1.22.2016
 Dzieci są zakałą ludzkości - Antoni Słonimski

 Ze znajomym rozmawialiśmy ostatnio o nauczaniu, relacji nauczyciel-uczeń i innych tego typu tematach orbitujących wokół słowa "dydaktyka". Rzuciłem stwierdzeniem, że w FamTradach przyjmowanie uczniów spoza rodziny odbywa się często na zasadzie magicznej adopcji. Spowodowało to oczywiście wypłynięciem hasła pt "uczeń to takie magiczne dziecko".
 Dyskusja zeszła więc na opowieści o tym jak to jest być magicznym tatusiem i magicznym dzieckiem. Zastanawialiśmy się na ile te magiczne są jak te biologiczne.Były też anegdoty z Dziećmi w roli głównej, zarówno te śmieszne jak i te "straszne".

 Wspólnie doszliśmy do wniosku, że dzięki Bogom z takim dzieckiem nie trzeba być w ciąży, nie trzeba mu zmieniać pampersów, wstawać co chwilę na karmienie, tłumaczyć skąd się biorą dzieci (dla mnie to nic strasznego, z racji wykształcenia jestem przygotowany) i robić wielu innych rzeczy. To plusy. Naturalnie są też minusy polegające na tym, że dziecka takowego trzeba pilnować podobnie jak tego biologicznego - zwłaszcza jeśli jest w fazie "raczkuję i radośnie poznaję świat". Co prawda uczniobobasek nie wsadzi palca do kontaktu i nie ściągnie ze stołu obrusa razem ze wszystkim co się na nim mieści, ale bardzo chętnie wykorzysta wszystkie (lub większość) udostępnione mu zaklęcia. Przy okazji Dziecko może się okazać żarłoczne i zasypywać Rodzica prośbami przeróżnymi, które teraz-zaraz-na-wczoraj trzeba załatwić przy pomocy magii. Czasami wynajdzie sobie coś w Internetach i postanowi wypróbować robiąc sobie kuku i rozpierduchę przypominającą krajobraz po bombie atomowej.

 Pamiętam czasy kiedy na świecie pojawił się Pierworodny, który był słodki i grzeczny niczym mały, rumiany i uśmiechający się do wszystkich bobasek leżący w kołysce. Z uwagi na jego łagodny charakter szybko stał się królikiem doświadczalnym dla różnych dydaktycznych pomysłów, które przychodziły mi do głowy i które trzeba było na kimś przećwiczyć.

 Co prawda na Pierworodnym wszystko miało się skończyć (bo bycie Ojcem Samotnym łatwe nie jest), ale jakoś tak się zadziało, że pojawił się kolejny potomek Młodszy. Doszedłem do wniosku, że skoro Pierworodny nie sprawia problemów wychowawczych to myśl o powiększeniu rodziny nie jest aż tak głupia. Jego wychowanie było już mniej stresogenne, wszak wszystko było już przećwiczone i rozmowy na pewne tematy nie wywoływały już u mnie poczucia panicznego lęku.

 Potem poszło już górki - po Pierworodnym i Młodszym na świecie "pojawiła się" Córa. Okazało się, że Córa to jednak nie Syn (oh jakież to odkrywcze!) i trzeba nieco zmienić podejście do edukowania i napisać Nowy Program Wychowawczy. Córa stała się więc królikiem doświadczalnym numer dwa. Na szczęście zniosła to całkiem nieźle i można ją było przekazać pod opiekę Pierworodnego, który był już na tyle duży, że mógł partycypować w wychowaniu. Co prawda wywołało to małe zamieszanie i sytuację rodem z "Mody na sukces", bo brat stał się de facto Ojcem Głównym, a ja zostałem ojcem i dziadkiem jednocześnie. Dzięki temu mogłem zostać Głową Rodziny, promieniować ojcowskim autorytetem, a przy tym leżeć i pachnieć, bo czarną robotę odwalał kto inny.

 Potem pojawiły się inne dzieci i kandydaci na dzieci - na szczęście jest jeszcze za wcześnie, żeby cokolwiek o nich napisać. Summa summarum nim się obejrzałem zostałem Patologią Wielodzietną. Na szczęście opieka społeczna nie wisi mi nad głową - problem w tym, że na 500zł na dziecko też nie mam co liczyć. Bycie Patologią Wielodzietną daje mi pełne prawo do tego, by kolejnego synka nazwać chociażby Brajan, a córkę Dżesika, ewentualnie Dolores. W razie czego zawsze mogę jeszcze sięgnąć po imiona z telenowel - w końcu kto powiedział, że Leoncio czy Izaura nie mogą zajmować się magią ludową?

11 komentarzy:

  1. Co z Twoimi nauczycielami.Jak przebiegała Twoja nauka. Odpowiedź na te pytania byłaby ciekawsza.

    OdpowiedzUsuń
  2. :) ... A co z tymi mniej ulozonymi dziecmi, bardziej krnabrnymi, ktore wlasnie bajzel robia - jakie masz na nie sposoby wychowawcze? :)

    Avena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam takich, więc nie mam tego problemu i nie muszę stosować sposobów wychowawczych ;)

      Na ogół wystarczy poczekać - dziecię samo się opamiętuje po tym jak popełni jakiś błąd i zrobi sobie krzywdę. Wtedy wracają i już są grzeczne.

      Usuń
  3. O tym już na blogu pisałem:
    http://ziedzm.blogspot.com/2014/04/guslarskie-wprawki.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pierwszy anonim to nie ja. Ja sie jednak podpisuje :)

      Avena

      Usuń
  4. Nie wiem czy współczuć Tobie czy dzieciom tych eksperymentów wychowawczych xD

    OdpowiedzUsuń
  5. "Ten pierwszy anonim to nie ja. Ja sie jednak podpisuje :)

    Avena"
    Prosie pana, prosie pana, Jaś dłubie w nosie a ja nie..:P

    Ja się nie podpisuję bo po co. Nie potrzebuję reklamy nicku, który i tak nic nikomu nie powie. No ale w sumie jeśli komuś na tym zależy, mogę się podpisać.

    Kunegunda Trzepałkowska

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam pytanie do Autora Blogu. Z Twojego teksu wynika, że nauczyciele nadają swoim uczniom imiona.
    Rea

    OdpowiedzUsuń
  7. "Z Twojego teksu wynika, że nauczyciele nadają swoim uczniom imiona."

    To zależy od ścieżki. W niektórych rzeczywiście istnieje coś takiego jak magiczne imię, które nauczyciel nadaje sam lub pomaga uczniowi w jego wyborze. Ja takowych nie nadaję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję.:)
    Wyżej napisałam stwierdzenie. Pytanie jakoś mi umknęło. A chodzi o Twoje nicki. Wybierałeś je sam czy Ci je nadano.

    Rea

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl