10.21.2011
 Sprawa z B. nieco się skomplikowała. Wezwano panią doktor z neurologii, która stwierdziła, że coś jest nie tak. Być może dziecko ma mały niedowład. Być może pareza to wina tego, że lekarce masakrycznie trzęsły się ręce.

 To zdecydowanie jeden z cięższych przypadków w mojej magicznej i pseudomedycznej karierze. Babkom, od których czerpałem wiedzę termin "autyzm" zupełnie nic nie mówi. Jedna z nich zapytała mnie czy nie jest to przypadkiem choroba skóry co ją miał wnuczek tej co mieszka w domu pod piątką. Mówiąc krótko risercz źródeł żywych, mówiących i ruszających się dał dupę bladą.
Riserczowanie materiałów pisanych i nagranych okazało się bardziej owocne w skutki. Znalazłem notatkę o tym jak to do jednej z babek przyjechała rodzina z dzieckiem, które miało objawy autyzmu. Niestety kobiecina od roku leży na cmentarzu. Na kontakty z duchami nie mam zbytnio ochoty, pozostało więc zdać się na ludową wiedzę i rzucić na głęboką wodę. 

 B. po potraktowaniu go dawką ludowej magii nie padł rażony gromem, nie umarł, nie zaczął się ślinić, mówić w dziwnym języku i robić innych dziwnych rzeczy. Na bardziej odległe efekty pozytywne przyjdzie mi pewnie jeszcze trochę poczekać.

 Mam bardzo dziwny wpływ na niektórych pacjentów. Badałem ostatnio dziadka z udarem, który ma porażone wszystkie kończyny (nie rusza ani rękoma ani nogami), nie mówi i nie rozumie co się do niego mówi. Dzisiaj okazało się, że dziadek ożył! W czasie karmienia próbował pomacać karmiącą go pielęgniarkę. Na szczęście aż tak żywotny jeszcze nie jest i do żadnych lubieżności nie doszło. 
Niemniej jednak dodatni odruch męski to bardzo dobry prognostyczny znak zwiastujący ozdrowienie ;]

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl