8.26.2014
 Postanowiłem oderwać się na chwilę od fascynujących dyskusji czarowniczych uskutecznianych w necie (ludzie zastanawiają się czy sztylet może być drewniany i czy włóczka nylonowo-poliestrowa to dobry materiał na rytualny obrus) i napisać jakiś tekst na bloga.

 Na temat talentu w ludowym czarownictwie pisałem już w kilku miejscach sieci (m.in. tutaj). Przyszła pora, żeby zebrać to wszystko do kupy, uzupełnić  i przedstawić temat bardziej całościowo.

 W niektórych kręgach modna jest teoria o tzw. "krwi czarownic". Jej zwolennicy twierdzą, że czarownice (czy w ogóle osoby parające się magią) posiadają domieszkę krwi jakichś mitycznych istot (wszystko jedno czy mają to być germańskie alfy, anioły czy np. irlandzkie sidhe). Takie podejście jest być może fajne, ale łatwo to wypaczyć i zostać otherkinem albo popaść w przekonanie o samozajebistości własnej. Całkiem nieźle sprawdza się to jako pewna metafora - jeżeli ktoś posiada ową "krew czarownic" (jakkolwiek pojmowaną) poradzi sobie na tej ścieżce bez większego problemu i będzie osiągał wymierne efekty.

 Echa przekonania o tym, że czarownice posiadają wyjątkową krew można znaleźć także w czarownictwie ludowym. Jedna z babek twierdziła, że ma bardzo silną krew, która jest w stanie zwalczyć niemalże każdą chorobę. Trzeba przyznać, że była bardzo skuteczna w tym co robiła i osoby przychodzące do niej po pomoc na ogół wychodziły zadowolone. Idea wyjątkowej krwi całkiem nieźle komponuje się z mitem tłumaczącym skąd w ogóle wzięło się guślarstwo. Zgodnie z ludowymi opowieściami pewnego razu Bóg (w niektórych wersjach zamiast Boga występują różni Święci) wezwał do siebie tzw. "ludowych doktorów" obdarzył ich mocą i przekazał teksty guseł, aby mogli leczyć innych ludzi. Mit ten tłumaczy też ideę przekazywania wiedzy w taki, a nie inny sposób, który jest praktykowany po dziś dzień.

 Z talentem nierozerwalnie związana jest tematyka mocy. Ciężko jednoznacznie wytłumaczyć czym owa "moc" jest. Na pewno nie można jej łączyć z ezoterycznym pojęciem energii, która ma być czymś niemal namacalnym niczym prąd w gniazdku. Ujmując temat bardzo ogólnie można powiedzieć, że "moc" to zdolność do czynienia magii. Jest komponentą wrodzoną, można ją także powiększać przez odpowiednie działania. Im wcześniej ktoś zaczyna tym lepiej - w starszym wieku potrzeba większego wysiłku, aby osiągnąć zamierzony poziom "mocy". W kwestii "mocy" nie ma demokracji - jednym natura dała jej dużo, innym mniej, a jeszcze innym wcale.

 Oczywiście to, że ktoś ma dużo mocy i talent nie oznacza, że sprawdzi się w ludowym czarownictwie. Gusła obfitują w symbolikę i są osadzone w konkretnej konwencji. Niektóre osoby będą miały olbrzymi problem, żeby się w tej konwencji odnaleźć i mimo prób odprawiania rytuałów nie będą w stanie uruchomić tego czegoś wewnątrz siebie. To kwestia gustu - przedstawienie operowe, które jedna osoba uzna za poruszające do głębi, inna może uznać za nudne. Dla wielu osób odwołania do chrześcijańskich Świętych są odpychające, nawet jeśli uznają, że są to dawni pogańscy bogowie przebrani w chrześcijańskie ciuszki. Niechęć do konkretnej konwencji sprawia, że osoby utalentowane, z dużym doświadczeniem w innych ścieżkach (np. magii ceremonialnej) nie radzą sobie z magią ludową czy czarownictwem jako takim.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl