4.27.2015
 Pora na kolejny tekst - jak podpowiada Blogger będzie to notka numer 96. Powoli zbliżam się do setki, która zapewne będzie jakimś tam podsumowaniem. Niemniej jednak to dopiero za jakiś czas, póki co trzeba skupić się na temacie bieżącym.

 Zbliża się pierwszy maja - dla jednych to Święto Pracy (z całą jego, mniej lub bardziej chlubną, historią), dla innych wspomnienie św. Józefa jako rzemieślnika (katolicka alternatywa dla laickiego Święta Pracy). Dla pogan to również ważny dzień, bo na noc z 30 kwietnia na 1 maja wiele osób będzie świętowało Beltaine/Walpurgię samodzielnie lub w grupie.

 Pierwszy maja był także dniem istotnym dla Słowian wschodnich i południowych - obchodzono wtedy święto związane z osobą proroka Jeremiasza. Było ono szczególnie popularne w przedrewolucyjnej Rosji oraz na Bałkanach. Z czasem niektóre tradycje związane z tym dniem zaczęły zanikać, ale obecnie różne grupy rodzimowiercze starają się je reaktywować w swoich obrzędach. Obecnie (za sprawą podwójnego datowania) święto to przypada teoretycznie na 14 maja, ale tradycja świętowania 1 maja nadal wydaje się być silna.

 Święto Jeremiasza było silnie związane z wegetacją i płodnością, bo był to dzień, w którym rozpoczynano siew. Wierzono, że właśnie tego dnia Jeremiasz (utożsamiany ze słowiańskim Jaryłą) chodzi po polach w wianku z maków, ubrany w białą sukmanę i przeobraża ziemię tak, aby była ona zdolna do przyjęcia ziarna i wydania plonu.Wybranie Jeremiasza na patrona tego dnia było całkiem sensowne - ze Starego Testamentu wiemy, że Jeremiasz chodząc po Jerozolimie nosił, własnoręcznie wykonane, jarzmo, które miało być symbolem  niewoli babilońskiej. Poza tym miał być bardzo wyrozumiały i wspomagać chłopów w ich cięzkiej, polowej pracy.

 Zgodnie z ludowymi wierzeniami tego właśnie dnia Jeremiasz (niektórzy naukowcy kojarzą go z Jaryłą) chodził po polach w białym stroju i wianku z maków. W dłoniach trzymał dojrzałe kłosy różnych roślin. Jego zadaniem było otwarcie ziemi tak, aby mogła ona przyjąć ziarno i wydać bogaty plon. Ze świętem tym były więc związane rozmaite rytuały mające na celu zapładnianie ziemi. W różnych miejscach rosyjskich internetów można spotkać opowieści o tym, jak to w niektórych kołchozach w XX wieku organizowane były zbiórki pewnego konkretnego "datku", który następnie umieszczano w ziemi, aby ją zapłodnić. Nie wiem czy są one prawdziwe, ale postanowiłem o nich wspomnieć w ramach ciekawostki.

 Pierwszego maja chłopi wychodzili w pole, brali ziemię do rąk i starali się wyczuć, czy jest ona gotowa na siew. Jeśli próba wypadała pomyślnie rozpoczynano modlitwy - zwracano się w stronę trzech kierunków świata (pomijano północ) i po wypowiedzeniu odpowiednich słów rzucano garść ziarna w danym kierunku. Po tych obrzędach rozpoczynano sianie - w zależności od rodzaju rośliny jej sianiem zajmowały się kobiety lub mężczyźni.

 W niektórych rejonach Bałkanów na Jeremiasza (święto określano tam mianem Irminden) odbywała się tzw. Paparuda. Był to rytuał mający na celu sprowadzenie deszczu. Polegał on na przebieraniu się w kolorowe stroje (na ogół były one sporządzane z liści), chodzeniu po wsi, śpiewaniu odpowiednich pieśni i oblewaniu się wodą. Data Paparudy mogła być różna - 1/14 maja, 6 maja, w okresie Wielkanoc-Zielone Świątki, 40 dni po Wielkanocy etc. Odprawiano go także w przypadku długotrwałej suszy zagrażającej plonom. Nazwa święta pochodzi pradopodobnie od imienia bogini Paparudy zwanej też Dodolą, która miała być żoną Pieruna i patronką deszczu.

 Z dniem Jeremiasza związane były także obrzędy mające na celu pozbycia się z domów i obejść węży i jaszczurek, bo uważano Jeremiasza za ich opiekuna. Wszelkie dziury w ścianach należało zatkać gliną lub szmatami i dokładnie posprzątać całe obejście. Śpiewano odpowiednie piosenki, wykrzykiwano zaklęcia i robiono hałas, aby węże wyniosły się tam, gdzie ich miejsce.

 Innym zwyczajem związanym z Irminden i praktykowanym w Bułgarii było wykonywanie tzw. podnic. Były to specjalne gliniane foremki używane do pieczenia chleba. Z tego co wiem wykonuje się je do dzisiaj.


 Z obchodami Beltaine związana jest tradycja rozpalania ogni. W niektórych rejonach Słowianie też to robili - skakali przez nie, między innymi po to, aby przegonić węże. Opisywano nawet zwyczaj wykonywania męskiej kukły ze słomy, którą następnie palono w ogniu.

4 komentarze:

  1. Jak zwykle świetny wpis :)
    Zastanawiam się czy Słowianie nie rozpalali ognisk biorąc przykład z Germańskich kolegów- myślisz, że to możliwe? Czy było to raczej niezależne zjawisko?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, cieszę się, że wpis się podoba.

    Nie znam bardzo dokładnie wierzeń Germanów na temat ognia, więc ciężko mi porównać na ile są one tożsame. Wydaje mi się (z naciskiem na "wydaje się" i "mi"), że może to wynikać z wierzeń jeszcze praindoeuropejskich i stąd podobieństwa.

    Hipoteza o tym, że jedni brali przykład z drugich też może mieć rację bytu - wiele rzeczy hulało sobie po Europie. Słowiańskie mamki miały zanieść naszego wampira na zachód, a niektóre znane mi wschodnie zaklęcia ludowe bardzo przypominają drugie zaklęcie merseburskie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziwię się, że nic nie piszesz o "Katalogu Magii" Rudolfa z Rud Raciborskich czy "Powieść rzeczy istey", która wspomina o kulcie Łady, Bodo i Leli na Łyścu. Tam są wzmianki o słowiańskich obchodach tego święta. :)

    https://www.facebook.com/SlavPaganism/photos/a.681244068619792.1073741873.131808306896707/454353607975507/?type=3&theater

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem, że są ta, wzmianki, ale spokojnie, pierwszy maja będzie tez w przyszłym roku :> Wtedy pewnie pojawi się tekst o Filipie i Jakubie i będzie można o tym wspomniec.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl