2.11.2012
 Zbliża się 14 lutego. Z racji chwili wolnego czasu postanowiłem skrobnąć kilka słów o tej dacie. Nie będzie nic o tym, że w tym dniu są WalęTynki, o czekoladowych serduszkach (które w poprzednim wcieleniu były czekoladowymi mikołajami) i wszechogarniającej komercji.

Tak się składa, że w tym dniu wspominamy jednego z braci sołuńskich Cyryla (Konstantyna), który wraz ze swoim bratem Metodym ewangelizował Słowian. W tym roku mija już 1143 rocznica jego śmierci (zmarł 14 lutego 869 roku).

 Obaj bracia pochodzili z Sołunia (Salonik), który w ówczesnych czasach był drugim co do wielkości ośrodkiem politycznym i kulturalnym cesarstwa bizantyjskiego. Jak twierdzą uczeni ich matka - Maria prawdopodobnie była Słowianką. Stąd też doskonała znajomość języka słowiańskiego u obu braci.

 W roku 862 do cesarza Michała III przybyło poselstwo księcia wielkomorawskiego Rościsława. Chciał on uniezależnić się politycznie od cesarstwa niemieckiego. 
Rościsław bowiem, książę morawski, przez Boga natchniony, odbył naradę ze swoimi książętami i Morawianami i posłał poselstwo do cesarza Michała z oznajmieniem:  Dla ludzi naszych, którzy wyrzekli się pogaństwa i trzymają się zakonu chrześcijańskiego, nie mamy nauczyciela takiego, który by w naszym własnym języku prawdziwą wiarę chrześcijańską wykładał, aby się i inne kraje, widząc to, do nas upodabniały. Poślij nam więc, władco, biskupa i nauczyciela takiego, od was bowiem zawsze się na wszystkie kraje dobre prawa rozchodzą.
 ... przyszli do nas rozliczni nauczyciele z Włoch, Grecji i Niemiec, którzy nas uczą rozmaicie. A my. Słowianie, ludzie prości, nie mamy nikogo, kto by nas ku prawdzie skierował  i zrozumiale pouczył.  Poślij nam więc, dobry władco, męża takiego, który nam wszelką prawdę wyjaśni.
(cytaty z "Żywoty Konstantyna i Metodego (obszerne)". Przekład polski, ze wstępem i objaśnieniami oraz z dodatkiem zrekonstruowanych tekstów staro-cerkiewno-słowiańskich. Autorem jest prof. Tadeusz Lehr-Spławiński).

 Przed wyruszeniem na Morawy, Cyryl (zwany Filozofem) stworzył pierwsze pismo słowiańskie zwane głagolicą (od słowa glagol - wyraz). Wbrew temu co można przeczytać w internecie Konstantyn nie wymyślił cyrylicy - powstała ona już po jego śmierci. Za jej twórcę uważa się albo Klemensa Ochrydzkiego albo Konstantyna Presławskiego.
Jak twierdzi autor "Żywota Konstantyna" pierwszy słowiański alfabet to skutek boskiego natchnienia:
Filozof więc odszedłszy wedle dawniejszego zwyczaju oddał się modlitwie wraz ze swoimi pomocnikami. I wkrótce Bóg mu się objawił i wysłuchał prośby sług swoich; i zestawił (Konstantyn) litery i zaczął pisać słowa ewangelii: Na początku było Słowo i Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo i tak dalej.

 Język, na który Cyryl przełożył Ewangelie przy pomocy stworzonego przez siebie alfabetu językoznawcy nazywają językiem staro-cerkiewno-słowiańskim (scs). W trakcie przepisywania ksiąg kopiści wprowadzali pewne zmiany językowe zależne od tego na jakim terenie pracowali. Z SCSu wykrystalizował się wreszcie język cerkiewnosłowiański, który do dziś jest językiem liturgicznym Cerkwi Prawosławnej.

Jak twierdzą niektóre wiejskie babki CS jest językiem świętym. Ich zdaniem został nam zesłany w nieba. W dodatku właśnie tego języka używają, do komunikacji, święci. Stąd też wiele modlitw używanych w czasie guseł odmawia się w języku cerkiewnosłowiańskim. Podobnie do guseł wykorzystujących fragmenty ze Starego i Nowego Testamentu używa się Biblii pisanej w CSie.

Na koniec fotografia jednej ze stron Kodeksu Zografskiego pisanego z głagolicy - link.
2.02.2012
 Osobę, która wysłała mi słitaśną wiadomość informuję, że toksyny mocznicowe jeszcze mnie doszczętnie nie zalały, na tamten świat też się póki co nie wybieram. Jak mi się zachce i sobie zemrę nie omieszkam poinformować.

 Dzisiaj obchodzone jest święto Ofiarowania Pańskiego. Dawniej było to święto bardziej maryjne, potem wydźwięk nieco się zmienił i obecnie akcentuje się głównie wspomnienie ofiarowania Jezusa w świątyni.
W wersji ludowej aspekt maryjny bierze jednak górę, mamy więc święto Matki Boskiej Gromnicznej, którego nieodłącznym aspektem jest święcenie gromnic w kościele.

 Sama gromnica ma wiele cudownych właściwości - jest niemal tak cudowna jak czerwona nitka. Nie tylko chroni domostwo przed pierunowym jebut, ale pozwala też pozbyć się płaczliwości, wrzodów, krost, kurzajek, dziwnych bólów brzucha i masy innych chorób, które w tej chwili nie przychodzą mi do głowy.
Oprócz stawiania gromnicy w oknie w czasie burzy praktykowano więc okłady z gromnicznego wosku, wrzucanie kawałków cudownej świeczki do zup, wkładanie ich dzieciom do pieluszek i tak dalej. Arsenał jest dość szeroki, dla każdego coś miłego.

 Od jednej z wiejskich babek słyszałem, że zwyczaj stawiania gromnic w oknach, w czasie burzy jest bardzo stary - ponoć sama Matka Boska tak robiła. Opowiedziała mi nawet historyjkę o tym jak to w pewnej wsi piorun wpadł do chałupy przez komin i wymordował wszystkich poza małym dzieckiem, które miało kawałek gromnicy wsadzony do tetrowej pieluchy.

 Na wsi tego typu historyjki sa dość częste i mają dowodzić zasadności różnych ludowych sztuczek magicznych. Oczywiście wszyscy są święcie przekonani, że wszystkie te bajeczki to "najprafdzifsza prafda je!". Starsi wierzą w to silniej niż w Jezuska i księdza proboszcza. Młodzi się z tego śmieją i twierdzą, że to zabobon, ale sami stawiają gromnice w oknie gdy zaczyna grzmić.

 Od jednej ze znachorek usłyszałem też, że wszystkie kobiety, które urodziły dziecko od ostatniego święta w dzień gromniczny powinny, biorąc kąpiel, wrzucić kawałek gromnicy do wanny. Miało to oczyścić je i umożliwić zachowanie płodności i rodzenie zdrowych dzieci. Nikt inny mi o tym nie wspominał więc nie wiem na ile było to rzeczywiście na wsiach praktykowane, a na ile jest to jedynie wymysł mojej rozmówczyni.

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl