5.30.2015
 Pecunia non olet - rzekł cesarz Wespazjan opodatkowując szalety miejskie. Maksyma ta jest nadal aktualna, także w świecie ezoteryki, bo pieniądze da się w tym środowisku zarobić na bardzo różnych dziwnych rzeczach. Tym razem tekst nie będzie o kupie (jest ona bohaterką poboczną) - opowiem o klątwach i ezoterycznych biznesach z tym związanych.

Sheila na swoim blogu popełniła tekst na temat osób, które w odmętach internetów szukają pomocy, bo wydaje im się, że ktoś ich przeklął i właśnie w tym upatrują źródła swoich problemów.

 Autorka w swoim tekście zaznaczyła pewną rzecz, która moim zdaniem warta jest szerszego rozwinięcia. Chodzi mianowicie o ten fragment:

Opisana przeze mnie niedawno postawa takich roszczeniowych poszukiwaczy nie pozwala im oczywiście sprecyzować szczegółów. Dopytywanie się o nie zwykle nie przynosi skutków, bo zanim normalny człowiek spróbuje się dowiedzieć poza tym, że "ta baba w pracy jest wredna a mi wszystko idzie źle", już pojawi się kilku "specjalistów", którzy zapewnią ofiarę magicznej zbrodni, że wystarczy świeczka w odpowiednim kolorze lub klikną "na priv". Okazuje się, o czym się dowiedziałam niedawno, że część owych "specjalistów" zajmuje się właśnie głównie ściąganiem klątw. Bardzo często za odpowiednią opłatą.

 Rzeczywiście przeglądając rozmaite fora i grupy FB dochodzę do wniosku, że klątwy i uroki są w tej chwili przede wszystkim sposobem na biznes i naczelnym straszakiem pozwalającym zarabiać różnym osobom na rozmaitych aktywnościach z tym związanych. Oprócz ściągania klątw za pieniądze mamy, przede wszystkim, rozmaite warsztaty, gdzie w jeden albo dwa dni osoby chętne (czyli na ogół ci, których stać na wydanie kilkuset złotych) mogą nauczyć się jak ściągać klątwy siebie oraz osób postronnych. Nie wiem kto wpadł na ten genialny pomysł, że takich rzeczy można nauczyć się w przeciągu jednego weekendu - czekam na warsztaty typu "Little Doctor wanna be", na którym w ciągu jednego weekend kursanci nauczą się diagnozowania i leczenia chorób wszelakich. Jestem nawet gotowy wydać te kilka stów, przyjechać i zobaczyć coś takiego na własne oczy ;] Niektóre warsztaty obejmują nawet zdejmowanie klątw rodowych - znam osoby, które zajmują się tym od lat i boją się tykać tego typu przypadki z obawy, że coś pójdzie nie tak.

 Poziom takich warsztatów jest na ogół bardzo różny, często niższy niż wyższy. Posiadam trochę materiałów z takich kursów - niektóre proponowane rytuały mogłyby być podstawą do napisania świetnych skeczów kabaretowych. Na ogół nie stanowi to problemu, bo osoby, na których odprawiane są te rytuały nie są przeklęte - zadziała efekt placebo i sytuacja na jakiś czas się poprawi. Gorzej jeżeli obiekt działania rzeczywiście jest przeklęty (czasami się to jednak zdarza), bo pojawiają się komplikacje niemile zarówno dla przeklętego jak i dla czarującego. Klątwa jest jak Kibloidalny Uboczny Produkt Analny - jeśli ktoś nie umie go sprzątnąć to istnieje duża szansa, że pobrudzi się próbując to zrobić i będzie się za nim ciągnąć smród.

 Ilość rzeczywiście przeklętych jest niewielka - nie jest to jeden procent zwracających się o pomoc, ale z pewnością odsetek ten bliższy jest 1% niż 50%. Dawniej tego typu historii było więcej - ciężko powiedzieć czy to skutek bardziej powszechnej wiary w takie rzeczy, większej wiedzy jak coś takiego zrobić czy po prostu ludzie mieli większą moc i byli w stanie bardziej zaszkodzić swoich ziomków. Różne opinie na temat już słyszałem, ciężko mi powiedzieć, która z nich jest najbliższa prawdy. Na pewno dawniej nie było takiego świra na tym punkcie jak dzisiaj - nie każde płaczące dziecko uważano za zauroczone, nie zawsze przyczyną tego, że krowa nagle przestawała dawać mleko było działanie czarownicy. Owszem, tego typu przypadki leczono magią, ale wynikało to z faktu, że uzyskanie innego rodzaju pomocy bywało kłopotliwe, poza tym zawsze warto zastosować kilka różnych metod (w tym te magiczne) celem zwiększenia szansy na uleczenie dziecka/krowy/świni/konia/etc.

 Diagnostyka klątw i uroków w magii ludowej jest jednocześnie łatwa i trudna. Są przypadki, w których widać problem niemal od razu, bo człowiek wygląda na ewidentnie zaklątwionego. To rzadkie przypadki, ale czasami się zdarzają i o ich rozpoznania nie potrzeba wiele. Czasami jednak trzeba użyć rozmaitych metod diagnostycznych, niejednokrotnie dopiero użycie kilku z nich daje odpowiedź na to, czy mamy do czynienia z klątwą czy nie. Najtrudniejsze są przypadki wątpliwe diagnostycznie - wtedy pozostaje jedynie intuicja i doświadczenie w tym co się robi (oczywiście im większe tym lepiej). Bardzo rzadko przyczyny problemów nie da się ustalić; w takich przypadkach możliwe są dwie drogi postępowania. Można użyć któregoś z rytuałów usuwających klątwy i zobaczyć co się stanie albo nie robić nic i poczekać, aż sytuacja jednoznacznie się wyklaruje. W obu przypadkach o tym, czy mieliśmy do czynienia z klątwą decyduje czas.

 Sporo problemów sprawia też rozbudowanie całego systemu diagnostycznego. W zależności od źródła można wyróżnić kilka-kilkanaście rodzajów klątw i innego rodzaju magicznych uszkodzeń. Pierwotnie system był bardzo praktyczny, ale z czasem niektórzy rozbudowali go do granic absurdu. Namnożyło się sporo pojęć, które różnią się od siebie minimalnie, przechodzą jedne w drugie, bo granice między nimi są płynne. Czasami dochodzi do śmiesznych dyskusji, w których ludzie kłócą się o to co danej osobie dolega. W jednej z nich rozprawiano żywo nad tym, czy opisany przypadek to jeszcze prozor, czy może już pristrit, bo ofiara zrobiła wszystkim psikusa i dostała gorączki (tematem pobocznym w dyskusji było to, czy 37,5 st C to gorączka czy nie).

 Swego czasu chciałem wrzucić na bloga opis różnych magicznych uszkodzeń, ale dałem sobie spokój, bo musiałbym siedzieć nad tym sporo czasu (aż do wytworzenia się pośladkowych odcisków), a opisany system i tak nie byłby kompletny. Być może pewnego dnia taki wpis pojawi się na blogu, ale nie ukrywam, że traktuję go jako temat rezerwowy. Sięga się po nie w momencie, gdy naprawdę wena poszła daleko i człowiek nie ma żadnego pomysłu o czym by tu napisać. Z drugiej strony kto wie - być może przyjdzie taki dzień, że będę miał ochotę o tym napisać :>

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl