5.01.2015
 Ostatnio w wolnej chwili postanowiłem obejrzeć kilka filmików, które na YT wstawiają osoby uważające się w naszym kraju za czarownice   To chyba wina mojej pracy - czasami po powrocie do domu człowiek po prostu musi dostarczyć swojemu mózgowi szokujących bodźców celem jego zresetowania i ochrony tego delikatnego narządu przed zniszczeniem i obłędem. Po obejrzeniu umieszczonej na YT twórczości zacząłem się zastanawiać co bardziej szkodzi mojemu ośrodkowemu układowi nerwowemu - praca czy te filmiki.

 W kilku filmikach poruszany jest temat Księgi Cieni - sama nazwa, z tego co mówią różne strony internetowe, ma rodowód wiccański, bo takim określeniem Gardner określił zbiór rytuałów przekazywany kolejnym inicjowanym czarownicom. Jeżeli nazwa pojawiła się wcześniej to mam nadzieję, że któryś z czytelników bardziej zorientowany w temacie zamieści stosowne dementi. Nie wiadomo co zawierają wiccańskie Księgi Cieni - ich treść jest objęta tajemnicą, ale z tego co wynika z informacji zamieszczonych przez inicjowanych znajdują się w niej teksty rozmaitych rytuałów właśnie i można je porównać do katolickiego modlitewnika czy też mszału. Tymczasem prezentowane w internecie Księgi zawierają przysłowiowe mydło i powidło - rytuały, opisy ziół, znaczenie rozmaitych kart czy run.

 Sama nazwa zrobiła zawrotną karierę i już dawno wyszła poza wiccańskie i wiccanizujące środowiska - pojawia się ona chociażby w jednej z książek, która (teoretycznie) ma traktować o magii "poleskich znachorek". Dyskusji na temat Ksiąg Cieni na internetach jest cała masa - pamiętam pewien wątek, w którym jedna z uczestniczek wyraziła zdziwienie, że księgi niektórych userów nie zawierają zdobień. Z tego co pisała wynikało, że ilość własnoręcznie narysowanych obrazków jest wprost proporcjonalna do miłości jaką adept obdarza swoich Bogów. Nie mam nic przeciwko zdobieniom różnej maści, ale wychodzę z założenia, że na pierwszym planie powinna znajdować się treść merytoryczna, a nie kolorowe obrazki.

 Z filmików jasno wynika, że każda szanująca się czarownica powinna posiadać Księgę Cieni - ja takowej (mam tu na myśli KC w rozumieniu autorów filmików) w zasadzie nie posiadam i zastanawiam się czy to, że jej nie posiadam, a więc nie należę do grupy "każda szanująca się czarownica" powinienem uznać za nobilitację ;]

 Czasami ludzie pytają mnie czy szeptuchy i insze ludowe zamawiaczki posiadają Księgi Cieni przekazywane z pokolenia na pokolenie. Owszem zdarzają się różne zbiory tekstów, ale nie są to starożytne grymuary ze strasznymi rytuałami w stylu "weźmisz czarno kure" albo "Pójdę, pójdę w pole, zerwę bylicę, gorzką bylicę..." (to cytat z książki z gatunku fantasy autorstwa Olgi Gromyko, więc proszę się nie sugerować). Widziałem różne teksty spisane/wydrukowane na kartkach i ręcznie pisane zeszyciki zawierające rozmaite modlitwy do Świętych ze stosownymi uwagami. Sam mam gdzieś nawet taki zeszycik po babci, ale starożytnych rytuałów pogańskich tam nie uświadczysz.

 Sam posiadam całą masę notatek zapisanych na luźnych kartkach. Zdarzyło mi się nawet zapisać jakiś tekst na odwrocie biletu autobusowego, bo skończyły mi się kartki do pisania. Z racji tego, że niektóre karteluszki znajdujące się w tych zbiorach zaczynają się powoli rozwalać (były często przerzucane z miejsca na miejsce, przechowywane gdzie popadnie i przeglądane) postanowiłem przepisać to i owo do zeszytów, żeby mieć wszystko w kupie i nie zastanawiać się gdzie posiałem tę czy inną kartkę. Idzie to co prawda opornie, bo ślęczenie i odcyfrowywanie notatek napisanych na kolanie (to nic, że własne i napisane moim pismem) bywa trudne. Zdobień w nich nie ma, bo przy moim talencie plastycznym (rysuję krzywo nawet używając linijki) rysowanie obrazków byłoby straszną torturą.

1 komentarz:

  1. To teraz ja sama nie wiem, czy ja powinnam się w takim razie cieszyć, że należę do grona "każdych szanujących się czarownic", bo ja dla odmiany KC posiadam :D

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl