11.24.2011
 Dziś będzie magiczno i medyczno w jednym.

 Historia dotyczy pewnego 32latka, który jakiś czas temu trafił do wiedźmowej chatki z dziwnymi wykwitami na skórze. Wiedźm zerknął fachowym okiem, pomacał... rozpoznał łuszczycę i wysłał delikwenta do dermatologa. Jak się okazało choroba całkiem nieźle się leczyła. Zastosowano różne maście, których zapach przypomina odór długo nie sprzątanej sławojki. Śmierdzące smarowidła okazały się skuteczne, większość zmian znikła. Te, które zostały nie były zbyt widoczne i nie dokuczały za bardzo.

 Pacjent zechciał jednak pozbyć się problemu raz na zawsze. Znalazł więc sobie w internecie pewną reklamę. Informowała ona o istnieniu pana, który potrafi przy pomocy nadnaturalnych ezometod wyleczyć łuszczycę dokumentnie.
Bohater naszej opowieści udał się pod stosowny adres. Usłyszał, że musi natychmiast odstawić leczenie konwencjonalne ("niszczy skórę i źle wpływa na jej energetykę" etc.). Morderca łuszczycy odprawił nad chorym "dziwaczny rytuał", skasował za pomoc cztery stówy i kazał przyjść na kolejny zabieg.
W sumie zabiegów było kilka - po ostatnim szpec od łuszczycy kazał pić dziwne zioła i czekać na efekt.

 Efekt nastapił po około tygodniu od zakończenia leczenia. Był zaiste bardzo widowiskowy i zdumiewający dla chorego. Mnie zdziwił nieco mniej, choć przyznam, że czegoś takiego jeszcze nie widziałem.
Skutkiem rytuałów był wysiew zmian łuszczycowych na niemal całym ciele włącznie z owłosioną skórą głowy.

Dla żądnych mocnych wrażeń stosowne fotki jak może coś takiego na ciele wyglądać:
focia nr 1
focia nr 2

 Bohater opowiastki swoją przygodę ze szpecem od łuszczycy zakończył na oddziale dermatologicznym,. Próbują tam przywrócić jego skórę do stanu jako takiego. Proste to nie jest, ale w tej chwili nie straszy już pacjentów oddziału idąc ciemną nocą do toalety.

 Tak się składa, że nasz chory trenuje sztuki walki  - niewykluczone, że pan szarlatan od łuszczycy wyląduje w szpitalu na oddziale chirurgii szczękowo-twarzowej. 
11.11.2011
 Ludowe czarownice używają całego arsenału różnych środków wspomagających.
Każda szanująca się wiedźma powinna posiadać między innymi:
  • nici,
  • wstążki ze świętej Ewangeliji (wywołują ciążę),
  • lniane pakuły,
  • odrobinę ziemi z grobu (najlepiej z mogiły baciuszki albo wieszalnika),
  • kawałek bandaża z trupa,
  • święty mieł czyli kredę.
 Obecnie nasz arsenał środków przeciwko klątwom, urokom i innym tym podobnym poszerzył się o Święty Karton. Fragment tekturowego pudła, na którym żywota dokonała św. Hanna Mostowiak od Kartonu aka Matka Boska  Kożuchowska ma szansę przewyższyć mocą pozostałe artefakty. Nawet czerwoną nitkę, która jak wszyscy chyba wiedzą, "buta zawiąże i rozwiąże ciążę".

  Wszyscy z niecierpliwością czekają na stosowne relikwie: śrubkę z maszyny, która wyprodukowała Ten Karton oraz powietrze z wnętrza Cudownego Pudła.

 Ja natomiast czekam na seminaria z zakresu Karton-Reiki, kartonoenergoterapii i uzdrawiania energią Pudła. Znam nieco polski rynek ezo i boję się, że ktoś jednak na pomysł stworzenia czegoś takiego wpadnie. Wszak "M jak miłość" jest bardzo popularnym serialem, a na wszystkim co popularne da się zrobić spore pieniądze.

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl