2.19.2015
 Ciąg dalszy cyklu o zaburzeniach psychicznych i magii/ezoteryce/pogaństwie.

ALKOHOLIZM 

Zgodnie z raportem WHO statystyczny Polak (mowa o populacji 15+) spożywa rocznie   12,5 litra czystego alkoholu etylowego. Co prawda do lidera rankingu (jest nim Białoruś - 17,5 litra) trochę nam brakuje, ale faktem jest, że pijemy dużo.

 Najwięcej kontrowersji i pytań dotyczy tych pogańskich ścieżek czy systemów magicznych, gdzie spożywanie większych lub mniejszych ilości alkoholu jest elementem praktyki. Na forach wiccańskich, na ten przykład, można znaleźć pytania o to czy alkoholik może być wiccaninem, skoro w czasie rytuałów pije się alkohol. Na ogół pada odpowiedź, że to żaden problem, bo obok kielicha z winem można dostawić jeszcze jeden z napojem bezalkoholowym.

 Takie rozwiązanie wydaje się proste, ale sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana i możliwe są różne scenariusze.

 W Polsce leczenie alkoholizmu najczęściej opiera się na przekonaniu, że jedyną skuteczną metodą jest zachowanie pełnej abstynencji. Wynika to m.in. z teorii Jelinka, w myśl której alkoholizm jest chorobą nieuleczalną, potencjalnie śmiertelną i ze skłonnością do nawrotów. Niektórzy terapeuci radzą swoim pacjentom unikanie wszelkich okazji do wypicia alkoholu - znam nawet opowieści o tym, że zakazuje się picia napojów w puszkach, bo może to dawać skojarzenia z piciem piwa i stymulować powrót do nałogu. Dochodzi do tego przekonanie, że wypicie nawet łyka piwa czy wina spowoduje utratę kontroli nad piciem i kilkudniowy alkoholowy ciąg. Dla osoby prowadzonej w taki sposób rytuał, gdzie pojawia się wino będzie nie do przyjęcia - jedynym wyjściem jest sytuacja, w której wina nie będzie w ogóle i wszyscy będą pili sok.

 Oprócz strategii pełnej abstynencji obecnie coraz większą popularność zyskuje strategia redukcji szkód. Polega ona na tym, że w przebiegu terapii nie dąży się do zupełnego odstawienia używki - terapeuta i pacjent skupiają się na tym, żeby znacznie zredukować ilość wypijanego alkoholu, bo ma to redukować szkody zdrowotne, psychologiczne i społeczne picia. Osoba po takiej terapii w czasie rytuału zapewne wypije łyk, ewentualnie jedną czy dwie lampki wina.

 Sytuacja nie ogranicza się oczywiście jedynie do wicca - np. w rytuałach asatryjskich pojawia się miód pitny, także będący alkoholem.

 Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z alkoholikiem, który odmawia jakiegokolwiek leczenia i pije dużo. W przebiegu uzależnienia od alkoholu mogą pojawić się różne objawy - w tym także halucynacje i urojenia (tzw. halucynoza alkoholowa). Taka osoba powinna sobie dać spokój z magiczno-ezoterycznymi zainteresowaniami. W przypadku praktyk grupowych nie należy także zapominać o tym, jaki wpływ może mieć na grupę i to co się w niej dzieje pijący alkoholik.


DEPRESJA

 generalnie nie widzę przeciwwskazań, aby osoba, która ma depresję zajmowała się magią czy ezoteryką. Znam kilka osób, których przygoda z magią zaczęła się właśnie przez depresję, bo szukały innych metod pomocy sobie niż leki czy psychoterapia. Każdej z tych osób magia pomogła (oprócz oczywiście tradycyjnego leczenia) w walce z tym zaburzeniem.

 Problemem może okazać się obniżenie nastroju - nie sprzyja to regularnej praktyce magicznej, czy uczestnictwu w rytuałach grupowych, bo ciężko odprawić rytuał w sytuacji, gdy ktoś nie ma siły wstać z łóżka, umyć się, czy zrobić sobie coś do jedzenia. Z drugiej strony konieczność odprawienia rytuału czy udania się gdzieś na ryt grupowy może przyczynić się do aktywizacji pacjenta, co jest bardzo ważne w procesie leczenia. Na pewno trzeba się liczyć z tym, że w czasie epizodu depresji osoba może opuszczać spotkania, czy rytuały.

 Problematyczne może być także osłabienie percepcji, występujące u części osób cierpiących na depresje. Jedna z osób twierdziła np. że w czasie czynnego epizodu depresyjnego słabiej odczuwa efekty swojej magicznej praktyki. Inni twierdzą, że takiej korelacji nie ma - zapewne jest to kwestia osobnicza.

 Należy też pamiętać, że w przebiegu ciężkiej depresji mogą się pojawić urojenia - na ogół mają one postać urojeń winy i kary (przekonanie, że jest się grzesznikiem zasługującym na wieczne potępienie), urojeń bankructwa, czy urojeń hipochondrycznych (przeświadczenie, że cierpi się na ciężką, nieuleczalną chorobę). Mogą także pojawić się myśli i tendencje samobójcze. W przypadku takich osób zachowałbym daleko idącą ostrożność.

ZABURZENIA OBSESYJNO-KOMPULSYWNE

 zaburzenie to znane jest także jako nerwica natręctw. Dla niezorientowanych w temacie - zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (OCD) charakteryzują się występowaniem obsesji i kompulsji:

  • obsesje to natrętne myśli, wyobrażenia, czy idee, które są odbierane jako przykre. Dotyczą one najczęściej religii, seksu, agresji i zachowania czystości. Pacjent zdaje sobie sprawę z ich niedorzeczności, a mimo to nie potrafi się ich pozbyć. Przykładem mogą być natrętne myśli dotyczące tego, czy dom został zamknięty, czy nie obraziło się bóstwa w jakiś sposób, myśli o tym, że dotknięcie tego, czy innego przedmiotu spowoduje nieczystość. Mogą mieć one charakter agresywny - myśli o zrobieniu krzywdy najbliższym.
  • kompulsje, czyli niechciane, bezsensowne i natrętne czynności lub rytuały, które pacjent wykonuje aby rozładować swój lęk. Często współgrają one z obsesjami - np. pacjentowi wydaje się, że jest brudny, więc często myje ręce w pewien konkretny sposób (np. trzy raz namydla dłonie, a potem dwa razy spłukuje je wodą), żeby być czystym. Często bywa tak, że jeśli pacjent nie jest pewien czy wykonał czynność tak jak trzeba zaczyna jej wykonywanie od początku, bo jest przekonany, że tylko takie konkretne mycie rąk uchroni go przed chorobą lub śmiercią.
 Największy problem mają osoby, u których obsesje i kompulsje mają duże nasilenie - zaburzenie może być tak nasilone, że większość myśli jakie ma człowiek w ciągu dnia to obsesje, a większość czynności, które wykonuje to kompulsje. Prawdę mówiąc ciężko mi sobie wyobrazić, żeby osoba z nasilonymi obsesjami/kompulsjami była w stanie odprawić rytuał magiczny - obsesje i kompulsje będą to znacznie utrudniać. Ciężko będzie takiej osobie skupic się na działaniu magicznym, skoro co rusz pojawiają się w głowie myśli obsesyjne. Kompulsje też nie ułatwiają tu sprawy - może się okazać, że taka osoba przez dłuższy czas będzie układała narzędzia czy ustawiała świecę, a wykonanie jakiejś czynności niezgodnie z przyjętym rytuałem kompulsji może spowodować przerwanie rytuału i rozpoczęcie go od nowa.

 Zupełnie inna sytuacja dotyczy osób, u których nasilenie obsesji i kompulsji jest o wiele mniejsze - jeżeli panują one nad objawami i nie przeszkadzają im one w praktyce, to nie widzę przeciwwskazań.


4 komentarze:

  1. Super post!
    Nie wiedziałem, że alkoholik leczący się może czasem coś wypić. Widocznie myślenie typu, że alkoholikom nigdy nie wolno pić ani łyka, mocno zakorzeniło się w społeczeństwie. No i też nie spotkałem się z tym problemem osobiście, więc miałem takie przekonanie. Dzięki za uświadomienie.

    Arek

    OdpowiedzUsuń
  2. "Widocznie myślenie typu, że alkoholikom nigdy nie wolno pić ani łyka, mocno zakorzeniło się w społeczeństwie."

    W Polsce (i nie tylko w Polsce) za cel terapii alkoholizmu przyjęto dążenie do całkowitej abstynencji. Problem polega na tym, że pewna grupa uzależnionych nie chce albo nie może tego celu osiągnąć - skutkiem tego było to, że osoby uzależnione nie podejmują terapii albo ją przerywają, bo nie osiągają założonych efektów (czyli abstynencji).

    Program redukcji szkód, który zakłada zmniejszenie ilości wypijanego alkoholu powstał właśnie dla takich osób - jego celem jest wciągnięcie do terapii tych, którzy nie chcą terapii albo ją przerywają z braku abstynencji.

    Temat wywołuje dużo kontrowersji, bo część terapeutów uważa, że alkoholik w ogóle nie może pić w sposób kontrolowany. Niemniej jednak istnieją terapie uczące takiego picia, są badania na temat tych terapii i ich wyniki są co najmniej obiecujące.

    Osoba, która jest w programie zakładającym abstynencję powinna raczej unikać picia - po prostu na tych terapiach nikt ich nie uczy jak pić w sposób kontrolowany i wypicie wina czy piwa może skończyć się ciągiem.

    Podsumowując powiedziałbym, że część alkoholików leczących się może sobie pozwolić na wypicie czegoś czasem, o ile ich terapia zakłada taki cel.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiam się, na ile takie leczenie alkoholizmu (dążące do całkowitej abstynencji) nie jest trochę programowaniem na porażkę. W sensie jak wypijesz 2 łyki wina, albo małą szklankę piwa, to już po tobie i jesteś zgubiony. Można faktycznie po czymś takim wpaść w doła i ciąg...

    W ogóle wielkie dzięki za ten wpis. Większość osób, kiedy myśli o schorzeniach czy zaburzeniach psychicznych, widzi oczyma wyobraźni "schizola z kałachem" tudzież inne przyjemne obrazki ^^ Nic dziwnego, że wg szacunków do psychiatrów chodzi kilka razy Polaków mniej (czytałam, że szacunkowo 3-4 razy), niż powinno...

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna notatka! Zastanawiam się jak to jest z ludźmi z nerwicą.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl