7.17.2013
 Wydarzenia ostatnich dni (głównie dyskusje toczące się na różnej maści forach ezoterycznych, ale nie tylko) zainspirowały mnie do napisania paru słów o ziołach i ich rozmaitym zastosowaniu.

 Zacznę od małego dementi - czasami można przeczytać o rzekomej ogromnej wiedzy szeptuch na temat leczniczego zastosowania ziół, są nawet książki, które rzekomo zawierają ową mądrość. W rzeczywistości ich zasób wiadomości w tym temacie nie odbiega od tego co wiedział przecięty mieszkaniec wsi. Oczywiście z punktu widzenia początkującego ich wiedza na temat fitoterapii może uchodzić za ogromną, ale wystarczy porozmawiać z ludowym zielarzem (kilku ich jeszcze zostało), żeby naocznie się przekonać, jak się sprawy mają.

 Szeptuchy stosują zioła przede wszystkim ze względu na ich magiczne działanie. O tym dlaczego zioła działają tak, a nie inaczej można by było napisać mały esej. W dużym skrócie magiczne działanie danego zioła jest pochodną jego działania leczniczego i tego jakie substancje czynne zawiera.  Dla przykładu: szałwia działa przeciwzapalnie i hamuje wzrost drobnoustrojów, a pod względem magicznym jest uznawana za doskonałe zioło oczyszczające.

 W internecie można znaleźć tabuny ludzi piszących o fitoterapii i proponujących kuracje ziołowe na rozmaite choroby świata tego. Część z nich zna się na tym zagadnieniu, inni udają jedynie mądrych i opowiadają takie farmazony, że witki opadają.

 Zdumiewające jest np. to, że nadal są osoby twierdzące, że zioła zastosowane w odpowiedni sposób w ogóle nie mają żadnych skutków ubocznych (zwanych dzisiaj ładnie działaniami niepożądanymi). Dziwi mnie to, że muszę prostować takie farmazony, zwłaszcza, że masa stron internetowych krzyczy o tym na prawo i lewo.

 Doskonałym przykładem na to, że stosowanie ziół może się źle skończyć jest historia glikozydów naparstnicy.
Glikozydy te stosowane są, bardzo ogólnie mówiąc, w leczeniu niektórych zaburzeń rytmu oraz niewydolności serca. Stosowane są od ponad 200 lat - początkowo używano rozmaitych przetworów z naparstnicy purpurowej i wełnistej, obecnie mamy czyste glikozydy w postaci tabletek i roztworu do wstrzykiwań. O tym jak bardzo mogą być niebezpieczne powinien świadczyć fakt, że w świetle obecnych przepisów glikozydy naparstnicy nie zostałyby prawdopodobnie zarejestrowane ze względu na to jakie działania niepożądane mogą wywoływać. Jednym ze skutków ubocznych stosowania naparstnicy może być zgon spowodowany migotaniem komór (glikozydy powodują dodatkowe pobudzenia komorowe).

 Równie ciekawy jest casus rośliny o łacińskiej nazwie Aristolochia fangchi. Należy ona do rodzaju Aristolochia, który po polsku zwany jest kokornakiem. Cała historia rozpoczęła się bodajże w roku 1990, w jednej z belgijskich klinik odchudzających. Zastosowano tam u pewnej grupy pacjentek mieszankę ziół chińskich, które miały wspomagać utratę masy ciała. Po jakimś czasie okazało się, że u części kobiet przyjmujących cudowne pigułki wystąpiło zwłóknienie śródmiąższowe nerek i konieczne okazało się leczenie dializami. Okazało się, że wszystkiemu winna jest właśnie Aristolochia. Powstała nawet nowa jednostka chorobowa nazywana nefropatią ziół chińskich. Potem wyodrębniono konkretny związek chemiczny odpowiedzialny za uszkodzenie nerek (kwas arystolochowy) i zmieniono nazwę choroby na nefropatią arystolochową. Okazało się, że inna roślina z rodzaju Aristolochia - Aristolochia clematitis odpowiada za uszkodzenia nerek i częstsze występowanie nowotworów układu moczowego u ludności zamieszkującej wioski położone wzdłuż dopływów Dunaju. Hipotezę, w myśl której chorobę tę, nazywaną nefropatią bałkańską, powoduje kokornak powojnikowy wysunięto już na przełomie lat 60tych i 70tych. Potem winowajcą miały być toksyny produkowane przez grzyby. Po wykonaniu stosownych badań okazało się, że najbardziej prawdopodobną przyczyną jest kwas arystolochowy. Jego źródłem jest wspomniany wyżej kokornak, który rośnie tam jako chwast wśród upraw pszenicy.

 Zdziwienie i podejrzenie, że piszący nie wie o czym pisze budzą u mnie stwierdzenia typu: "zioło X jest najlepsze na bóle brzucha/bóle głowy/...". Jeden z dyskutantów stwierdził nawet, że dobry na ból brzucha jest piołun, w dodatku "nie jest szkodliwy chyba że w nadmiarze".
Przyczyn bólu brzucha jest pierdyliard i trochę - począwszy od choroby wrzodowej żołądka, przez całą masę chorób jelit, kamicę żółciową, choroby nerek, na zawale kończąc. W dodatku piołun jest przeciwwskazany w ostrych stanach nieżytowych błon śluzowych żołądka i jelit czy chorobie wrzodowej. Można o tym przeczytać w porządnych książkach dotyczących ziołolecznictwa - trzeba oczywiście do nich zajrzeć albo umiejętnie użyć Google.

 Mógłbym jeszcze omówić kilka innych zagadnień związanych z fitoterapią; starczyłoby ich na założenie oddzielnego bloga poświęconego tylko tej tematyce. Tematem rzeką są np. cudowne kuracje ziołowe powodujące trwałe wyleczenie takich chorób jak toczeń, cukrzyca typu 1. Mają być one skuteczne w każdym przypadku i nie powodować .żadnych skutków ubocznych. Być może wrócę do tej kwestii, gdy znowu najdzie mnie ochota na napisanie kolejnego tasiemca o ziołach.

Dziękuję Knustowi za duchowe wsparcie w trakcie pisania i bardzo trafne edytorskie uwagi.

3 komentarze:

  1. Zadziwiające. Wartościowy wpis a komentarzy zero.

    OdpowiedzUsuń
  2. Utratę masy ciała, panie dochtorze :D
    Bo co? Zastosowanie kokornaku miałoby powodować, że kobitkom z łazienek i kuchni zaczynały znikać wagi? :P

    A brak komentarzy właśnie dlatego, że wartościowy. NIe ma czego się czepić, chyba że tak żartobliwie-upierdliwie, jak ja to niniejszym czynię:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Poprawiłem już :P
    To pewnie wina późnej pory, o której mnie wena najszła (swoją drogą Knust też nie zauważył:D).

    A sam kokornak w tej mieszance znalazł się przypadkiem - pierwotnie miało tam być co innego, ale doszło do podmianki.

    Co do znikania wag - znam dializowanych, którzy pozbyli się z domu wag, bo nie mogli na nie patrzeć albo uważali, że zawalają tylko miejsce.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl