4.13.2012
 Jedną z podstaw magii ludowych babek jest wiara w to, że niektóre fragmenty Ewangelii mają szczególną moc. Wynika to ze świętości tekstu i świętości języka w jakim ten tekst jest recytowany. Sporo tego typu tekstów (używanych w różnych celach, nie tylko do leczenia) zawiera Stary Testament. Szczególnie bogate pod tym względem są księgi opisujące działalność proroków. Do tej grupy zaliczamy nie tylko księgi prorockie (proroków większych i mniejszych), ale też niektóre księgi historyczne. (np. obie Księgi Królewskie). W Nowym Testamencie tego typu fragmentów jest mniej - używa się głównie wersetów z Ewangelii opisujących cuda czynione przez Jezusa.

 Szczególną moc przypisuje się fragmentom opisującym mękę i śmierć Jezusa. Jest ich dwanaście, określane są mianem fragmentów pasyjnych. Są czytane w ramach jutrzni Wielkiego Piątku w cerkwi.
Są to kolejno:
1) J 13,31-18,1
2) J 18,1-28
3) Mt 26, 57-75
4) J 18,28 19,16
5)Mt 27,3-32
6) Mk 15,16-32
7) Mt 27, 34-54
8) Łk 23, 32-49
9) J 19, 25-37
10) Mk 15, 43-47
11) J 19, 38-42
12) Mt 27, 62-66

 Fragmentom tym przypisuje się moc uzdrawiającą i zdejmującą wszelkie klątwy, zgłazy i inne tego typu negatywne rzeczy, którymi mogą nas poczęstować inni ludzie.

 Innym tekstem, któremu przypisywane są cudowne właściwości jest tzw. "Kanon Szymona Logotety o Ukrzyżowaniu Pana i płaczu Świętej Bogurodzicy". Tekst pochodzi z X wieku i przypisuje się mu działanie lecznicze. Ma być ponoć skuteczny zwłaszcza w leczeniu chorób dziecięcych. Jest on również związany z Wielkim Piątkiem - jest czytany w czasie tzw. małej komplety.
 Przyszła matka z tygodniowym dzieckiem.
Jej zdaniem z dzieckiem jest coś nie tak, bo "non stop sra". Z racji tego, że jest intensywnie oglądane przez licznych członków rodziny, matka podejrzewa udział osób trzecich. Ba, jest nawet święcie przekonana, że zauroczyli jej dzieciaka.

 Po wypytaniu dokładnie o to jak często i kiedy dziecko robi kupę i jak ta kupa wygląda wiedziałem, że zauroczenie to zdecydowanie nie jest. Matka była wielce zaskoczona faktem, że dziecko karmione piersią może walić rzadko i śmierdząco w pieluchę nawet po każdym karmieniu.
 W końcu udało mi się ją przekonać, że to fizjologia, a nie objawy straszliwej klątwy wiszącej nad maluchem. Byłem nieco zaskoczony jak kobieta posiadająca w domu dwójkę niewiele starszych dzieci i  mieszkająca z matką, która urodziła piątkę może mieć problem z podstawową pielęgnacją dziecka. Stwierdziłem jednak, że lepiej zachować tego typu uwagi dla siebie...

do czasu....

gdy dziecko zostało rozebrane i ujrzałem w jakim stanie znajduje się kikut pępowiny.
Nie dość, że śmierdział jak stary szalet, to w dodatku stan zapalny jak się patrzy. Kobieta przyznała, że pediatra i pani położna kazały pielęgnować na sucho, ale jej matka (czyli babcia dziecka) siłą autorytetu kazała robić inaczej. W końcu "co ten konował wie, ma tylko jedno dziecko, a matka urodziła piątkę i wszystkie zdrowe".

 Po usłyszeniu tej "mądrości ludowej" w ramach wymiany myśli podzieliłem się z matką mądrością mojego autorstwa. Stwierdziłem, że po urodzeniu piątki dzieci można być, w zakresie pielęgnacji noworodka, głupszym niż przed urodzeniem pierwszego. Wszak wiedza jest skuteczne wypierana przez głupotę. Im dłuższa ekspozycja tym silniejszy proces.
Wyraziłem też głośno zdziwienie jak można mieć zerową wiedzę na temat małych dzieci mając w domu dwa maluchy. Zwłaszcza jeśli ma się w rodzinie położną po szkole - rodzoną siostrę w dodatku.

 Matka zareagowała krzykami i pretensjami. Stwierdziłem krótko, że to nie targ, a ona nie handluje jajkami więc krzyki są zupełnie zbędne. Zabrała dziecko, ciapnęła drzwiami i tyle ją było widać.
4.08.2012
 Odezwała się do mnie jedna z pacjentek leczona jeszcze przez śp. ciotkę. Wyglądała na zdrową i niewymagającą znachorskiej pomocy.

 Okazało się, że pomocy wymaga jej brat, który zmaga się z przewlekłą chorobą nerek. Braciszek początkowo leczył się ochoczo u doktorów, przyjmował przepisane przez nich tabletusie i pilnował diety. Niestety w pewnym momencie coś mu się tam w głowie poprzestawiało - być może za sprawą nowej, młodszej żony. Przestał przyjmować tabletki, dieta poszła w kąt, podobnie zresztą jak doktory.
Finał hulanek i swawoli Pana Brata jest dość przygnębiający - stoi nad nim wizja dializoterapii. Założyli mu już specjalny cewnik i przyuczają o co w tym wszystkim chodzi. Domyśliłem się, że młoda żona nie jest tym faktem szczególnie zachwycona. O rozwodzie mowy nie było. Jeszcze;]

 Siostra rzeczonego Pana zapytała czy nie da się czegoś w tej sprawie zrobić. Liczyła chyba, że wyciągnę różdżkę zza pazuchy, machnę nią i z nieba spadnie pudełko z dwiema nowiuśkimi nerkami.
Rzekłem, że w tej chwili nie da się już raczej za wiele zrobić. Gdyby pojawił się wcześniej być może udałoby się różnymi guślarskimi sposobami spowolnić postęp choroby.
Mój wywód podsumowałem stwierdzeniem, że na głupotę lekarstwa nie ma. Zarówno akademicka medycyna jak i znachorstwo z szarlatanerią są w tej materii bezsilne.


***
 Pacjentka odezwała się ponownie po jakimś tygodniu. Z jej relacji wynika, że brat znalazł sobie jakiegoś uzdrowiciela, który odsunie od niego widmo dializ. Szpec znaleziony w internecie, swoje wielorakie talenta reklamuje na fikuśnej stronie www. Wlazłem aż z ciekawości zobaczyć. Takiej koncentracji kiczu i rozbuchanego ego jeszcze me biedne oczy nie widziały.

 Polski ezobiznes napawa mnie odrazą. Taką falę kiczu, nijakości i jarmarczności są w stanie wytrzymać tylko nieliczni. Bójcie się! Będzie jeszcze gorzej. 
Porządni przedstawiciele ezobiznesu z tego co widzę mają na całą armię cudaków i oszustów wyjebane. Wszak profesjonalizm broni się sam. Poza tym jak mawia mój znajomy "tatałajstwa jest zbyt dużo, żeby się nim przejmować".

Swego czasu moją opinię na temat ezobiznesu wygłosiłem na jednym z for internetowych. Znajomy (również trollujący na owym, nieistniejącym już, forum) rzekł, że po lekturze "po prostu jaja urywa". Administracji widać też urwało skoro mnie zbanowali.

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl