12.10.2016
 Przez kilka ostatnich dni na moją tablicę na Facebooku wrzucałem fragmenty pewnej książki - wywołały one spore kontrowersje wśród moich internetowych (i nie tylko) znajomych. Wśród komentarzy padały pytania: "skąd Ty to bierzesz?", "skąd są takie cuda?" i tak dalej. Przyszła pora na odsłonięcie kurtyny! Przed Wami recenzja książki pod tytułem: "Sekrety szeptuch Ludowe sposoby uzdrawiania", której autorem jest Vadim Tschenze. Yep - to z tego dzieła pochodzą wszystkie cytaty.

 Autor książki jest uzdrowicielem duchowym i szamanem, który co prawda mieszka w Szwajcarii, ale urodził się i wychował w rosyjskiej rodzinie. Vadim ma bardzo szerokie zainteresowania - oprócz magii szeptuch zajmuje się także m.in. "szamańskim uzdrawianiem duchowym, jak i pojęciem karmy, jej przezwyciężaniem oraz układem planetarnym. Stworzył również szamańską metodę autokorekty".

 Autor zdecydowanie nie pieści się z czytelnikami i pierwsze mocarne kawałki (zwane też w niektórych kręgach rakami) serwuje już w przedmowie. Można tam mianowicie znaleźć taki oto fragment:

W dzisiejszych czasach sposób działania takich rytuałów można wyjaśnić za pomocą fizyki kwantowej, danych cech elementu i teorii przewodzenia impulsu.

Nie pytajcie mnie co to zdanie znaczy, bo nie wiem - koledzy fizycy też nie wiedzą co autor miał na myśli.

Część 1. Kim są szeptuchy?

Duchowi uzdrowiciele wykorzystują przeróżne metody terapii. [...] Najważniejszy jest jednak fakt, iż wspólnym mianownikiem wszystkich tych metod jest WYŁĄCZNIE zdolność do samoleczenia  ciała oraz duszy, stanowiąca czynnik, na bazie którego pracuje każdy uzdrowiciel.

Cóż, nie wiem na jakiej bazie pracują współcześni uzdrowiciele, ale szeptuchy na pewno nie wpasowują się w ten opis. Gdyby ludzie posiadali cudowną zdolność do samoleczenia to uzdrowiciele duchowi i lekarze raczej nie byliby potrzebni :> Metody szeptuch bazują na mocy pochodzącej od Maryi, Jezusa i Świętych Pańskich. Oprócz tego istotna jest także osobista moc uzdrowiciela, która znajduje się w jego krwi - jeżeli krew uzdrowiciela jest "silniejsza" niż krew pacjenta i choroba, która w nim siedzi stan chorego poprawi się. Oczywiście o tym, kim de facto są Ci Święci i insze istoty pojawiające się w tekstach można dyskutować i dyskutować... pisałem o tym zresztą na blogu niejednokrotnie.


Kim są właściwie szeptuchy? Od początku istnienia Państwa Rosyjskiego wielką popularnością cieszyły się kobiety zwane czarownicami czy też magicy oraz mężczyźni zajmujący się ziołolecznictwem. Określano ich mianem "Povetucha". Ludzie ci zamieszkiwali wsie i przyjmowali potrzebujących w swoich domach. Nauki tych ludzi były znane pod pojęciem "lecznicze metody szeptuch".

1) Szeptuch nie określano mianem czarownic. Owszem - z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że jestem czarownikiem uprawiającym magię ludową, ale na wsi nikt tego tak nie określi.

2) Magicy to zupełnie inna sprawa i w ogóle bym ich do tego nie mieszał.

3) Podlaskie szeptuchy słabo znają się na ziołach - wykorzystują niektóre z nich, ale w celach rytualnych, nie można więc nazwać tego klasycznym ziołolecznictwem. Czasami rzeczywiście różne "funkcje" przenikały się ze sobą, ale nie była to reguła i należałoby o tym pamiętać.

4) Słowo Повитуха (powitucha) oznaczało kobietę, która zajmowała się odbieraniem porodów i uczeniem młodych matek jak opiekować się dzieckiem i spełniać wszystkie obowiązki matki. Zadaniem powituchy było też przeprowadzenie wszystkich rytuałów związanych z chrztem i przyjęciem dziecka do społeczności. Najczęściej roli tej podejmowały się kobiety starsze, które nie miesiączkowały, pochodziły z porządnych rodzin i były szanowane przez lokalną społeczność. Najlepiej jeśli obowiązki te wykonywała wdowa, ale jeśli kobieta miała męża to powinien on być porządnym chłopem - nie zdradzać po krzakach i nie chlać na umór. Patronką tych kobiet miała być Salomea - żona Zebedeusza. W czasie porodu recytowano specjalne teksty, w których pojawiało się jej imię i które miały zagwarantować bezproblemowy poród. Rozciąganie tego określenia na mężczyzn, czy magików jest po prostu nieporozumieniem.


Zgodnie z filozofią szeptuch człowiek znajduje się w tzw. Matriksie. Oscyluje jako komórka we wszechświecie, gdzie następuje ciągła odnowa komórek. "Zdrowe" komórki systemu (tutaj jako dobrzy ludzie) są wspomagane i stale ulepszane, zaś nad "chorymi" komórkami (tutaj jako egoistyczni i wyrachowani ludzie) krąży określone fatum.

W zasadzie nie wiem nawet jak to skomentować... Matriks to zupełnie nie ta bajka, a opis kiepsko przystaje do rzeczywistości. Jedynie w baśniach dobro zawsze wygrywa, jest zawsze wynagradzane, a zło zawsze spotyka kara. W realnym świecie jak wiadomo wielu zbrodniarzy miało i miewa się nadal całkiem dobrze, a tzw. "dobrzy ludzie" klepią biedę.

W wierzeniach ludowych istniało co prawda przekonanie, że "nie ma zbrodni bez kary", ale niejednokrotnie nikt nie czekał na to, aż Natura, czy inne Siły Wyższe należycie ukarzą zbrodniarza. Zresztą, nie ma się co rozpisywać:


Ot i tyle w temacie ;]


Również matrioszka, rosyjska zabawka, wykonana z drewna, stanowi element sztuki uzdrawiania szeptuch. Umożliwia ona bowiem przekazywanie energii oraz wpływa na spełnianie marzeń. [...] Matrioszki w Rosji są niezwykle popularne i od lat są nieodłączną tradycją tego kraju. Uchodzą za najstarszy symbol słowiański, przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Dla niezorientowanych - ów "najstarszy symbol słowiański", czyli matrioszka, pochodzi z XIX wieku, dokładniej mówiąc z 1890 roku. Był to okres kiedy w Imperium Rosyjskim bardzo modny był powrót do ludowości i poszukiwanie korzeni. Jednym z czołowych przedstawicieli owego "stylu rosyjskiego" był Siergiej Maliutin, który stworzył szkic matrioszki inspirując się pewną japońską lalką. Pierwszą lalkę, na podstawie szkiców Maliutina, stworzył Wasilij Zwiezdoczkin. Nie jest to tajemna wiedza - wystarczy odpalić Wikipedię i poszukać. O lalkach spełniających życzenia pisałem już na blogu; robi się je zupełnie inaczej niż matrioszki.

 W dalszej części tego rozdziału autor opisuje przyczyny różnych dolegliwości. Na moim FB wylądował fragment dotyczący zaparcia, które zdaniem autora, może wynikać z konserwatyzmu. Następnie przechodzi do wymieniania dolegliwości, które mogą zostać wyleczone przy pomocy "leczniczych metod szeptuch". Z tego fragmentu wynika m.in., że uzdrowiciele zajmują się leczeniem raka, Parkinsona i chorób genetycznych oraz wrodzonych, które są karmicznymi dolegliwościami wynikającymi z przeszłości.

 Kolejne strony zawierają "rytuały Baby Walji", która była babcią autora i ludową uzdrowicielką. Czytając owe opisy dowiemy się m.in., że "Baba Walja była analityczką" (ciekawe, czy miała też kozetkę), "swoje teorie opierała również na zasadzie karmy. Była bowiem przekonana, iż wszystkie problemy i dolegliwości są związane z tą materią" i twierdziła, że "czakra serca pachnie różami". Co ciekawe w tekście znajdują się też opisy autentycznych ludowych rytuałów, które mają sens. Problem w tym, że są one przerobione na modłę New Age'ową. Ciężko powiedzieć, czy skażenie NA dotknęło już Babę Waliję, czy po prostu autor dodał sporo od siebie i przerobił na swoją modłę rzeczy, których pierwotnego znaczenia nie rozumiał.

 Zbliżamy się do końca pierwszej części książki (przed nami jeszcze cztery), ale autor nie zamierza nas oszczędzać i serwuje kolejne harde kawałki.

Za każdym razem mam nieomylne wrażenie, że rytuały szeptuch są w dużej mierze powiązane z szamańskimi procesami, jak i z obrzędami druidów. Druidzi żyli ponad 2000 lat temu w Irlandii i Brytanii. Stanowili duchową elitę celtycką, których mitologia miała również wiele wspólnego z rytuałami.

Szczególnie interesujące i godne opowiedzenia są dawne rytuały druidów, które moja babcia odprawiała w wyjątkowych przypadkach. Do tego celu potrzebowała okrągłego, niebieskiego, szklanego naczynia. Do jego środka wkładała czarną bądź niebieską świecę. Obowiązuje tutaj bowiem ta sama zasada, jak w przypadku Halloween, kiedy 31 października do wydrążonej dyni wkłada się świece.

W czasach obecnych można spotkać wiele monumentów celtyckich, które stanowią pozostałości przeszłości. Są to megality bądź Stonehenge, które zostały zbudowane w czasach druidów i były przez nich szczególnie czczone i szanowane. Zadziwiające jest, że moja babcia w swoim ogrodzie również posiadała kamienną budowlę.

Z cytatów płynie jasny i logiczny wniosek, że powinienem zmienić nick na Neo Vermoramix, który połączy ze sobą Matrix i druidów :>

 Ciąg dalszy nastąpi - muszę przerwać, bo mózg mi się ugotuje od tego morza bredni ;]

1 komentarz:

  1. Fizyka kwantowa jest modna w New Age'owych kręgach. Nikt za bardzo nie rozumie, ale brzmi mądrze, więc korzystają :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Łączna liczba wyświetleń

Archiwum

Obserwatorzy

Kontakt

mail: verm@onet.pl