2.24.2015
 Zawsze wydawało mi się, że przekonanie, że wicca jest religią neolityczną to szczyt tego co mogą wymyślić ludzie. O tym, że takie przekonanie jest błędne można się przekonać w bardzo prosty sposób - wystarczy poczytać Rosjan.

 Przeszukując odmęty jednej z grup dyskusyjnych dowiedziałem się, że bardzo ciekawych rzeczy - powiedziałbym, że wręcz przełomowych, które na zawsze zmieniły moje życie.

 Wszystko zaczęło się od tego, że pewien user podzielił się z resztą siedzących na grupie swoimi tajnymi wiccańskimi zaklęciami. Ich teksty były rzeczywiście ciekawe, bo spora część z nich kończyła się zdaniem "wo imia Otca i Syna i Swiataho Ducha. Amiń". Ktoś przytomnie stwierdził, że z wicca niewiele ma to raczej wspólnego, bo są to raczej ludowe zaklęcia używane przez tzw. babki na wsi. Właściciel tajemnych wiccańskich zaklęć odpowiadając na zarzuty stwierdził, że magia ludowa to nic innego jak czarostwo, czyli wicca. Ktoś inny napisał sarkastycznie, że Gerald Gardner był Rosjaninem (bo żaden Anglik nie może się przecież nazywać Dżerald), a wikipedia kłamie, bo piszą ją Amerykanie, którzy mają kłamstwo we krwi. Autor tematu nie dał się niestety nabrać na tą prowokację i stwierdził, że babki wiejskie mają kontakt z tymi samymi bóstwami co wiccanie - po prostu potem zostali oni przerobieni na chrześcijańskich Świętych. W związku z tym można je uznać za wiccanki.

 W dalszych etapach dyskusji autor stwierdził, że babki wiejskie też mają swoje Knigi Tieniej, co więcej wszystkie znają te same rytuały, które są utrzymywane w tajemnicy. Na szczęście Pani Jakaś Tam opublikowała je w książce i dzięki temu każdy może mieć teraz do nich dostęp.

 Z ciekawości postanowiliśmy z rosyjskimi znajomymi przewalić nasze zapiski i sprawdzić na ile nasze rytuały są do siebie podobne. Identycznych nie udało nam się znaleźć (odrzuciliśmy te, którymi wymienialiśmy się w ramach magicznej współpracy), było kilka podobnych i pewna grupa tekstów, które łączy wspólny, ogólny schemat. Pojawiają się też podobne symbole, ale o jakimś rdzeniu składającym się z identycznych materiałów raczej nie może być mowy.

 Tak swoją drogą, a propos tej całej dyskusji zacząłem się zastanawiać co by było, gdyby babka wiejska (ot chociażby ta z Rutki) przeczytała np. książkę Farrarów. Podejrzewam, że mogłaby przerobić zawarte tam rytuały na własną modłę - to i owo by wyrzuciła (bo nie pasuje), inne elementy przerobiła i dodała sporo od siebie. Efektem byłoby coś, w czym żaden wiccanin (włącznie z Farrarami) nie poznałby oryginalnego tekstu, z którego to powstało.

 Przerabianie tekstów pochodzących z różnych źródeł to w tym środowisku norma. Oczywiście obok tworzonych przez różne osoby przeróbek istnieją także starsze teksty, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Na ogół jesteśmy w stanie stwierdzić co jest starsze, a co jest nowszą przeróbką, ale na dobrą sprawę nie ma to aż takiego znaczenia. Najważniejsze jest to, że te teksty działają i to ich skuteczność przede wszystkim się liczy.
2.19.2015
 Ciąg dalszy cyklu o zaburzeniach psychicznych i magii/ezoteryce/pogaństwie.

ALKOHOLIZM 

Zgodnie z raportem WHO statystyczny Polak (mowa o populacji 15+) spożywa rocznie   12,5 litra czystego alkoholu etylowego. Co prawda do lidera rankingu (jest nim Białoruś - 17,5 litra) trochę nam brakuje, ale faktem jest, że pijemy dużo.

 Najwięcej kontrowersji i pytań dotyczy tych pogańskich ścieżek czy systemów magicznych, gdzie spożywanie większych lub mniejszych ilości alkoholu jest elementem praktyki. Na forach wiccańskich, na ten przykład, można znaleźć pytania o to czy alkoholik może być wiccaninem, skoro w czasie rytuałów pije się alkohol. Na ogół pada odpowiedź, że to żaden problem, bo obok kielicha z winem można dostawić jeszcze jeden z napojem bezalkoholowym.

 Takie rozwiązanie wydaje się proste, ale sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana i możliwe są różne scenariusze.

 W Polsce leczenie alkoholizmu najczęściej opiera się na przekonaniu, że jedyną skuteczną metodą jest zachowanie pełnej abstynencji. Wynika to m.in. z teorii Jelinka, w myśl której alkoholizm jest chorobą nieuleczalną, potencjalnie śmiertelną i ze skłonnością do nawrotów. Niektórzy terapeuci radzą swoim pacjentom unikanie wszelkich okazji do wypicia alkoholu - znam nawet opowieści o tym, że zakazuje się picia napojów w puszkach, bo może to dawać skojarzenia z piciem piwa i stymulować powrót do nałogu. Dochodzi do tego przekonanie, że wypicie nawet łyka piwa czy wina spowoduje utratę kontroli nad piciem i kilkudniowy alkoholowy ciąg. Dla osoby prowadzonej w taki sposób rytuał, gdzie pojawia się wino będzie nie do przyjęcia - jedynym wyjściem jest sytuacja, w której wina nie będzie w ogóle i wszyscy będą pili sok.

 Oprócz strategii pełnej abstynencji obecnie coraz większą popularność zyskuje strategia redukcji szkód. Polega ona na tym, że w przebiegu terapii nie dąży się do zupełnego odstawienia używki - terapeuta i pacjent skupiają się na tym, żeby znacznie zredukować ilość wypijanego alkoholu, bo ma to redukować szkody zdrowotne, psychologiczne i społeczne picia. Osoba po takiej terapii w czasie rytuału zapewne wypije łyk, ewentualnie jedną czy dwie lampki wina.

 Sytuacja nie ogranicza się oczywiście jedynie do wicca - np. w rytuałach asatryjskich pojawia się miód pitny, także będący alkoholem.

 Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z alkoholikiem, który odmawia jakiegokolwiek leczenia i pije dużo. W przebiegu uzależnienia od alkoholu mogą pojawić się różne objawy - w tym także halucynacje i urojenia (tzw. halucynoza alkoholowa). Taka osoba powinna sobie dać spokój z magiczno-ezoterycznymi zainteresowaniami. W przypadku praktyk grupowych nie należy także zapominać o tym, jaki wpływ może mieć na grupę i to co się w niej dzieje pijący alkoholik.


DEPRESJA

 generalnie nie widzę przeciwwskazań, aby osoba, która ma depresję zajmowała się magią czy ezoteryką. Znam kilka osób, których przygoda z magią zaczęła się właśnie przez depresję, bo szukały innych metod pomocy sobie niż leki czy psychoterapia. Każdej z tych osób magia pomogła (oprócz oczywiście tradycyjnego leczenia) w walce z tym zaburzeniem.

 Problemem może okazać się obniżenie nastroju - nie sprzyja to regularnej praktyce magicznej, czy uczestnictwu w rytuałach grupowych, bo ciężko odprawić rytuał w sytuacji, gdy ktoś nie ma siły wstać z łóżka, umyć się, czy zrobić sobie coś do jedzenia. Z drugiej strony konieczność odprawienia rytuału czy udania się gdzieś na ryt grupowy może przyczynić się do aktywizacji pacjenta, co jest bardzo ważne w procesie leczenia. Na pewno trzeba się liczyć z tym, że w czasie epizodu depresji osoba może opuszczać spotkania, czy rytuały.

 Problematyczne może być także osłabienie percepcji, występujące u części osób cierpiących na depresje. Jedna z osób twierdziła np. że w czasie czynnego epizodu depresyjnego słabiej odczuwa efekty swojej magicznej praktyki. Inni twierdzą, że takiej korelacji nie ma - zapewne jest to kwestia osobnicza.

 Należy też pamiętać, że w przebiegu ciężkiej depresji mogą się pojawić urojenia - na ogół mają one postać urojeń winy i kary (przekonanie, że jest się grzesznikiem zasługującym na wieczne potępienie), urojeń bankructwa, czy urojeń hipochondrycznych (przeświadczenie, że cierpi się na ciężką, nieuleczalną chorobę). Mogą także pojawić się myśli i tendencje samobójcze. W przypadku takich osób zachowałbym daleko idącą ostrożność.

ZABURZENIA OBSESYJNO-KOMPULSYWNE

 zaburzenie to znane jest także jako nerwica natręctw. Dla niezorientowanych w temacie - zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (OCD) charakteryzują się występowaniem obsesji i kompulsji:

  • obsesje to natrętne myśli, wyobrażenia, czy idee, które są odbierane jako przykre. Dotyczą one najczęściej religii, seksu, agresji i zachowania czystości. Pacjent zdaje sobie sprawę z ich niedorzeczności, a mimo to nie potrafi się ich pozbyć. Przykładem mogą być natrętne myśli dotyczące tego, czy dom został zamknięty, czy nie obraziło się bóstwa w jakiś sposób, myśli o tym, że dotknięcie tego, czy innego przedmiotu spowoduje nieczystość. Mogą mieć one charakter agresywny - myśli o zrobieniu krzywdy najbliższym.
  • kompulsje, czyli niechciane, bezsensowne i natrętne czynności lub rytuały, które pacjent wykonuje aby rozładować swój lęk. Często współgrają one z obsesjami - np. pacjentowi wydaje się, że jest brudny, więc często myje ręce w pewien konkretny sposób (np. trzy raz namydla dłonie, a potem dwa razy spłukuje je wodą), żeby być czystym. Często bywa tak, że jeśli pacjent nie jest pewien czy wykonał czynność tak jak trzeba zaczyna jej wykonywanie od początku, bo jest przekonany, że tylko takie konkretne mycie rąk uchroni go przed chorobą lub śmiercią.
 Największy problem mają osoby, u których obsesje i kompulsje mają duże nasilenie - zaburzenie może być tak nasilone, że większość myśli jakie ma człowiek w ciągu dnia to obsesje, a większość czynności, które wykonuje to kompulsje. Prawdę mówiąc ciężko mi sobie wyobrazić, żeby osoba z nasilonymi obsesjami/kompulsjami była w stanie odprawić rytuał magiczny - obsesje i kompulsje będą to znacznie utrudniać. Ciężko będzie takiej osobie skupic się na działaniu magicznym, skoro co rusz pojawiają się w głowie myśli obsesyjne. Kompulsje też nie ułatwiają tu sprawy - może się okazać, że taka osoba przez dłuższy czas będzie układała narzędzia czy ustawiała świecę, a wykonanie jakiejś czynności niezgodnie z przyjętym rytuałem kompulsji może spowodować przerwanie rytuału i rozpoczęcie go od nowa.

 Zupełnie inna sytuacja dotyczy osób, u których nasilenie obsesji i kompulsji jest o wiele mniejsze - jeżeli panują one nad objawami i nie przeszkadzają im one w praktyce, to nie widzę przeciwwskazań.


2.18.2015
Po fejsbukowej dyskusji spadło na mnie zadanie napisania czegoś w temacie "magia i pogaństwo, a zaburzenia psychiczne". Tekst będzie długi, chwilami nudny, bo skoro już biorę ten temat na warsztat to przy okazji opiszę problem nieco szerzej.

 Zacznę od kwestii związanych z nazewnictwem - obecnie w psychiatrii w zasadzie nie używamy pojęcia "choroba psychiczna", bo uważane jest ono za przestarzałe. Termin ten zaczął robić karierę w wieku XIX (wcześniej mówiło się o obłąkaniu lub obłędzie) za sprawą francuskiego psychiatry Antoine'a Laurenta Bayle'a. W swoich pracach zajmował się on m.in. tematem różnych zaburzeń psychicznych stwierdzanych u chorych na kiłę - wykazał on, że objawy ze strony psychiki są wynikiem uszkodzenia mózgu. Płynął z tego jasny i klarowny wniosek, że zaburzenia psychiczne są chorobą. Pogląd, że przyczyną zaburzeń psychicznych jest uszkodzenie mózgu zaczął robić coraz większą karierę, a termin "choroba psychiczna" na stałe wszedł do psychiatrycznego słownika.

 W wieku XX sprawa dość mocno się skomplikowała - okazało się, że "choroby psychiczne" to nieco inna bajka niż typowe choroby somatyczne takie jak np. grypa. Rozpisywano się o tym, że różne "choroby psychiczne" mogą mieć rozmaite przyczyny, czasami ciężko jest wskazać, która z nich gra pierwsze skrzypce. Potem na scenę weszła antypsychiatria, pojawiły się nowoczesne metody diagnostyczne (głównie obrazowe - różne odmiany rezonansu magnetycznego itp) i powstał pewien burdel, który należało jakoś uporządkować. Problem rozwiązano odchodząc od pojęcia "choroby psychicznej' i wprowadzając termin "zaburzenie psychiczne". Pojawiły się też klasyfikacje tych zaburzeń - amerykańska (zwana DSM - obecnie mamy już piąte wydanie) oraz ICD-10, która powstała pod egidą WHO.

 W Polsce obowiązuje klasyfikacja ICD-10, gdzie w ogóle coś takiego jak "choroba psychiczna" nie istnieje - mamy zaburzenia psychiczne pogrupowane w odpowiedni sposób. Niemniej jednak określenie "choroba psychiczna" jest na tyle ugruntowane w społeczeństwie, że pojawia się ono nagminnie w różnych artykułach internetowych. Termin ten funkcjonuje także w polskim prawie, które co prawda używa określenia "choroba psychiczna", ale jednocześnie nie tłumaczy go w jasny i konkretny sposób. Wywołuje to różne, czasami dziwne, czasami śmieszne, sytuacje na styku psychiatra - prawnik.

SCHIZOFRENIA 

na jej temat sporo się pisze, a ilość informacji prawdziwych dorównuje ilości głupot i banialuków. Na ogół schizofrenię kojarzy się z omamami, urojeniami oraz opowieściami o tym jak to ten czy tamten zabił kogoś siekierą, bo głosy mu kazały. Mit o tym, że schizofrenicy są niebezpieczni dla innych jest w społeczeństwie bardzo silny - tymczasem większość chorych nie jest niebezpieczna ani dla siebie, ani dla społeczeństwa. Badania pokazują, że odsetek agresji i przestępstw nie odbiega od tego w populacji ogólnej.

 W przypadku schizofrenii mówimy o tzw. objawach pozytywnych i negatywnych.
Objawy pozytywne (zwane też wytwórczymi) to:

  •  omamy - tzw. fałszywe spostrzeżenia zmysłowe. Krótko mówiąc osoba zaburzona widzi, słyszy, czuje coś czego obiektywnie nie ma - jednocześnie jest przekonana, że to co widzi/słyszy jest prawdziwe, a próby wytłumaczenia jej, że się myli nie przynoszą rezultatu. W schizofrenii często występują omamy słuchowe, czyli tzw. "głosy". Na ogół są to głosy mówiące w trzeciej osobie i obrażające osobę, która je słyszy. Omamy mogą mieć także np. charakter czuciowy (robaki chodzące po ciele lub pełzające pod skórą) lub smakowy (smak trucizny w pożywieniu).
  • urojenia - są to fałszywe przekonania, które wynikają z błędnej interpretacji rzeczywistości. Chory jest przekonany o tym, że są one prawdziwe i nie da sobie wytłumaczyć, że jest inaczej. Definicja może wydawać się niezrozumiała, ale przykłady urojen jasno pokazują o co w tym chodzi - np. pacjent twierdzi, że inni słyszą jego myśli, że jakieś osoby/siły nasyłają mu myśli przy pomocy obcej technologii, może też twierdzić, że jest śledzony, obcy wywiad chce bo zabić, że Bóg wyznaczył mu szczególną misję na ziemi albo, że posiada cudowne, magiczne moce.
Objawy negatywne to tzw. cztery A: objawy "ambi" (ambiwalencja - sprzeczne uczucia, ambisentencja - sprzeczne sądy, ambitendencja - sprzeczne dążenia), autyzm schizofreniczny (wycofanie się życia społecznego, zamknięcie się w sobie), afekt tępy (zwany tez sztywnością emocjonalną - pacjent nie wyraża swoich uczuć w żaden sposób), zaburzenia asocjacji (np. wypowiadanie słów/zdań bez logicznego sensu).

 Opisuję te objawy po to, żeby pokazać jakie zagrożenia mogą czekać na osoby z rozpoznaną schizofrenią, które chcą zająć się ezoteryką albo magią. Zdarzają się przypadki, gdzie osoba z objawami schizofrenii udaje się na forum ezoteryczne, czy takie dotyczące magii, bo nie chce przyjąć do wiadomości, że ma schizofrenię i szuka alternatywnych wyjaśnień. Użytkownicy EzoForum zapewne pamiętają pewnego usera, który niejednokrotnie pisał o tym, że rozpoznano u niego schizofrenię (którą uważał za zakażenie umysłu memami, które porównywał do wirusów) i w którego postach widać było ewolucję tego zaburzenia. Wspomniany user był m.in. Jezusem Nowego Millenium, Buddą, avatarem Kryszny, androgynem i nie wiadomo kim jeszcze, bo kilka jego wcieleń zapewne wyleciało mi z pamięci. Co gorsze zdarzali się userzy, którzy twierdzili, że to żadna choroba tylko dar, co dodatkowo napędzało spiralę urojeń. Pamiętam także przypadek schizofrenii wywołanej paleniem marihuany, którą pewien szaman wziął za chorobę szamańską i odradzał leczenie psychiatryczne.

 Inny przypadek tego typu, o którym warto wspomnieć (rzecz nie działa się w Polsce) to pewien tzw. wiccanin eklektyczny, który twierdził, że nawiązał kontakt z Boginią i słyszał jej głos w swojej głowie. Był oczywiście oporny na sugestie, że być może ten głos to jednak nie bóstwo tylko coś innego :> Co więcej pan rekrutował nawet uczniów, którym przekazywał swoje nauki będące rezultatem urojeń i halucynacji. Sprawa rypła się w momencie, gdy "Bogini" zakazała mu jeść (nasz bohater miał żywić się pokarmem duchowym otrzymywanym od tejże "Bogini") - wycieńczonego pana zabrała karetka, a w późniejszym czasie trafił on do szpitala psychiatrycznego.

 Największym problemem jest oczywiście to, że schizofrenik może nie odróżniać efektów odprawianych przez siebie rytuałów magicznych od halucynacji i urojeń. Generalnie dopóki jest się sceptycznym (czyli przyjmuje się, że efekt może być jedynie autosugestią) trudno mówić o urojeniach czy omamach, bo tam sceptycyzmu nie ma wcale.

 Schizofrenicy leczący się to temat na oddzielny artykuł - u części z nich leki powodują ustąpienie objawów, ale u części mogą się one utrzymywać (ich nasilenie jest wtedy mniejsze). Osoba lecząca się, będąca pod systematyczną kontrolą i biorąca leki wg zaleceń, której stan jest stabilny zapewne może zajmować się magią - oczywiście z zachowaniem odpowiednich środków ostrożności. Każdy przypadek trzeba oczywiście rozpatrywać indywidualnie biorąc pod uwagę dynamikę schizofrenii, objawy, efekty leczenia i tak dalej. Ciężko tu o uniwersalne rozwiązania czy porady.
 Myślę, że jeżeli już ktoś chce się tym zajmować dobrym wyjściem są praktyki grupowe (bardziej lub mniej zorganizowane) - reszta grupy pełni wtedy niejako rolę "osób pilnujących", a schizofrenik może odnieść korzyść z bycia w grupie (przeciwdziałanie stygmatyzacji, poprawa funkcjonowania w społeczeństwie). Oczywiście praca w grupie z taką osobą może być trudna i wymaga szczególnej uwagi ze strony innych uczestników i osób przewodzących grupie. Schizofrenicy często są wycofani, nieufni i potrzeba dużo wysiłku i czasu, żeby ich zaktywizować. Oczywiście w momencie rzutu choroby należy takie praktyki przerwać, poczekać na remisję, ale jednocześnie wspierać taką osobę w czasie terapii.

 Problematyczny może się okazać wpływ stosowanych w leczeniu leków na magiczną czy pogańską praktykę. Znam osoby, które twierdzą, że nie ma żadnej różnicy i takie, które twierdzą, że neuroleptyki utrudniają te kwestie.
2.08.2015
 Ostatnia odsłona cyklu poświęconego włoskiemu czarownictwu - w tej części kilka słów o tym jak włoska magia ludowa wygląda obecnie.

 Rozważania wypadałoby zacząć od kwestii nazewnictwa, bo na tym polu panuje pewien bałagan w zakresie definiowania pewnych pojęć związanych z ludowymi praktykami. W tekstach różnej maści (głównie tych internetowych, ale nie tylko) przewijają się na ogół dwie nazwy: Stregoneria i Benedicaria. Często można spotkać się z poglądem, że Stregoneria to włoska magia ludowa (pojmowana jako całość) niezwiązana z jakąkolwiek religią, a Benedicaria to tzw. katolicyzm ludowy. Po dokładniejszym przestudiowaniu źródeł i rozmowach z osobami, które znają się na tym zagadnieniu lepiej ode mnie, okazało się, że sprawa nie jest tak prosta jak się pierwotnie wydaje.

 Stregoneria, w odróżnieniu od Stregherii, nie aspiruje do miana religii, czy kontynuacji pogańskich wierzeń. Najprościej mówiąc jest to po prostu zlepek bardzo różnych technik magicznych, wiedzy o ziołolecznictwie i przesądów. Osoby, które twierdzą, że praktykują Stregonerię mogą uważać się zarówno za katolików, jak i pogan. Główny problem z tym terminem wynika z faktu, że autentyczni praktycy włoscy nie nazywają sami siebie Strege, bo takie określenie jest dla nich obraźliwe.
Samo słowo zrobiło się popularne w anglojęzycznych internetach za sprawą strony Stregoneria Italiana, obecnie już nieistniejącej. Określenie to ma, z tego co mi wiadomo, pochodzenie amerykańskie i jest związane z włoską emigracją. Pod wpływem konserwatywnego katolicyzmu (problemem mieli być m.in. Irlandczycy) i oskarżeń o pogaństwo włoskie zwyczaje ludowe zaczęły wśród emigrantów zanikać. Kolejne pokolenia starały się je odtworzyć - z jednej strony wpasować się w amerykańskie środowisko neopogańskie, a z drugiej zachować wiarę katolicką. Stąd nazwa odwołująca się do słowa czary, która obok typowo pogańskich praktyk ma także obejmować chrześcijańskie elementy.

 Terminu Benedicaria ("Way of Blessing") używa się najczęściej na określenie tzw. katolicyzmu ludowego. Został on spopularyzowany przez włoskiego autora Vito Quattrocchiego, który w swoich książkach opisał praktyki przekazywane w jego rodzinie. Zdaniem Quattrocchiego sa to praktyki zupełnie zgodne z katolicyzmem. W rzeczywistości niekoniecznie to tak wygląda, bo praktycy Benedicarii stosują bardzo różne metody i niektóre z nich nie znajdują akceptacji Kościoła. Jednocześnie to wszystko jest tak mocno ze sobą zmieszane i tak bardzo płynne, że niejednokrotnie ciężko jest powiedzieć, gdzie kończy się katolicyzm, a zaczynają niekatolickie praktyki. Niemniej jednak praktycy uważają się za chrześcijan i nie określają się mianem Strege. Quattrocchiemu zarzuca się zbytnie ukatolicyzowanie Benedicarii i pominięcie śliskich (z punktu widzenia Kościoła) elementów. Mimo tych kontrowersji wydaje się, że termin Benedicaria (po przyjęciu poprawek na elementy nie tylko katolickie) jest najbardziej adekwatnym określeniem włoskich ludowych praktyk.

 Stosunki między praktykami Stregherii, Stregonerii i Benedicarii bywają różne - na nieistniejącej już stronie Mystic Wicks zdarzały się kłótnie między przedstawicielami poszczególnych ścieżek. Osobom czytającym po angielsku polecam ten artykuł ze strony stregheria.com (link), w którym autor twierdzi, że praktycy Stregonerii chcą być wiedźmami, a z drugiej strony boją się porzucić chrześcijaństwa, aby nie obrazić Boga. W ramach ciekawostki dodam, że spotkałem się z przekonaniem, iż autorem tekstu jest sam Grimassi.

 Po tym jakże przydługim wstępie pora na kilka ciekawostek dotyczących włoskich praktyk. Są one bardzo bogate i napisano o tym niejedną książkę, musiałem więc potraktować temat skrótowo i przekrojowo. 

Nazewnictwo
 W zależności od regionu Włoch spotkać można rozmaite określenia osób zajmujących się magią ludową: guaritori (uzdrowiciele), donne che aiutano (kobiety, które pomagają), practicos (mądrzy ludzie) czy fattucchiere. Czasami spotkać się można także z określeniem strege, ale ma ono negatywny wydźwięk i jest używane w sytuacji, gdy chce się kogoś posądzić o uprawianie tzw. "czarnej magii". Wśród praktyków przeważają kobiety - w literaturze tematu można spotkać się ze stwierdzeniem, że mężczyzn zajmujących się takimi praktykami spotkać można głównie w miastach.

Talent/moc
 Zajmowanie się tego typu uzdrawianiem, zdaniem praktyków, wymaga posiadania pewnego talentu (nazywanego la forza - moc lub il segno - znak), który ma charakter wrodzony. Oczywiście la forza to za mało - potrzebna jest jeszcze znajomość odpowiednich modlitw, tekstów i technik. Są one przekazywane w czasie inicjacji (odbywa się ona w Wigilię) i późniejszych nauk. Wiedza przekazywana jest przede wszystkim w obrębie najbliższej rodziny. W przypadku braku odpowiedniej osoby w tym kręgu technikalia można przekazać osobie z dalszej rodziny lub komuś niespokrewnionemu - rzadko są to osoby nie będące Włochami. Przekazanie modlitw i tekstów osobie nieposiadającej mocy albo zrobienie tego w złym czasie może skutkować utratą zdolności leczenia przez osobę, która przekazywała wiedzę.

Pomoc Świętych/zmarłych
 W trakcie leczenia oprócz mocy własnej korzysta się także z pomocy różnych innych sił. W zależności od rejonu Włoch i konkretnych praktyków mogą to być Święci, przodkowie albo chętni do pomocy zmarli. Popularnymi w tych praktykach Świętymi są m.in.: Juda (sprawy beznadziejne), Józef (rodzina), Antoni (poszukiwanie zaginionych obiektów i osób) i Teresa (odpowiedzialna za sprawy miłosne).

Za opiekuna praktyków Benedicarii często uważany jest archanioł Michał. Jego święto przypada mniej więcej na okres równonocy jesiennej, kiedy to dni zaczynają się robić coraz krótsze. W wierzeniach ludowych ma to być spowodowane zwycięstwem Michała nad zbuntowanymi aniołami - przewodzący im Lucyfer przechodzi transformację w Szatana i sprowadza mrok na ziemię.

Kontakty z tymi siłami opierają się m.in. na pracy w transie. Pomocy może także udzielić Matka Boska, która jest tam bardzo popularna w wielu lokalnych odmianach, w tym jako Czarna Madonna. Duchy zmarłych mogą także powodować choroby - w takich wypadkach praktyk stara się dobić targu z nielegalnym lokatorem i nakłonić go do opuszczenia ciała chorego.

 Integralnym elementem kultu Świętych jest urządzanie im ołtarzy - z większym lub mniejszym rozmachem. Elementami powtarzającymi się są figury/obrazy świętych, świece (często w odpowiednio dobranym kolorze) oraz ofiary z pożywienia. Ołtarze można także ustawiać ku czci zmarłych członków rodziny - w takim wypadku elementem wystroju są zdjęcia zmarłego (spotkałem się z poglądem, że na zdjęciach nie mogą znajdować się osoby żywe). 

Narzędzia
 Uzdrowiciele używają bardzo różnorodnego zestawu narzędzi. Popularne są m.in. noże i nożyczki różnej maści służące do odcinania chorób, a także do walki ze złymi duchami bytującymi w ciałach osób chorych, sznurki i lustra. Spotkać można także laleczki wykonane z bardzo różnych materiałów np. kawałków ubrać albo gliny. Magicznym narzędziem może być także... cytryna - ma to wynikać z faktu, że kształtem przypomina serce (moim zdaniem nie bardzo, ale nie będę się kłócił) i wydziela sok przy przebijaniu igłami.

Złe oko
Złe oko, zwane we Włoszech malocchio, jest jedną z przypadłości, z którą ludzie najczęściej zwracają się do ludowych uzdrowicieli. Jedna z metod diagnozy i leczenia zakłada użycie miski z wodą oraz oliwy. Miskę z wodą umieszcza się na głowie chorego, następnie dodaje oliwę i obserwuje jej zachowanie w wodzie. Po zdiagnozowaniu złego oka uzdrowiciel przystępuje do leczenia - odmawia odpowiednie modlitwy, kreśli nad miską rozmaite znaki, ewentualnie używa ziół. O skuteczności działania ma świadczyć zbijanie się kropel oliwy w jeden konglomerat. Dla ciekawskich - filmik poglądowy.

 Metody ochrony przed złym okiem:
  • cytryna poprzebijana gwoździami lub szpilkami i obwiązana czerwoną nitką,
  • wykonywanie gestu mano cornuto lub noszenie stosownego amuletu. Dawniej takie przedmioty wykonywano ze srebra lub korala - obecnie można spotkać wersje plastikowe służące jako breloczek do kluczy. Gest mano cornuto to ludowy sposób ochrony męskich genitaliów przed efektami złego oka, które mogą rzutować na męską płodność,
  • cornicello czyli mały róg - amulet wykonywany ze złota, srebra lub czerwonego korala,
  • amulet z mano fico, czyli gestem określanym po polsku jako figa,
  • gwiazda wykonana z czerwonej włóczki,
  • mała saszetka z solą do noszenia przy sobie,
  • noszenie główki czosnku,
  • złamana podkowa przewiązana czerwoną wstążką.

Dywinacja
Do wróżenia używa się kart używanych do bardzo popularnej we Włoszech gry, nazywanej scopa. Talia składa się z 40 kart w czterech kolorach, nazywanych różnie w zależności od regionu. Jedna z wersji wyróżnia puchary, monety, szpady i pałki, a inna serca, piki, diamenty (kwadraty) i kwiaty. Każdy kolor to 10 kart - 7 kart numerycznych i trzy figury: Łotra, Rycerza (w innej wersji zamiast Łotra jest Królowa) oraz Króla.

 W celu poznania przyszłości można też używać tzw. Holy Cards. Wspomniany przeze mnie wyżej Vito Quattrocchi jest autorem książki na ten temat - opisuje w niej talię składającą się z 22 kart. Oprócz wizerunków Świętych w talii są karty poświęcone m.in. Duchowi Świętemu i Sercu Jezusa. We wstępie autor twierdzi, że karty te służą do kontaktu ze Świętymi i uzyskiwaniu od nich porad w rozmaitych kwestiach. Quattrocchi wspomina, że nie wolno ich używać do przewidywania przyszłości, bo tą zna jedynie Bóg. Przed rozkładaniem kart zaleca modlitwy, a po zakończeniu rozkładania odprawienie stosownej nowenny oraz ewentualnie spowiedź.

 Kolejna metoda także związana jest ze Świętymi wymaga użycia specjalnego narzędzia, które wygląda tak: link. Jest to tzw. łańcuch św. Michała Archanioła, który składa się z czterech medalionów poświęconych wspomnianemu archaniołowi połączonych łańcuszkiem, na końcu którego znajduje się krzyż. Najprostsza metoda polega na rzuceniu łańcuszkiem (po odprawieniu stosownych modlitw), a następnie ocenę ile medalionów upadło do góry rewersem, a ile awersem.

 Ostatnia metoda, o której pragnę wspomnieć polega na rzucaniu w górę ziarnami fasoli. We Włoszech fasolę tradycyjnie sadzi się 2 listopada, jest więc ona związana ze zmarłymi. Po wyrecytowaniu odpowiednich modlitw i uczynieniu znaku krzyża rzuca się ziarnami w górę. Interpretacja wróżby polega na ocenie kształtów i wzorów, które stworzyły ziarna po upadnięciu na ziemię.


 Niniejszym cykl dotyczący Stregherii i  czarownictwa włoskiego można uznać za zamknięty. W planach są kolejne, ale czy i kiedy ujrzą światło dzienne ciężko mi powiedzieć.

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl