcja wymaga bardzo dużej ilości "energii psychicznej". Zintegrowanie Animy/Aminusa powoduje zniknięcie projekcji i uwolnienie tych pokładów energii daje nam możliwość dalszego rozwoju psychiki.

4) Stary Mędrzec - jest to tzw. "personifikacja duchowej zasady". Symbolizuje tzw. ponadczasową mądrość. Jest to wiedza wynikająca z doświadczenia życiowego, którą ojciec przekazuje swojemu synowi. W mitologii Starym Mędrcem jest m.in. centaur Chiron, Hefajstos. W przypadku ludów pierwotnych Starym Mędrcem może być szaman, wódz czy prorok.

5) Wielka Matka - Wielka Matka Ziemia zwana też z łaciny Magna Mater. Jest ona symbolem życia, duchowej matki. To archetyp natury, która daje życie i jednocześnie je odbiera. Jej symbolem jest Ewa, Matka Boska, wszystkie boginie ziemi. Współcześnie Wielka Matka to także tzw. Matka Polka. Archetyp ten ma być związany także z ideą powrotu do natury i ekologią.

6) Jaźń - jest to znajdujący się głeboko w nieświadomości archetyp pełni. Jung określa go jako tzw. punkt centralny, w którym łączą się przeciwieństwa. Odnalezienie tego punktu centralnego i jego integracja sprawia, że człowiek staje się doskonały i przeżywa prawdziwą przemianę. Jaźń to Bóg, Absolut, Zeus, Budda, Allah, iskierka boska wewnątrz nas samych.

Archetypami zajmowała się także tzw. psychologia postjungowska. W jej ujęciu archetypy stają się bardziej konkretne. Najbardziej znane są typy męskości Moore'a/Gilette (król, wojownik, mędrzec, kochanek), cztery typy kobiecości Toni Wolff (Matka, Hetera, Amazonka, Pośredniczka) oraz archetypy wewnętrznego bohatera.
Twórcą koncepcji archetypów wewnętrznego bohatera jest Pearson, która twierdzi, że sposoby radzenia sobie z problemami i wykonujemy podstawowe zadania mają swoje źródło w archetypach. Wyróżnia ona tzw. fazę zerową oraz 5 archetypów. Archetypy te Pearson wyodrębniła na podstawie tego do czego dązymy oraz w jaki sposób radzimy sobie z problemami życia.

Fazą zerową jest tzw. niewinne dziecko. Jak wiadomo dziecko pragnie bezpieczeństwa, miłości i opieki ze strony dorosłych. U człowieka dorosłego także można spotkać cechy niewinnego dziecka - to dzięki nim wierzymy w rozmaite ideały.

Sierota - dąży przede wszystkim do bezpieczeństwa, odpuszcza samodzielną walkę z problemami. Czeka aż inni rozwiąża jego problemy za niego. Jest uzależniony od pomocy ze strony osób postronnych, skupia się przede wszystkim na narzekaniu na swój biedny los. Epatuje swoim cierpieniem chcąc skupić na sobie uwagę, co ma pomóc w uzyskaniu pomocy. W bardziej dojrzałym wydaniu unika niepotrzebnego ryzyka. Archetyp Sieroty ma tłumaczyć m.in. kwestię uzależniania się od różnych substancji - Sierota czuje ból i chce się go pozbyć dzięki różnym substancjom, które niwelują cierpienie choć na krótki czas.

Męczennik - w niedojrzałym wydaniu jest masochistą, który poświęca siebie aby uratować innych (np. narzekające na swój los sierotki). Odczuwanie przyjemności jest dla niego źródłem poczucia winy. Dojrzały męczennik jest altruistą, który pomaga słabszym, rozumie ich słabości , jest człowiekiem odpowiedzialnym.

Wędrowiec - jego celem jest samodzielność i niezależność. Lubi eksperymenty, ale w obliczu problemów ucieka, wydając "na pożarcie" innych. Niedojrzały Wędrowiec to stereotypowy hipis, który bardzo ceni swoją wolność i ma tendencje do uciekania, gdy jest ona zagrożona. Dojrzały Wędrowiec potrafi funkcjonować w grupie i szanuje prawa innych osób, które się na nią składają. Jednocześnie dobrze radzi sobie w samotności.

Wojownik - dąży do siły. Szuka przeciwności losu i okazji do walki. Nie rezygnuje w przypadku porażki. Jednocześnie nie jest chętny do pomocy słabszym, gardzi nimi, bo sam nienawidzi własnych słabości. W dojrzałym wydaniu jest świadomy swoich słabości, potrafi też pomagać słabszym i uczy ich jak mają być silniejsi i walczyć z przeszkodami.

Czarodziej - jest symbolem wiary w moce tajemne i magię. Dorzuca polaryzację na czarne-białe, dobre-złe, bo potrafi wszystkie te przeciwieństwa połączyć w sobie. Źrodłem jego siły jest wiara i intuicja. Jest wizjonerem, który potrafi przewidzieć przyszłe zdarzenia. Swoje cele realizuje poprzez działania magiczne, czy sztukę. Dojrzały czarodziej ma władzę nad swoim losem, jest uduchowiony, jest symbolem harmonii.

To jakie archetypy rozwiniemy rzutuje m.in. na tzw. "samorealizację". Prawdziwą samorealizację daje rozwinięcie trzech archetypów.




Jednym z ważnych pojęć w psychologii Junga jest Persona. Termin pochodzi z greki (prosopon), następnie trafił on do łaciny w znanej nam formie (persona). Słowo to oryginalnie oznaczało nie tylko charakter, czy osobę, ale także maskę.

W swoich dziełach Jung opisuje personę w taki sposób - "Persona jest zespołem funkcji powołanym do życia z powodu przystosowania lub koniecznej wygody, który nie jest identyczny z indywidualnością jednoski i odnosi się wyłącznie do stosunku wobec obiektów umieszczonych na zewnątrz".

W innym dziele pisze tak: "Persona to kompromis jednostki ze społeczeństwem, polegający na akceptacji jej taką, jaką zdaje się być".

Generalnie można powiedzieć, że persona to taki mediator, który komunikuje ego danej osoby ze światem zewnętrznym i umożliwia jej życie w społeczeństwie. Funkcjonowanie w grupie ludzi wymaga przyjęcia pewnych reguł, pewne elementy psychiki muszą zostać ukryte (nie pokazuje się ich na zewnątrz, bo łamie to konwenanse). Trzeba się przystosować o to właśnie daje persona.

Persona może być różna i działać różnie - w skrajnej sytuacji jest to sztywna maska, która sprawia, że człowiek wydaje się być sztuczny, bezbarwny. Niedostosowana persona może być widoczna na wiele różnych sposobów - przejawem takiego problemu może być infantylnie ubrany dojrzały mężczyzn albo kobieta, która odmładza się przy pomocy zdobyczy medycyny estetycznej i wygląda przez to groteskowo (są znane osoby wyglądające jak plastikowe lalki, których twarz nie jest w stanie wyrazić żadnej emocji). Sztywna zaprzeczająca persona sprawia, że ludzie przestają być indywidualni, stają się klonami.

Jung pisał o tzw. personie dojrzałej - nadal jest to maska, ale bardziej autentyczna. O tym kiedy persona jest dojrzała pisał m.in. Pascal i na nim będę się tutaj opierał.
Jego zdaniem są 3 wyznaczniki dojrzałej persony:

1) indywidualność i niepowtarzalność - dojrzała perosna wyraża jednostkę taką jaka ona jest w rzeczywistości. Mimo tego, że nosimy maskę, bo dostosujemy się do społeczeństwa nadal pozostajemy sobą - widać nasze indywidualne cechy, a przez to jesteśmy bardziej autentyczni.

2) umiarkowana konwencjonalność - chodzi o to, że różne zasady należy respektować świadomie, a nie sztywnie i sztucznie. Czasami mówi się o kimś, że jest sztywny jakby połknął kij - to właśnie wyraz nadmiernego stosowania zasad. Dojrzała persona umie też dostosować swoje zachowanie do sytuacji - inaczej zachowujemy się w pracy, a inaczej w gronie znajomych, czy rodziny.

3) Zgodność z uwarunkowaniami - Pascal pisze tutaj o kwestiach wyglądu fizycznego, płci, wieku, rasy itd. Wspomniany przeze mnie wyżej pęd do młodości wbrew naturze, który może skończyć się powstaniem lalki Barbie pasuje właśnie do tego punktu.

Persona pełni cztery podstawowe funkcje:

1) obronną - chroni osobę przed naciskami z zewnątrz, przed napiętnowaniem i różnymi opiniami społeczeństwa. Założenie maski powoduje, że człowiek staje się poniekąd anonimowy, nie wystawia się "na odstrzał". Znany uczniowski trick mówi o tym, że jeśli ktoś ubierze się na lekcje nijako to wtopi się w tłum i być może nie zostanie przez nauczyciela zapytany;

2) komunikacyjną - persona daje nam pewne wzorce komunikacji - dzięki temu to co mówimy jest akceptowane przez otoczenie, a nasz przekaz nie szokuje osób, do których jest kierowany. Oczywiście łatwo można iść w przesadę - nikt z nas nie lubi osób, które rzucają frazesami. Analogicznie wygląda sytuacja z politykami, którzy wygłaszają populistyczne teksty i bawią się w demagogię chcąc sterować tłumem.

3) asymilacyjną - w czasie komunikacji (werbalnej i niewerbalnej) odbieramy od otoczenia różne sygnały, które następnie musimy sobie przyswoić i wbudować je do swojej psychiki. To właśnie funkcja asymilacyjna persony umożliwia nam przeprowadzenie tego procesu. To w jaki sposób jednostka asdymiluje i transformuje wynika z tego jakim jest typem psychicznym. Jung wyróżniał 4 typy: percepcyjny, intuicyjny, uczuciowy i intelektualny.

4) integracyjną - persona integruje rózne elementy psychiki, znosi napięcie między biegunami przeciwstawnymi.


Istnieją różne sposoby rozwoju persony - jednym z nich jest rytuał.

Życie ludzkie od zarania dziejow jest pełne różnych rytuałów - religijnych i świeckich. Świadczyć to może o tym, że rytuał jest ważny z psychologicznego punktu widzenia. Rzeczywiście tak jest, bo łączy on różne funkcje persony ze sobą i ubogaca ją dodając jej nowych elementów.

Ciekawe wnioski daje analiza niektórych rytuałów i tego co z nich powstało. Przykładem jest teatr grecki, który wyrósł z praktyk religijnych. Z teatrem greckim wiąże się, opisywane przez Arystotelesa, doświadczenie katharsis, czyli oczyszczenia.
Maski noszone przez aktorów starożytnych na scenie miały nie tylko funkcję ochronną - chodziło także o świadomośc zbiorową, tworzenie różnych skojarzeń i asymilację różnych treści dzięki przeżywaniu tego co działo się na scenie.

Rytuał pełni funkcję ochronną - w czasie jego przezywania nasza psychika uzyskuje nowe informacje, które mogą ją ubogacić. To, że wszystko dzieje się zbiorowo ułatwia przyjęcie tych informacji, stwarza coś w rodzaju przyjaznego środowiska. to, że rytuale uczestniczy grupa nie zmienia faktu, że jego przeżywanie jest indywidualne - każdy dostaje ważne dla niego treści i może je przyjąć wewnątrz siebie.

Rytuał też integruje - integruje świadomość i nieświadomość, elementy racjonalne i nieracjonalne, emocje i intelekt, indywiduum i zbiorowość.

Jednostka może wnieść do rytuału własną indywidualność - w takiej sytuacji rytuał się zmienia, ewoluuje w nową jakość. Może się okazać, że rytuał nabiera nowego znaczenia, inaczej zmienia jednostki, które w nim uczestniczą. Wiąże się z tym pewne niebezpieczeństwo - jeśli zmiany pójdą w niewłaściwym kierunku rytuał może stać się antyrytuałem - parodią samego siebie. Doskonałym przykładem są komunistyczne rytuały świeckie, których źródłem były między innymi rytuały religijne.

Podejście do rytuału zależy od tego czy dana osoba jest ekstra, czy intrawertyczna. "Czyste" podejście zdarza się rzadko - na ogół widzimy połączenie obu tych aspektów.

Intrawertyk ma tendencję do rytualizacji całego swojego życia. Dla intrawertyka rytuałem może być np. punktualność albo droga do pracy (stała trasa). Stosuje on rytuały sztywno i nie decyduje się na ogół na ich modyfikację.
Przeciwnie podchodzą do sprawy ekstrawertycy - są po prostu bardziej płynni. Ich rytuały to tak naprawdę pewien schemat, który należy wypełnić tym co dzieje się aktualnie - wrażeniami, uczuciami.

Tak naprawdę dobry rytuał powinien (moim zdaniem) łączyć ze sobą oba podejścia. Z jednej strony istnienie pewnych stałych elementów ułatwia koncentrację w czasie rytuału (bo nam to wszystko nie ucieknie nie wiadomo gdzie). a z drugiej wprowadzenie elementów bardziej swobodnych (gdzie każdy może zrobić czy powiedzieć to co w danej chwili uważa za ważne) pozwala rytuałowi oddychać i sprawia, że staje się on bardziej żywy.
5.27.2016
 Po dłuższej przerwie postanowiłem napisać kilka słów na temat bałkańskich praktyk ludowych - tym razem przyszła pora na Bułgarię.

 Na terenie Bułgarii uzdrowicieli ludowych określa się mianem bajacz/bajaczka (liczba mnoga to odpowiednio: bajaczi dla mężczyzn i bajaczki dla kobiet). Nazwa pochodzi od bułgarskiego czasownika "baja" oznaczającego "mówić" (tak naprawdę oznacza to tyle co "ja mówię" - w języku bułgarskim nie ma bezokolicznika). W większości przypadków nie kryją się ze swoimi zdolnościami i wiedzą przed ludźmi wśród których żyją. Zatajanie profesji na ogół związane jest z negatywnym podejściem Cerkrwi do tego typu praktyk. Negatywna ocena Cerkwi wynika między innymi z faktu, że uzdrowiciele przedkładają ludową tradycję nad cerkiewne zasady i kanony.
Wielu uzdrowicieli było i jest jednocześnie pieśniarzami, znawcami legend i opowiadaczami bajek.

 Uzdrowicielami są na ogół kobiety, zwłaszcza starsze - jest to związane z przekonaniem, że kobiety przed pierwszą miesiączką i po menopauzie posiadają pewien rodzaj magicznej czystości. Kobieta miesiączkująca, mogąca zajść w ciążę, posiadająca dzieci ma do wypełnienia inne zadania. Niemniej jednak wiele kobiet zaczyna uczyć się magii jeszcze przed pierwszą miesiączką i praktykują ją nieprzerwanie aż do śmierci (w "stadium" matki też).
W przypadku mężczyzn zaleca się aby inicjacja odbyła się przed pierwszym kontaktem seksualnym. Niektórzy dopuszczają taki warunek także w przypadku kobiet (tzn. że można inicjować kobietę już miesiączkującą, ale jeszcze dziewicę), inni silnie podkreślają wagę pierwszej miesiączki. Wynika to ze starego przekonania, że kobieta może począć dziecko bez udziału mężczyzny, o ile oczywiście miesiączkuje.
Kolejne dwie różnice między płciami mają już charakter bardziej rytualne i są pewnym uproszczeniem - teoretycznie mężczyźni skupiają się przede wszystkim na uzdrawianiu i w swoich rytuałach bardziej skupiają się na działaniu niż tekstach. Istnieją rytuały zastrzeżone dla konkretnej płci, których nie mogą oprawiać przedstawiciele płci przeciwnej (na ogół zresztą nie wiedzą jak to zrobić). Niektóre czynności wymagają udziału kobiety z konkretnym "darem" - jeśli we wsi nie było nikogo odpowiedniego wybierano starszą kobietę, posiadającą wnuki, która miała dobrą opinię wśród mieszkańców.
Obecnie tego typu różnice zacierają się, kryterium wieku też nie jest rygorystycznie przestrzegane, podobnie zresztą jak kryterium doboru uczniów w obrębie rodziny.

Przykładem rytuału z "podziałem na role" jest kurban. Ma on na celu sprowadzenie szczęścia, pomyślności, bogactwa, oraz ochronę przed nieszczęściami i wypadkami. Można go także odprawiać z okazji Nowego Roku, początku wiosny/lata, po zapoczątkowaniu budowy domu albo po przeprowadzce do nowego; ma też działanie uzdrawiające. Jest on dedykowany Świętym (patronom danej rodziny/wsi) czy też zmarłym przodkom. Polega on na zabiciu odpowiednio dobranego zwierzęcia: na święta cerkiewne i w celach leczniczych - białej owcy; na święto patrona/budowę domu/przeprowadzkę - czarnej kury lub czarnego barana. Po zabiciu mięso gotuje się i spożywa, a krew może zostać spalona wraz z resztkami zwierzęcia lub użyta do leczenia/skropienia świętego miejsca/malowania twarzy/leczenia. Zwierzę zabija kobieta; dzieleniem mięsa na części, zbieraniem krwi i jej dalszym ewentualnym wykorzystaniem zajmują się mężczyźni.

 Do rozpoczęcia uzdrowicielskiej praktyki niezbędna jest inicjacja. Wiedza przekazywana jest ustnie, ale ten typ nauczania nie jest bezwzględnie konieczny. W czasie badań etnograficznych część uzdrowicieli odmawiała zacytowania magicznych formuł, nie mieli jednak oporów przed ich zapisaniem, o ile oczywiście potrafili czytać. Wynika to z faktu, że słowa magicznych formuł mają szczególną moc i nie należy ich wypowiadać bez potrzeby. Przekazywaniu magicznych formuł uczniom towarzyszyły rozmaite rytuały - między innymi plucie na czoło lub do buzi.

 Przekazywanie wiedzy odbywa się przede wszystkim w obrębie rodzin. Wynika to z przekonania, że dar posiada konkretna rodzina i tylko w jej obrębie może być on dalej przekazywany. Oczywiście istniały i istnieją obecnie odstępstwa od tej zasady (kiedyś rzadsze, teraz częstsze). W takim wypadku należy przekazać moc rytualnie. Przekonanie, że po wyuczeniu kogoś należy zaprzestać działalności (bo traci się moc) jest obecnie coraz częściej kwestionowane. Na pewno pomimo posiadania "dorosłych" już uczniów nie traci się posiadanej mocy i zdolności.

 Najrzadszym przypadkiem inicjacji jest przekazanie mocy i wiedzy przez istoty "nadprzyrodzone" - na ogół są to leśne wróżki. Innym przykładem takiej inicjacji jest nabycie mocy po wydarzeniu w wyniku którego ktoś otarł się o śmierć. Osoby inicjowane w ten sposób działają na ogół intuicyjnie - często nie są w stanie wytłumaczyć dlaczego robią coś w ten konkretny sposób. Po prostu wiedzą, że trzeba to zrobić tak, a nie inaczej i już.

 Najczęściej przekazywanie tradycji odbywa się między dwiema osobami. Najbardziej prawilna wersja zakłada, że dziedziczenie odbywa się w linii prostej zgodnie z płcią. Uczenie kogoś spoza rodziny i "na krzyż" jest dozwolone, takie inicjacje są uznawane za ważne, ale nie jest to najbardziej pożądany model. Wynika to z faktu, że jedynie w przypadku przekazywania męzczyzna->mężczyzna/kobieta->kobieta przekaz jest pełny. Mężczyzna uczący kobietę nie może jej nauczyć rytuałów zastrzeżonych dla mężczyzn, nie będzie też ona znała rytuałów "kobiecych" (chyba, że znajdzie kobietę, która ją tego nauczy). Uczenie kogoś spoza rodziny wiąże się z czymś w rodzaju duchowej adopcji - wraz z mocą przekazana zostaje "krew" danego rodu, więc trzeba bardzo rozważnie wybierać osoby, które przyjmuje się w ten sposób do rodziny.
3.11.2016
 Ostatnio zewsząd atakują mnie anioły w wersji ezoterycznej, postanowiłem więc napisać jak to wygląda z perspektywy ludowej. Perspektywa ta bazuje na chrześcijaństwie (w tym wypadku konkretnie na prawosławiu), ale zawiera też elementy tej religii obce.

 Anioły przedstawia się najczęściej jako młodych mężczyzn ze skrzydłami, ubranych w świetliste (czasami złocone) szaty i z różnymi atrybutami w dłoniach. Ikonografia taka bazuje w pewnym stopniu na Biblii, jest stara i dość zachowawcza. Naturalnie dopuszcza pewną inwencję własną, ale renesansowe/barokowe cherubinki są w tym wypadku czymś nie do pomyślenia. 

 W ludowej ikonografii oprócz klasycznych przedstawień pojawiają się elementy nieakceptowane przez nauki Cerkwi. W folklorze naszych południowych sąsiadów istnieje przekonanie, że anioł może przyjąć także postać żebraka proszącego o pożywienie, czy nawet niektórych zwierząt (ot chociażby motyla, gołębia, czy np. jelenia o złotym porożu). Istnieje także przekonanie, że wiatry to tak naprawdę latające wokół ziemi anioły. Ich zadaniem, oprócz pośredniczenia między Bogiem, a ludźmi miało być także "wyprowadzanie" Słońca na nieboskłon, transportowanie wody do nieba (służyła do tego tęcza), latanie wokół boskiego tronu i śpiewanie o boskiej chwale. Po analizie źródeł można dojść do wniosku, że anioły mają jakąś cielesną formę, a nawet zmysły (bałkańskie przekonanie, że chmury ganiają dwa anioły: jeden ślepy, drugi głuchy).

 Anatomia i fizjologia aniołów była istotnym tematem w rozważaniach prawosławnych teologów. Pomysły w tej kwestii były różne i podłużne:
  • anioły nie mają ciała, bo są bytami duchowymi, ale mogą przyoblekać się w ciała, aby pokazać się ludziom,
  • są duchowym wiatrem i niematerialnym ogniem w jednym, zajmują pewne miejsce w przestrzeni (to takie sformułowanie wytrych - nie mają ciała, ale nie mogą być w kilku miejscach na raz),
  • są ogniami i płomieniami Bożymi, mającymi zdolność ruchu,
  • są płomieniami i duchami, ale podlegają ograniczeniom czasu i miejsca, więc można powiedzieć, że posiadają jakieś duchowe ciała,
  • pojawiają się przed ludźmi w swojej naturalnej postaci / pojawiają się w postaci, która nie jest ich naturalną postacią, ale jest widoczna i zrozumiała dla ludzi.
 Przekonanie, że anioły posiadają jakąś formę ciała, pociąga za sobą kolejne pytania: czy anioły posiadają płeć, a jeśli tak to, czy mają narządy rozrodcze, czy nie. Internety są pełne dyskusji na temat hemafrodytycznych aniołków i pewnej książki, w której aniołki piją, palą, piorą się ile wlezie i są stałymi klientami domów uciech. W ludowej perspektywie aniołki są raczej męskie - to czy mają kuśki pozostaje tajemnicą, bo nikt póki co nie odważył się sprawdzić co chowają pod szatami.

 Po zebraniu do kupy różnych źródeł okazuje się, że ludowa lista aniołów, do których można się modlić i które można wzywać w magicznych gusłach jest zaiste imponująca. Oczywiście niektóre imiona przewijają się częściej, inne rzadziej, możemy także natknąć się na anioły wymyślone (nie wiadomo, czy istnieje to naprawdę, czy nie, ale pomodlić się zawsze warto).

 Upraszczając można ograniczyć liczbę tych najbardziej popularnych do siedmiu. Każdy z owych siedmiu archaniołów opiekuje się jednym z dni tygodnia.

  1. poniedziałek: Michaił (Michajło, Michajła) - dowódca armii anielskiej, nazywany też archistrategiem. Miał być opiekunem dusz zmarłych, w czasie Sądu Ostatecznego jego zadaniem ma być ważenie dusz oraz strażnikiem Edeu. Zwracano się do niego o pomoc przy porodach, w bezsenności, w gorączce, klątwach, urokach. O ochronę prosiły go osoby będące u władzy oraz żołnierze. Istnieje kilka różnych przedstawień ikonograficznych Michaiła, na ogół trzyma on w dłoni pręt (oznaka władzy) lub miecz. Popularne przedstawienie pokazuje jego walkę ze smokiem. Ikonografia bałkańska przedstawia go także w momencie, gdy miażdży dłoń chciwego starca. Inną ciekawą wizją jest tzw. Michaił Wojewoda - archanioł siedzi na czerwonym koniu (pod jego kopytami widać popękaną ziemię), w jednej ręce trzyma Ewangelię, w drugiej miecz albo krzyż;
  2. wtorek: Gawriił - jego zadaniem było modlenie się o dobrobyt dla całej ludzkości. Był też aniołem śmierci oraz zwiastowania. Uważano go także za opiekuna narodu wybranego. Przedstawia się go z liliami, czasami z okrągłym lustrem, świecą, czy np. kielichem. Zwracano się do niego w celu uleczenia drgawek u dzieci, klątw, uroków, chorób bydła/koni, ochrony przed nieszczęściami. Na terenach Serbii wierzono, że jego rolą jest także odpędzanie zmarłych i demonów;
  3. środa: Rafaił: przypisywano mu tradycyjnie zdolności uzdrawiania. Miał pierwszeństwo w leczeniu tzw. triasawicy przed innymi archaniołami. Na ikonach ma białą szatę, a w rękach krzyż i glob. Czasami przedstawiany także z rybami. Był patronem między innymi obfitych połowów. Miał chronić miejsca kultu, a także domy przed kradzieżą i złymi mocami;
  4. czwartek: Uriił - uważany za anioła światła i grzmotu. W prawej ręce trzyma nagi miecz, w lewej płomień (symbol gorliwości). Wiązany z nauką, zdobywaniem wiedzy;
  5. piątek: Selafiił(Salafił) - archanioł modlitwy. Ze źródeł wynika, że jego zadaniem jest wspieranie ludzi w modlitwach do Boga. Przedstawiany w modlitewnej postawie (spuszczone oczy, ręce skrzyżowane na klatce piersiowej);
  6. sobota: Jegudiił - patron pracy, modlili się do niego wszyscy ci, którzy ciężko pracowali. Przedstawiany z koroną (nagroda za trud) i biczem z trzema sznurkami (kara dla leniwych). Prawdopodobnie to własnie on prowadził Izraelitów do Kanaanu pod postacią obłoku i słupa ognia;
  7. niedziela: Warachiił - dawca błogosławieństw. Wyprasza u Boga błogosławieństwa i pomoc dla rodzaju ludzkiego. To własnie on miał zanieść Saarze i Abrahamowi wiadomość o narodzinach Izaaka. W dłoniach trzyma tkaninę, na której znajdują się kwiaty. 
Znam praktyków, którzy czterech pierwszych archaniołów traktują jako opiekunów ognia, wody, ziemi i powietrza. Nie jest to tradycyjne, bo ogień, woda i ziemia mają swoich opiekunów, którzy mają konkretne imiona, niektóre żywioły mają po 2 opiekunów (męskiego i żeńskiego). Nieco inaczej jest w przypadku powietrza - mamy tu do czynienia z wiatrami, które są zantropomorfizowane, mają męskie imiona i są traktowane jako byty posiadające pewne demoniczne elementy.

 Oprócz tej siódemki wspomnianej wyżej można ułożyć długą listę różnych innych aniołów, odrzucanych przez Cerkiew, do których można zwracać się z różnymi problemami. Na owej liście znajdzie się m.in. Awoił (związany z przysięgami, leczeniem gorączki, zdejmowaniem klątw), Jelisiej, Awdiełaj, Afanaił, Raguił, Taraił, Ugasaiił.

 Na koniec, tak w ramach ciekawostki: w jednym z tekstów pojawiają anioły, których imiona pochodzą od czasowników patrzeć i wracać. Najwidoczniej ktoś do rdzeni czasownikowych dodał końcówkę -ił, która jest charakterystyczna dla anielskich imion. Swego czasu dyskutowałem na ten temat ze znajomym, zastanawialiśmy się jak to jest pracować z wymyślonymi aniołami, o których wiadomo tyle co nic. Kolega nawet próbował (ja się nie zdecydowałem) i efekty określał jako bardzo ciekawe. 
1.22.2016
 Dzieci są zakałą ludzkości - Antoni Słonimski

 Ze znajomym rozmawialiśmy ostatnio o nauczaniu, relacji nauczyciel-uczeń i innych tego typu tematach orbitujących wokół słowa "dydaktyka". Rzuciłem stwierdzeniem, że w FamTradach przyjmowanie uczniów spoza rodziny odbywa się często na zasadzie magicznej adopcji. Spowodowało to oczywiście wypłynięciem hasła pt "uczeń to takie magiczne dziecko".
 Dyskusja zeszła więc na opowieści o tym jak to jest być magicznym tatusiem i magicznym dzieckiem. Zastanawialiśmy się na ile te magiczne są jak te biologiczne.Były też anegdoty z Dziećmi w roli głównej, zarówno te śmieszne jak i te "straszne".

 Wspólnie doszliśmy do wniosku, że dzięki Bogom z takim dzieckiem nie trzeba być w ciąży, nie trzeba mu zmieniać pampersów, wstawać co chwilę na karmienie, tłumaczyć skąd się biorą dzieci (dla mnie to nic strasznego, z racji wykształcenia jestem przygotowany) i robić wielu innych rzeczy. To plusy. Naturalnie są też minusy polegające na tym, że dziecka takowego trzeba pilnować podobnie jak tego biologicznego - zwłaszcza jeśli jest w fazie "raczkuję i radośnie poznaję świat". Co prawda uczniobobasek nie wsadzi palca do kontaktu i nie ściągnie ze stołu obrusa razem ze wszystkim co się na nim mieści, ale bardzo chętnie wykorzysta wszystkie (lub większość) udostępnione mu zaklęcia. Przy okazji Dziecko może się okazać żarłoczne i zasypywać Rodzica prośbami przeróżnymi, które teraz-zaraz-na-wczoraj trzeba załatwić przy pomocy magii. Czasami wynajdzie sobie coś w Internetach i postanowi wypróbować robiąc sobie kuku i rozpierduchę przypominającą krajobraz po bombie atomowej.

 Pamiętam czasy kiedy na świecie pojawił się Pierworodny, który był słodki i grzeczny niczym mały, rumiany i uśmiechający się do wszystkich bobasek leżący w kołysce. Z uwagi na jego łagodny charakter szybko stał się królikiem doświadczalnym dla różnych dydaktycznych pomysłów, które przychodziły mi do głowy i które trzeba było na kimś przećwiczyć.

 Co prawda na Pierworodnym wszystko miało się skończyć (bo bycie Ojcem Samotnym łatwe nie jest), ale jakoś tak się zadziało, że pojawił się kolejny potomek Młodszy. Doszedłem do wniosku, że skoro Pierworodny nie sprawia problemów wychowawczych to myśl o powiększeniu rodziny nie jest aż tak głupia. Jego wychowanie było już mniej stresogenne, wszak wszystko było już przećwiczone i rozmowy na pewne tematy nie wywoływały już u mnie poczucia panicznego lęku.

 Potem poszło już górki - po Pierworodnym i Młodszym na świecie "pojawiła się" Córa. Okazało się, że Córa to jednak nie Syn (oh jakież to odkrywcze!) i trzeba nieco zmienić podejście do edukowania i napisać Nowy Program Wychowawczy. Córa stała się więc królikiem doświadczalnym numer dwa. Na szczęście zniosła to całkiem nieźle i można ją było przekazać pod opiekę Pierworodnego, który był już na tyle duży, że mógł partycypować w wychowaniu. Co prawda wywołało to małe zamieszanie i sytuację rodem z "Mody na sukces", bo brat stał się de facto Ojcem Głównym, a ja zostałem ojcem i dziadkiem jednocześnie. Dzięki temu mogłem zostać Głową Rodziny, promieniować ojcowskim autorytetem, a przy tym leżeć i pachnieć, bo czarną robotę odwalał kto inny.

 Potem pojawiły się inne dzieci i kandydaci na dzieci - na szczęście jest jeszcze za wcześnie, żeby cokolwiek o nich napisać. Summa summarum nim się obejrzałem zostałem Patologią Wielodzietną. Na szczęście opieka społeczna nie wisi mi nad głową - problem w tym, że na 500zł na dziecko też nie mam co liczyć. Bycie Patologią Wielodzietną daje mi pełne prawo do tego, by kolejnego synka nazwać chociażby Brajan, a córkę Dżesika, ewentualnie Dolores. W razie czego zawsze mogę jeszcze sięgnąć po imiona z telenowel - w końcu kto powiedział, że Leoncio czy Izaura nie mogą zajmować się magią ludową?
12.09.2015
 W ramach wstępu - dzisiaj będzie o tajemnicy ;]

 Temat należy do kategorii "tych drażliwych", bo niektórzy dziwią się i oburzają faktem, że o pewnych rzeczach po prostu się nie rozmawia... z różnych względów. W zasadzie na każdym forum czarowniczym, czy wiccańskim prędzej czy później pojawiał się temat typu "dlaczego utrzymujecie różne rzeczy z tajemnicy?", w którym można było spotkać wypowiedzi z rodzaju "to niesprawiedliwe, że zachowujecie to czy tamto w tajemnicy i odmawiacie innym prawa do swojej wiedzy", "tyle już ujawniono, dlaczego nie ujawnicie reszty?".

 W magii ludowej podejście do tajemnicy jest dość elastyczne - nie ma jednolitej praktyki w tej sprawie, bo wszystko zależy od poglądów konkretnych osób. Podejścia są bardzo różne i postaram się zaprezentować kilka z nich.

 Istnieją osoby, które nie dzielą się z postronnymi swoją wiedzą, a "pacjentom" nakazują zachowanie wszystkiego, co widzieli i słyszeli, w tajemnicy. Twierdzą przy tym, że jej zdradzenie sprawi, że rzucone gusło przestanie działać. Zdarzają się oczywiście osoby, które łamią złożoną obietnicę i zdradzają różne szczegóły tego, czego były świadkami. Mimo to na "zewnątrz" wydostają się jedynie strzępy, w dodatku świadectwa bywają wzajemnie sprzeczne. Dziwnym trafem ludzie mają problem z zapamiętaniem całości, często piszą o tym co wydaje im się, że przeżyli w czasie wizyty. Odtworzenie całości obrzędu wydaje się więc niemożliwe i tajemnica, tak czy siak, zostaje w znacznym stopniu zachowana.
Przykładem takiego podejścia jest babka z Orli, która konsekwentnie odmawia podzielenia się z innymi swoją wiedzą i nie wyraża zgody na nagrywanie jej podczas "pracy".

 Są oczywiście też tacy, którzy są bardziej otwarci i dzielą się tym co umieją z laikami - w większym lub mniejszym stopniu. To zdrowe podejście, bo trudno ukrywać, że używa się fragmentów Ewangelii, czy tekstów, które można znaleźć w bardzo wielu miejscach. Dysponujemy także kilkoma nagraniami guseł, które można znaleźć na Youtube. Filmiki pokazujące gusła w wykonaniu babki z Rutki czy nieżyjącej już babki Parcewa cieszą się pewną popularnością. Problem w tym wypadku polega na tym, że osoby niewtajemniczone poza nagraniami nie dysponują często niczym więcej. Mają spory problem ze skutecznym odtworzeniem tego co widziały, nawet jeśli udaje im się spisać poprawnie teksty ze słuchu i wypatrzeć pewne gesty. Bez ustnych wskazówek i wyjaśnień napotykają na wiele problemów trudnych do rozwiązania, bo na dobrą sprawę nie wiedzą, czy to co czują w trakcie działania jest wynikiem jego skuteczności, czy być może popełniają jakiś błąd, którego nie są w stanie wyłapać.

 "Polityka większej otwartości" może mieć różne granice - jedni ujawniają więcej inni mniej. To, co dana osoba zdecyduje się ujawnić jest jej indywidualna decyzją i inny praktyk może dojść do wniosku, że ktoś ujawnił za dużo. To kwestia wyczucia i warto zastanowić się nad tym co mówi się niewtajemniczonym i uważać, żeby przypadkiem nie "chlapnąć" za dużo.
Różnorodne podejścia dotyczą także kwestii tego komu można zdradzić pewne tajemnice. Osoby bardziej otwarte opowiadają o tajnikach swojego warsztatu wszystkim zainteresowanym, inni ograniczają się do uczniów oraz osób zaufanych, które będą w stanie docenić przekazaną im wiedzę. Może być też tak, że krąg osób obdarzonych zaufaniem ogranicza się jedynie do innych praktyków - często są to inne szeptuchy, czy czarownice.

 Nie znam osób, które dzielą się z laikami wszystkim czego same się nauczyły z różnych źródeł. Zapewne istnieją tacy ludzie, ale żadnego póki co nie spotkałem.

 Tajemnica, a podejście do uczniów. Spotkałem się z osobami, które:
  • wymagają złożenia takiej czy innej przysięgi i jasno wskazują co i komu można zdradzić. Kombinacje mogą tu być różne - od bardziej rygorystycznych (nie zdradzać laikom niczego, objęte tajemnicą treści można przekazać jedynie przyszłym uczniom), do bardziej liberalnych (są rzeczy, o których można mówić publicznie, innymi należy dzielić się jedynie z uczniami i osobami zaufanymi);
  • wymagają złożenia ogólnej przysięgi - w takim wypadku uczeń decyduje co i komu można zdradzić;
  • nie wymagają żadnych przysiąg - wszystko opiera się tutaj na uczniu, który sam powinien zrozumieć, że nie wszystko czego się uczy może "wynosić na zewnątrz".

 Odnośnie tego, dlaczego powinno się zachować tajemnicę. Podawanych powodów jest co najmniej kilka:
  • osoba, która zdradziła ma ponosić konsekwencje za skutki tego co zrobiła - krótko mówiąc to, że ktoś spróbował wykorzystać tę wiedzę w złym celu albo zrobił sobie krzywdę ma obciążać osobę, która takiej wiedzy dostarczyła;
  • niektóre techniki są po prostu niebezpieczne i można przy ich pomocy zrobić sobie krzywdę;
  • wiedza powinna być przekazywana jedynie osobom posiadającym dar ewentualnie zdeterminowanym do ciężkiej pracy;
  • zdobytą wiedzę należy szanować i nie zdradzać jej osobom, które nie są w stanie jej uszanować;
  • zdradzenie wszystkiego na dobrą sprawę nie ma sensu, bo bez nauczania z opublikowanej wiedzy nie będzie pożytku. Niestety takie nauczanie nie jest możliwe jedynie przez internet, w dodatku zdolności "przerobowe" nauczycieli są ograniczone.

 To oczywiście tylko kilka wybranych, bo niektóre z powodów, dla których zachowuje się tajemnicę są... tajemnicą ;)
11.30.2015
 Kolejny rozdział Autor poświęcił narzędziom rytualnym. Opisuje kolejno:

  • dzwonek (Zvono),
  • Pehar - podaje też sposób poświęcenia kielicha (wymienia konkretne olejki, którymi trzeba go namaścić, ale bez informacji dlatego akurat te). W ramach bonusu rytuał z użyciem zdjęcia,
  • Pentakl - kolejny rytuał; póki co dochodzę do wniosku, że jaśmin jest dobry na wszystko, bo pojawia się po raz kolejny w rytuale,
  • Athame - Autor wiąże to narzędzie z żywiołem powietrza. Podaje rytuał poświęcający i sposób na umieszczenie na nożu symboli pochodzących z alfabetu tebańskiego lub runicznego,
  • Różdżka - zdaniem Autora służy ona do rozkazywania aniołom i demonom. Oczywiście listy "jakie drzewo na jaką różdżkę" jest integralnym elementem opisu;
  • Sznury - Gvidion twierdzi, że to narzędzie używane głównie przez aleksandrian. Jest też mowa o węzłach, ich ilości i zaklęciach, które trzeba wypowiadać podczas ich wiązania;
  • Knjiga Senk;
  • bęben;
  • zwierciadło. 
 Opisy są dość dokładne i każde narzędzie jest w zasadzie z tych "must have". Jak widać Autor wymienia podstawowe cztery narzędzia, ale nie podaje innych, które przewijają się w różnych pozycjach literaturowych.

 Rozdział 4 poświęcony jest rytuałowi. Zdaniem Gvydiona rytuał powinien składać się z osiemnastu, kolejno po sobie następujących, kroków. Każdy krok został oczywiście opisany, są też gotowe teksty do wykorzystania. Dla ciekawskich podaję fragment "Pouczenia Bogini" w języku serbskim:

 Przy okazji kolacji i wina jest mowa o tym, że wino można zastąpić sokiem albo herbatą.

 Następny rozdział mówi o świętach. Podstawą jest oczywiście Koło Roku, z opisem poszczególnych ośmiu świąt: Samhain, Jule, Imbolk, Eostara, Beltaine, Lita, Lamas i Modron. Kolejne strony to lista różnych świąt poświęconych bóstwom ze wszystkich ważniejszych mitologii świata. Rozdział kończy się opisem jednego z festiwali w USA (Autor podaje cenę i program).

 Kolejne dwa rozdziały poświęcone są magicznym pomocnikom i różnym zaklęciom z użyciem ziół. Mamy oczywiście wielką tabelkę, w której poszczególnym żywiołom przyporządkowano najróżniejsze rzeczy: strony świata, istoty, Bogów, Boginie i tak dalej.

 Dość ciekawy jest rozdział poświęcony magicznym symbolom. Oprócz pentagramu, triskelionu czy ankh mamy jeszcze labrys, figę i manu cornuta Jak widać dość kosmopolitycznie, ale niektóre opisy są chwilami oderwane od swoich oryginalnych znaczeń.

Dość uciesznym rozdziałem jest ten poświęcony magicznym alfabetom. Mamy naturalnie runy, ogham (oczywiście kolejnym literom przyporządkowano okresy kalendarza gregoriańskiego) i nieśmiertelny alfabet tebański, którym należy spisać Księgę Cieni.

Najciekawszym elementem jest niewątpliwie opis run. Autor wymienia różne typy alfabetów runicznych: niemieckie, duńskie, szwedzkie, skandynawskie i anglo-saksońskie. Gdyby ktoś nie wiedział czym są runy niemieckie zamieszczam odpowiedni obrazek:

 W opisie run nie mogło oczywiście zabraknąć Ralfa Bluma. Pojawia się obok niego także Edred Torson.


 Kolejne dwa rozdziały Autor poświęcił Bogini i Bogu. Nie ma w nich niczego odkrywczego, więc nie widzę sensu, żeby jakoś szczególnie się nad nimi rozwodzić. W rozdziale poświęconym Bogu pokazany jest naskalny obrazek z informacją, że przedstawia on Rogatego Boga.

 Po przeleceniu rozdziału o czarownictwie i satanizmie dochodzimy do opisu różnych czarowniczych organizacji. Ten fragment książki zawiera informacje dotyczące dwóch organizacji - Church of Aphrodite Gleba Botkina i Feraferii. Pojęcia bladego nie mam dlaczego akurat te dwie, ale widać Autor widział w tym jakiś głęboki sens.

 Sporo o książce mówi też lista organizacji i adresów. Znaczna większość z nich to kontakty amerykańskie - czasami Autor książki oprócz adresu korespondencyjnego podaje także numery telefonów. Nie pytajcie jaki ma to sens, bo nie wiem. Na liście, która ma kilka stron udało mi się wyłowić m.in. "Wiccan Rede c/o Morgana Merlin".

Zamiast oceny ciekawostka, która wyraża wszystko co mógłbym na temat tej książki napisać:
Gdyby ktoś po lekturze książki zapragnął dowiedzieć się czegoś więcej o wicca - Gvydion wychodzi na przeciw takim osobom polecając "Seminary of Wicca". Kursów jest kilka, są korespondencyjne ("Sign up for the courses on-line and save time."), na koniec dostaje się stosowny certyfikat. Wystarczy chęć szczera i odpowiednia ilość dolarów na koncie (albo i nie) Bez problemów można też zapłacić Visą albo MasterCardem przez PayPal. Jak widać współcześnie do zostania wiedźmą wystarczy karta kredytowa z odpowiednim limitem kredytowym.

Oczywiście nie można nie zauważyć, że w książce są też ciekawe i merytorycznie dobre momenty, ale jak zwykle giną one w strumieniach ame-czarownictwa i ame-wicca, których symbolem śmiało mogą być właśnie wiccańskie sieminary.

Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl