4.26.2014
 Przyszła pora na zamknięcie na blogu wątku wspomnień. Opisałem już swoje przygody w paganświatku i na forach ezoterycznych. Ostatnim elementem układanki są moje wspomnienia związane z byciem czarownikiem od jedenastu lat.

 Z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że muszę podziękować losowi za to, że zaczynałem edukację nie mając dostępu do Internetu :> Dzięki temu nie zostałem skażony całą tą gimbaziarską magią, która wtedy dopiero się rodziła, a dzisiaj króluje na wielu forach piorąc młodym ludziom mózgi.

 Moja pierwsza nauczycielka była bardziej niż wymagająca. Nic dziwnego, bo materiału do nauczenia się było sporo, a umiejętności praktycznych do zdobycia jeszcze więcej. Zaczynałem od najprostszych tekstów i wykonywania różnych czynności manualnych, które początkowo wydawały się mało magiczne. W momencie, gdy poznałem już podstawy i potrafiłem poradzić sobie w rytuale przyszła kolej na naukę konkretów. Zaczęła się ona od zgłębienia wszystkich ludowych chorób i sposobów ich diagnostyki. Trenowałem to na osobach, które odwiedzały moją mentorkę w celach uzyskania pomocy. Po opanowaniu diagnostyki przyszła pora na poznanie sposobów leczenia - wymagało to pamięciowego opanowania sporych ilości tekstu (fragmenty z Biblii - w tym wszystkie Psalmy, lista Świętych z przyporządkowaniem chorób, na które mieli pomagać, lista remediów, modlitwy do Świętych, ludowe teksty itd). W międzyczasie kompletowałem magiczne narzędzia. Po kilku latach codziennej praktyki uzyskałem względną niezależność i mogłem zacząć praktykować w miarę samodzielnie.

 Zmiana miejsca zamieszkania dała mi możliwość do poszerzenia własnego warsztatu i zdobycia nowych umiejętności. Na szczęście znałem już podstawy, więc było łatwiej i szybciej (odpadła mi m.in. nauka Psalmów ;) ).Miałem okazję uczyć się od różnych osób - znanych i nieznanych. O niektórych z nich jest i było głośno, można było je nawet zobaczyć w telewizji (także zagranicznej). Inne były znane jedynie w swoich społecznościach, bo unikały rozgłosu. Kilka osób już nie żyje, ale na szczęście udało się im przekazać swoją wiedzę dalej.

 Ten etap zainspirował mnie do poszukiwań poza granicami naszego kraju - głównie na wschodzie i południu. Naturalnym kierunkiem wydawały mi się wtedy Bałkany i nasi wschodni sąsiedzi (głównie Rosja, choć wersja ukraińska też wchodziła w grę). Dość szybko udało mi się poznać osoby, które chętnie podzieliły się tym co umieją.

 Jak widać tego typu trening znacznie różni się od tego co propaguje chociażby współczesna ezoteryka. Daje się zauważyć wysyp różnej maści weekendowych warsztatów - wiele z nich nie uczy w zasadzie niczego, wyciąga jedynie kasę od kursantów. Taki model nauczania jest obecnie coraz bardziej krytykowany - baty zbierają między innymi ci nauczyciele Reiki, którzy nie patrząc na doświadczenie swoich uczniów produkują masterów niczym wprawna fabryka. Na szczęście są też nurty, w których trening oparty na odpowiedniej ilości praktyki nadal jest podstawą rozwoju.

1 komentarz:

  1. tylko trzeba podziwiać samozaparcie i wytrwałość,bo młode wilki teraz chcą wszystko odrazu,szybko,przy minimum swojej pracy i zaangażowania

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl