8.09.2015
 Na jednym z zagranicznych for wywiązała się dyskusja na temat tego czy kontaktowanie się z różnymi istotami i magia jako taka mogą być niebezpieczne dla praktyków. Zdania w temacie były oczywiście podzielone: były osoby, które straszyły, że pomyłka w działaniu magicznym może się skończyć nawet zgonem, inni argumentowali, że na przejściu dla pieszych też można pożegnać się z życiem, nawet jeśli ma się zielone światło.

 Temat zaroił się od opowieści o osobach, które zrobiły coś nie tak i o skutkach straszliwych, które były karą za chwilę dekoncentracji. Wśród osób twierdzących, że magia jest baaardzo bezpieczna były dwie, które w innych tematach powoływały się na wiedzę uzyskaną od osób mających przekaz od tzw. babki Stanki. Było to o tyle ciekawe, że sama Stanka błąd w inwokacji pewnej istoty przypłaciła brzydkim zaburzeniem psychicznym. Gdy o tym napisałem podniósł się rumor wielki jakże ja tak mogę kalać wielki autorytet. Stwierdziłem dość przytomnie, że autorytet autorytetem, ale historia związana ze Stanką jest w środowisku osób zajmujących się czarownictwem bałkańskim ogólnie znana, nie ma sensu zaklinać rzeczywistości i twierdzić, że coś co ewidentnie się zdarzyło i zostało opisane w wielu źródłach nigdy nie miało miejsca.

 Później pojawił się jeszcze opis dwóch innych przypadków (znam obie te osoby, więc wiem jak to naprawdę było) ewidentnej magicznej wtopy. Dla mnie były to raczej przypadki ewidentnej ludzkiej głupoty - majstrowania przy rytuale, którego się nie rozumie i który przeprowadzało się raptem dwa razy inaczej określić się nie da. Bohater opowieści uznał, że niektóre części są, jego zdaniem, od czapy i nic się nie stanie jak je sobie wyrzuci w cholerę, przy okazji zmieniając kilka innych elementów, w tym jeden najbardziej kluczowy, czyli inwokację. Potem biegał po forach i opowiadał jakie to niebezpieczne, bo jakiś tam byt zrobił mu wielkie kuku. Tak naprawdę wielka krzywda mu się nie stała, bo omdlał biedaczek w czasie inwokacji, więc nie zdążył przywołać niczego co mogłoby mu skopać tyłek.

 Coby nie było, że magia bałkańska taka straszna i niebezpieczna, a ta podlaska, czy kielecka to same puchatości - przypadki, gdy ktoś zrobił sobie albo komuś innemu krzywdę przy pomocy jajka, wosku albo lnu też znam. Opisywałem kiedyś m.in. historię, która też zakończyła się omdleniem i kilkudniowym złym samopoczuciem, bo ktoś myślał, że potrafi i mu nie wyszło.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl