11.12.2016
 Wiem, że dawno na blogu nie pojawiło się nic nowego, ale to nie oznacza, że blog jest martwy i nic więcej się na nim nie ukaże (nie, nie - ci wszyscy, którzy skrycie marzą "niech on już skończy!" mogą zacząć rwać sobie włosy z głowy). Melduję też, że cieszę się dobrym zdrowiem i jeszcze nie umarłem :>  Po prostu ostatnio cierpię na brak czasu, bo ciężko jest pogodzić pracę na pełen etat, z byciem czarownikiem na pełen etat, uczyć się, uczyć innych, prowadzić bloga, przeglądać grupy na FB/fora i wyrobić się ze wszystkim w ciągu doby.

 Na grupach rodzimowierczych i słowiańskich zewsząd atakuje Wielka Lechia i Lechici, którzy byli nadludźmi, mieli wiedzę wszechświata w małym palcu i nauczyli Żydów pisać i czytać. Nie pytajcie mnie o co w tym wszystkim chodzi, bo nie wiem, a ponieważ postawa "nie wiem to się wypowiem" jest mi obca, więc nie napiszę zbyt wiele na ten temat.

 Przy okazji Lechitów na tapetę trafia też głagolica i język starosłowiański. Jeden z czytelników mojego bloga pytał mnie o to czym ten język starosłowiański jest, bo jedna z wróżek występujących w telewizji na swoim kanale na YT pisała o tym, że szeptuchy robią czary w tym języku. Spieszę więc poinformować (zarówno czytelnika jak i te wszystkie rzesze użytkowników FB, którzy o tym języku piszą), że język starosłowiański nie istnieje. Mówiąc najprościej: staro- jest zarezerwowany dla najstarszej postaci pisanej danego języka. Cały problem polega na tym, że kiedy pojawiły się najstarsze znane nam zabytki pisane, jednolitego języka słowiańskiego już nie było (zdążył się podzielić).

 Owszem - czasami można spotkać się ze sformułowaniem "język starosłowiański" w literaturze, ale wtedy terminem tym określa się język staro-cerkiewno-słowiański (s-c-s). Nie jest to jednak zbyt fortunne, bo sugeruje, że mamy pisane świadectwa jakiegoś języka, którym mówili wszyscy Słowianie, a to nieprawda.

 Zostaje nam jeszcze ta nieszczęsna głagolica, czyli najstarsze (znane nam obecnie) pismo słowiańskie. Jego stworzenie przypisuje się Cyrylowi i to w zasadzie tyle co można napisać o jego pochodzeniu. O tym skąd wzięły się poszczególne litery tego alfabetu napisano sporo naukowych rozpraw, ale źródła kształtów niektórych liter nie udało się ustalić. Niektóre znaki mają więcej niż jedno możliwe pochodzenie. Pod uwagę bierze się m.in. pochodzenie od liter łacińskich, greckich, koptyjskich, czy hebrajskich. Podobnie jest zresztą z nazwami liter- nie wiemy skąd wzięły się niektóre z nich. Dlatego też trzeba uważać na to, co piszą różni ludzie na różnych blogach na ten temat. Wiele bzdur już widziałem, z kosmicznymi energiami i karmą włącznie :>

 Przeglądałem ostatnio blog poświęcony głagolicy, który był pełen takich kwiatków. Zdziwiło mnie to, że zawierał on informacje niedostępne w popularnej literaturze tematu (czyli np. w Bartuli), a jednocześnie był pełen głupot. Mocarna lektura.

 Najbardziej rozbroiło mnie pytanie na jednej z grup - "jak przetłumaczyć coś na głagolicę?". Tłumaczy się na ogół coś (teksty/wypowiedzi ustne) z jednego języka na drugi. Głagolica jest alfabetem, który był/jest stosowany do zapisu różnych języków, więc ciężko cokolwiek na nią przetłumaczyć.

 Po tym jakże długim wstępie językowym pora na temat główny... językowy. Będzie mianowicie o tym tekstach guseł i ich tłumaczeniu.

 W moim arsenale są zaklęcia w cerkiewnosłowiańskim, rosyjskim, chachłackim, bułgarskim, serbskim, chorwackim, słoweńskim. Parę romskich też się znajdzie. Całkiem sporo, ale to języki w mniejszym lub większym stopniu do siebie podobne, więc jest nieco łatwiej.

 Czasami jednak podobieństwa mogą bardzo mylić: np. wyraz гора w języku rosyjskim oznacza górę, a w bułgarskim las. Inna jest za to wymowa - Rosjanin przeczyta to jako [gara] z akcentem na drugie "a", a Bułgar jako [gora]. Analogicznie jest z językiem cerkiewnosłowiańskim - Rosjanin przeczyta ten sam tekst nieco inaczej niż Ukrainiec. Różnica jest de facto jedna i niby kosmetyczna, ale czasami może wpływać na rozumienie tekstu. Oczywiście pod warunkiem, że obaj przeczytają tekst zgodnie z oficjalną redakcją (której najczęściej uczą się na lekcjach prawosławnej religii), a z tym różnie bywa.

 Babki wiejskie to zupełnie inna para kaloszy - niektóre z nich czytają fragmenty Biblii w czasie obrzędów. Często jest to Biblia cerkiewnosłowiańska, ale widziałem też rosyjskie i ukraińskie wersje. Różne wersje wymowy też słyszałem - niektóre babki czytają je zgodnie z wersją językową tekstu (czyli odpowiednio - cerkiewnosłowiański, rosyjski, ukraiński). ale są też takie, które czytają po chachłacku. Gwary te w zasadzie nie mają standardu pisanego, więc czasami mam wrażenie, że to co babka czyta i to co stoi w książce to dwie zupełnie różne rzeczy.

 Analogiczna sytuacja dotyczy wszystkich modlitewników i tzw. zeszytów,. w których niektóre babki miały spisane zaklęcia. Zapisanie "ze słuchu" tekstu bywa trudne, potem zdarza się tak, że podczas czytania wymowa po raz kolejny ulega zmianie.

 Oczywiście można pokusić się o przetłumaczenie wszystkiego na polski i używać rytualnie tylko jednego języka. Jest to trudne, bo zaklęcia są czasami rymowane, często mają swoisty rytm, który ułatwia wejście w odmienny stan świadomości. Podczas tłumaczenia nie da się tego odtworzyć bez zmiany treści i trzeba arbitralnie orzec, czy bardziej zależy nam na wierności oryginalnemu tekstowi, czy jednak na rytmie. Poza tym są takie sformułowania, czy też zbitki wyrazowe (te ostatnie mają często za zadanie nadać rytm), których po prostu nie da się zgrabnie przetłumaczyć na polski. Problem ten dotyczy też pewnych słów - na blogu np. używam rosyjskich/chachłackich nazw dolegliwości, bo sporą część z nich można przetłumaczyć na polski tylko opisowo - wygodniej zachować jednowyrazowe nazwy oryginalne.

 Podsumowując (metajęzykowy operator zapowiadający podsumowanie): słowiańskie języki - trudne języki; język starosłowiański nie istnieje; nie czytać głupot o głagolicy; Wielka Lechia atakuje!

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl