1.14.2015
 Zainspirowany dyskusjami w różnych miejscach sieci postanowiłem popełnić artykuł na temat czarownictwa praktykowanego na terenie Włoch. Być może powstaną kolejne części - planuję jeszcze tekst na temat praktyk bałkańskich, ale czy w ogóle się on pojawi i kiedy ciężko mi powiedzieć.

 Opisując włoskie czarownictwo nie można nie wspomnieć o książkach Charlesa Lelanda. Wszystko zaczęło się w 1886 roku - Leland poznaje wtedy włoską wiedźmę i wróżkę Maddalenę. Zdaniem przyjaciółki Lelanda, Romy Lister włoska czarownica miała w rzeczywistości na imię Margherita. Podobne wątpliwości dotyczą jej nazwiska, bo w literaturze można spotkać dwie wersje: Talenti (tak podpisała jeden ze swoich listów do Lelanda) oraz Taluti (wersja zaprezentowana przez Ravena Grimassiego).
Zgodnie z tym co twierdził Leland, Maddalena pochodziła z miejscowości Rocca Casciano leżącej w rejonie Emilia-Romania (północne Włochy, nad Morzem Adriatyckim) i zajmowała się wróżeniem oraz sprzedażą amuletów. Wiedzę na temat włoskiego czarownictwa miały jej przekazać ciotki oraz macocha.

 W 1886 roku Leland prosi Maddalenę, aby odnalazła tekst, który miał zawierać ewangelię włoskich czarownic. Pierwszego stycznia 1897 roku (czyli 11 lat później) otrzymał pocztą egzemplarz dzieła pod tytułem "Vangelo" napisanego ręką Maddaleny. Na podstawie tego materiału pisze swoje najsłynniejsze dzieło - "Aradię, ewangelię czarownic". "Aradia..." opisuje kult bogini Aradii, córki Diany i Lucyfera. Dzieło ma piętnaście rozdziałów, pierwsze dziesięć bazuje na Maddalenowym "Vangelo", zawiera także dodatki i uwagi będące dziełem :Lelanda. Najprawdopodobniej tekst spisano w jakimś dialekcie i dopiero potem przetłumaczono na włoski.

 Publikacja Aradii wywołała liczne kontrowersje dotyczące rzeczywistego pochodzenia i autentyczności tekstu, na którym opierał się Leland. Obok przekonania, że tekst jest autentyczny pojawiły się też podejrzenia, że tekst został spreparowany przez Maddalenę, Lelanda albo, że zrobili to oboje współpracując ze sobą. Jednym ze sceptyków jest m.in. prof Ronald Hutton, który twierdzi, że cały tekst "Aradii..." stworzył Leland, a Maddalena nigdy nie istniała.

  Sporo problemów budzi już samo imię głównej bohaterki ewangelii włoskich czarownic. Wiadomo, że imię Aradia nie występuje ani w greckiej, ani w rzymskiej literaturze - pojawia się dopiero u Lelanda. Wyjaśnień skąd właściwie to imię się wzięło jest co najmniej kilka:

 - imię bogini miało brzmieć w rzeczywistości Aradea i pochodzić od słów "ara" (ołtarz) i "dea" (bogini),
 - inna wersja, również z Aradeą, wywodzi prefiks Ara- od słowa aratrum, czyli pług,
 - Aradia ma pochodzić od etruskiego imienia Areatha lub Arathia i oznaczać oświeconą,
 - Hutton uważa, że Aradia to Lelandowska wersja imienia Herodiada, która we Włoszech znana była jako Erodiade. Od tego imienia miały pochodzić istoty znane we włoskim folklorze: Redodesa, Redodeia czy Aredodesa. Stąd już blisko do Lelandowskiej Aradii.

 Zdaniem prof. Sabiny Magliocco Aradię należy powiązać ze średniowiecznymi mitami dotyczącymi Diany i Herodiady. Ten koncept nie jest nowy, wspominał o nim już sam Leland.

 Połączenie Diany z Herodiadą ma bardzo stary rodowód - obie te postacie połączono już w Canon Episcopii. Można w nim znaleźć ostrzeżenie przed wierzeniami kobiet, które uważają, że nocą ich dusze podróżują na grzbietach zwierząt na duże odległości i tańczą. Skojarzenie Diany z Herodiadą wynika najprawdopodobniej z faktu, że obie te postacie wiązano z nocnym lotem, księżycem i seksualnym wyzwoleniem. Z czasem legenda o Dianie i Herodiadzie rozprzestrzeniła się po różnych rejonach Europy, wchłaniając z czasem elementy innych legend. Ostrzeżenia, podobne do tego sformułowanego w Canon Episcopi, było później powtarzane przez rozmaitych kościelnych hierarchów.

 Mniej więcej w XII wieku w różnych rejonach Włoch (m.in. na Sardynii) zaczęto notować legendy o duchowych istotach nazywanych fatae (wróżki), bonae res lub dominae nocturnae. Ich przywódczynią miała być Diana.lub Herodiana (imię będące zlepkiem Diany i Herodiady). Istoty te wchodziły nocą do domów, przynosząc mieszkańcom szczęście, dobrobyt i płodność. Wynagradzały one pracowitych i zaradnych gospodarzy, jednocześnie karząc leniwych. Obok dobrych wróżek w folklorze można znaleźć opisy tzw. złych wiedźm, które piły krew albo zjadały i gotowały ciała swoich ofiar. Następnie przywracały im pozory życia, co kończyło się dla ofiar ciężką chorobą i śmiercią.

 W niektórych rejonach Włoch oba typy istot zachowały swoją odrębność. Dobrym przykładem jest folklor Sardynii, gdzie obok złych pijących krew czarownic zwanych cogas, występowały także dobre istoty (janas, belle signore) wynagradzające pracowitych gospodarzy. Wierzenia te przetrwały aż do XIX wieku.

 Opisane wyżej wierzenia pochodzące z Sardynii (podobne notowano także na Sycylii) to raczej wyjątek od reguły, bo z czasem koncept dusz podążających za Herodiadą zaczął być demonizowany. W XIV wieku, przy okazji procesów czarownic, pojawiają się opowieści o tym, że Herodiada wiedzie kobiety na satanistyczny sabat. W czasie owych sabatów pito krew, tańczono, przepowiadano przyszłość, dopuszczano się kanibalizmu i wyuzdanych aktów seksualnych. W czasie innego procesu, który odbył się już w wieku XVI, torturowana kobieta opowiadała o zorganizowanych grupach czarownic, na czele których stała królowa - Befania. Zdaniem jednego z badaczy Befanię należy połączyć z Herodiadą, bo w jednym z rejonów Włoch królową czarownic nazywano Redodea/Redosa (ma to być zniekształcone imię Erodiady). Centralnym punktem zeznań jest jednak diabeł nazywany Mauometto, czyli Mohamed. Był to wyraz lęku przed muzułmanami.

 Klasyczna idea Diany połączyła się w późniejszym okresie z legendami o Herodiadzie. Następnym etapem było skojarzenie tych opowieści z sabatami czarownic i diabłem. Niewykluczone, że materiał przekazany Lelandowi przez Maddalenę zawiera właśnie elementy tej ludowej legendy, która ewoluowała przez wieki. Hipoteza ta, prezentowana przez prof. Magliocco stawia jednak pod znakiem zapytania przekonanie Lelanda, że odkrył oryginalny materiał o etruskim pochodzeniu.

 (dziękuję Jackowi i Mirosławowi za pomoc w tłumaczeniu bardziej problematycznych fragmentów)


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl